Ἱλασμός występuje w Nowym Testamencie dwukrotnie i oba miejsca znajdują się w Pierwszym Liście Jana. Rzeczownik należy do tej samej rodziny co hilasterion i czasownik hilaskomai (2 razy), a wszystkie one w greckiej literaturze religijnej opisują jedno: usunięcie tego, co stoi między bóstwem a człowiekiem.
W pogańskim użyciu schemat był prosty: bóstwo jest rozgniewane, człowiek składa dar, gniew ustępuje. Inicjatywa należy do człowieka, a bóstwo pozostaje bierne. Wystarczy przeczytać oba zdania Jana, żeby zobaczyć, że ten schemat został odwrócony. To rzadki przypadek, w którym dwa krótkie wersety wystarczą, by pokazać różnicę między Pismem a religijnością otaczających je narodów.
Dwa wystąpienia
I on jest przebłaganiem za nasze grzechy, a nie tylko za nasze, lecz także za grzechy całego świata.
1 J 2,2
Zdanie mówi, że hilasmos jest osobą — nie darem złożonym przez ludzi, lecz kimś, kto sam jest przebłaganiem. Drugie wystąpienie mówi jeszcze wyraźniej, kto tu działa pierwszy.
Na tym polega miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że on nas umiłował i posłał swego Syna, aby był przebłaganiem za nasze grzechy.
1 J 4,10
Kolejność jest tu rozstrzygająca: nie my umiłowaliśmy Boga, ale on nas umiłował i posłał. Przebłaganie nie jest ceną, którą człowiek płaci, żeby przestać się bać — jest tym, co Bóg wyprawił do ludzi z własnej inicjatywy.
Bliscy krewni tego słowa
Czasownik z tego samego rdzenia pada w modlitwie celnika, i po polsku wygląda zupełnie inaczej.
A celnik, stojąc z daleka, nie chciał nawet oczu podnieść ku niebu, ale bił się w piersi, mówiąc: Boże, bądź miłosierny mnie grzesznemu.
Łk 18,13
Polskie bądź miłosierny mnie grzesznemu tłumaczy formę czasownika hilaskomai — dosłownie prośbę o przebłaganie. Ten sam czasownik wraca w Liście do Hebrajczyków, tym razem o arcykapłanie.
Dlatego musiał we wszystkim upodobnić się do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym najwyższym kapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu.
Hbr 2,17
Trzy polskie wyrażenia — przebłaganie, bądź miłosierny, dla przebłagania — obsługują tu jedną rodzinę greckich wyrazów. Czytelnik nie ma jak dostrzec, że modlitwa celnika i zdanie o arcykapłanie mówią tym samym językiem.
Do tej samej rodziny należy jeszcze przymiotnik hileos, oznaczający łaskawość, oraz omówiony osobno rzeczownik hilasterion, czyli nazwa wieka Arki. Pień jest więc niewielki, ale wszystkie jego odgałęzienia krążą wokół tego samego: usunięcia tego, co rozdziela. W polszczyźnie te odgałęzienia rozchodzą się na wyrazy, między którymi nie widać żadnego pokrewieństwa.
Co gubi polski przekład
Pierwsza strata to rozerwanie rodziny słów. Hilasterion, hilasmos i hilaskomai to jeden pień, po polsku rozsypany na przebłagalnię, przebłaganie i miłosierdzie. Kto czyta w przekładzie, nie zobaczy, że List Jana i modlitwa celnika trzymają się tego samego obrazu.
Druga strata jest teologiczna i poważniejsza. Polskie przebłaganie niesie ze sobą wyobrażenie udobruchania — kogoś trzeba przeprosić, żeby ochłonął. Jan pisze coś przeciwnego: to Bóg jest podmiotem, a przebłaganie jest jego darem. Nie ma tu człowieka, który zmiękcza Boga; jest Bóg, który usuwa przeszkodę ze swojej strony.
Trzecia rzecz to zasięg. Jan pisze, że hilasmos dotyczy nie tylko piszącego i jego czytelników, ale całego świata. To zdanie w polskim brzmieniu jest równie mocne, ale bez świadomości, jak rzadkie jest to słowo, łatwo je przeczytać jako pobożny zwrot zamiast jako twierdzenie.
Czego samo słowo nie rozstrzyga
Spór o to, czy hilasmos oznacza odwrócenie gniewu, czy raczej zmycie grzechu, ma już kilkaset lat i dwa wystąpienia u Jana go nie zamykają. Tekst mówi, kto działa i po co; nie opisuje mechanizmu. Podobnie zdanie o grzechach całego świata nie rozstrzyga samo przez się pytania o zasięg zbawienia — mówi o zasięgu przebłagania, a to nie to samo. Kto chce iść dalej, musi czytać cały list, a nie jeden rzeczownik. Dwa wystąpienia to za mało, by na nich zbudować doktrynę, i za dużo, by je pominąć — takie hasła najlepiej czytać razem z tekstami, które mówią o tej samej sprawie innymi słowami.







