Przepisy o pokłosiu są w Torze wyjątkowe pod jednym względem: nie każą nic dawać. Każą czegoś nie brać. Różnica wygląda na subtelną, a zmienia całą konstrukcję i dlatego warto ją zobaczyć w samym tekście.
Co dokładnie nakazuje przepis o pokłosiu?
Gdy będziecie żąć zboża waszej ziemi, nie będziesz żął swego pola do samego skraju ani nie będziesz zbierał pokłosia po swoim żniwie. Także gron swej winnicy nie będziesz obierał całkowicie i nie zbieraj z winnicy winogron, które upadły; zostawisz je dla ubogiego i przybysza. Ja jestem Pan, wasz Bóg.
Kpł 19,9-10
Nakaz brzmi: nie żąć do skraju, nie zbierać pokłosia, nie obierać winnicy do końca, nie podnosić tego, co upadło. Wszystkie cztery to zaniechania. Właściciel nie przekazuje niczego z ręki do ręki i nie decyduje, komu przypadnie — po prostu zostawia część plonu na polu. Ubogi przychodzi i bierze.
A gdy będziecie zbierać plony waszej ziemi, nie będziesz wycinać doszczętnie skraju twego pola i nie będziesz zbierać pokłosia twoich plonów. Zostawisz je dla ubogiego i przybysza. Ja jestem Pan, wasz Bóg.
Kpł 23,22
Powtórzenie w kalendarzu świąt pokazuje, że nie jest to przepis marginalny ani zapisany raz na marginesie innego tematu. Stoi między nakazami dotyczącymi żniw i sam kończy się formułą o tym, kto go wydaje.
Gdy będziesz żął zboże na swoim polu i zapomnisz snopka na polu, to nie wracaj, aby go wziąć. Będzie to dla obcego, sieroty i wdowy, aby ci błogosławił Pan, twój Bóg, w każdym dziele twoich rąk. Gdy będziesz otrząsał swoje drzewo oliwne, nie przeglądaj drugi raz gałązek. Będzie to dla obcego, sieroty i wdowy. Gdy będziesz zbierał winogrona ze swojej winnicy, nie zbieraj pozostałych gron. Będzie to dla obcego, sieroty i wdowy.
Pwt 24,19-21
Tu dochodzi jeszcze zapomniany snopek i zakaz drugiego przejścia po drzewie oliwnym oraz po winnicy. Adresatami są obcy, sierota i wdowa, a więc ci, którzy nie mieli ziemi ani mężczyzny zdolnego ich utrzymać. System jest więc skierowany do konkretnych kategorii ludzi, a nie do potrzebujących w ogóle. Łączy je jedno: brak dostępu do własnej ziemi i do jej plonu.
Jak Rut korzystała z prawa do pokłosia?
I Rut Moabitka powiedziała do Noemi: Pozwól mi pójść na pole zbierać kłosy za tym, w którego oczach znajdę łaskę. A ona odpowiedziała: Idź, moja córko. Poszła więc, a gdy przybyła, zbierała na polu za żniwiarzami. I zdarzyło się przypadkiem, że trafiła na część pola Boaza, który był z rodziny Elimelecha.
Rt 2,2-3
Rut nie prosi o wsparcie i nikt jej niczego nie przyznaje. Wychodzi na pole i zbiera to, co zostało, a Noemi traktuje to jako rzecz normalną. Warto zauważyć dwie cechy tego rozwiązania, bo obie są nietypowe. Po pierwsze, ubogi zachowuje inicjatywę i nie musi nikogo prosić. Po drugie, musi pracować — zbieranie kłosów za żniwiarzami jest ciężkim zajęciem, a nie odbiorem paczki.
Czy Nowy Testament znosi ten obowiązek wobec ubogich?
Każdy jak postanowił w swym sercu, tak niech zrobi, nie z żalem ani z przymusu, gdyż radosnego dawcę Bóg miłuje.
2 Kor 9,7
Zdanie o dawcy bez przymusu dotyczy zbiórki na zbór w Jerozolimie i mówi o postawie przy dawaniu. Nie odnosi się do przepisów o pokłosiu i nie znosi ich — po prostu opisuje inną sprawę.
Gdy bowiem byliśmy u was, to nakazaliśmy wam: Kto nie chce pracować, niech też nie je.
2 Tes 3,10
Ten werset przywołuje się jako przeciwwagę i rzeczywiście coś do sprawy wnosi, choć nie to, co zwykle się z niego robi. Mówi o kimś, kto pracować nie chce, a nie o kimś, kto nie może. Warto zauważyć, że przepisy o pokłosiu mają tę samą cechę: nie zwalniają ubogiego z wysiłku, tylko dają mu miejsce, w którym ten wysiłek ma sens.
A jeśli ktoś nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, ten wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego.
1 Tm 5,8
Obowiązek wobec własnego domu jest realny i nie stoi w sprzeczności z tamtymi przepisami — pole zostawiało się na skraju, a nie w całości. Konstrukcja jest tu ostrożna po obu stronach: właściciel nie zostaje pozbawiony plonu, a ubogi nie zostaje bez dostępu do niego.
Czego nie wiemy
Nie wiemy, ile trzeba było zostawić. Tora nie podaje ani szerokości skraju, ani ułamka plonu, ani żadnej miary. Mówi tylko: nie do końca. To jest realna luka, a nie przeoczenie — przepis polega na tym, że właściciel sam wyznacza granicę i sam odpowiada za to, jak ją wyznaczył.
Nie wiemy, jak przełożyć ten mechanizm na gospodarkę bez pól. Nie ma w Piśmie zdania, które zamieniałoby pokłosie na procent od pensji, na darowiznę albo na składkę, i nie ma żadnej wskazówki co do formy. Każda propozycja przeliczenia jest propozycją człowieka. Rozstrzygnięte jest natomiast to, czego ten przepis nie jest: nie jest zachętą do dobroczynności ani apelem o hojność. Jest ograniczeniem prawa właściciela do własnego plonu, wypowiedzianym w formie zakazu.







