Rzeczownik epifaneia (ἐπιφάνεια, G2015) występuje w Nowym Testamencie zaledwie sześć razy i mieści się w bardzo wąskim wycinku ksiąg: raz w Drugim Liście do Tesaloniczan i pięć razy w listach pasterskich. Jest zbudowany z przyimka epi i czasownika phaino — świecić, ukazywać się. Znaczy tyle co wyjście na wierzch, stanie się widocznym dla oczu.
Cztery polskie słowa na jedno greckie
Uwspółcześniona Biblia Gdańska nie ma dla tego wyrazu jednego odpowiednika. W sześciu miejscach używa czterech różnych rozwiązań, więc czytelnik nie ma szans zauważyć, że wszędzie chodzi o to samo słowo.
Wówczas pojawi się ów niegodziwiec, którego Pan zabije duchem swoich ust i zniszczy blaskiem swego przyjścia.
2Tes 2,8
Tutaj epifaneia to blask. I to zdanie jest najciekawsze z całej szóstki, bo obok stoi drugie greckie słowo — parousia (παρουσία, G3952), po polsku przyjście. Grecki tekst mówi więc o epifanei jego parousii: o widzialnym rozbłysku jego obecności. Polszczyzna zbija to w blask przyjścia i tym samym gubi fakt, że mamy dwa terminy, nie jeden z przydawką.
A obecnie została objawiona przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, który zniszczył śmierć, a życie i nieśmiertelność wydobył na jaw przez ewangelię;
2Tm 1,10
Oczekując błogosławionej nadziei i chwalebnego objawienia się wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa;
Tt 2,13
W pierwszym z tych wersetów to samo słowo jest pojawieniem się, w drugim objawieniem się. A w zakończeniu Drugiego Listu do Tymoteusza staje się po prostu przyjściem — czyli wyrazem, którym UBG oddaje także parousia w osiemnastu z dwudziestu czterech miejsc, w których ten rzeczownik występuje.
Odtąd odłożona jest dla mnie korona sprawiedliwości, którą mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali jego przyjście.
2Tm 4,8
Dwa greckie słowa pod jednym polskim
Problem działa w obie strony. Polskie objawienie oddaje nie tylko epifaneia, ale też apokalypsis (ἀποκάλυψις, G0602), które pada osiemnaście razy i znaczy odsłonięcie, zdjęcie zasłony. Polskie przyjście oddaje zarówno epifaneia, jak i najczęściej parousia, które w greckim świecie oznaczało obecność albo przybycie kogoś, kto dotąd był nieobecny. Trzy różne greckie terminy o powrocie Mesjasza — rozbłysk, odsłonięcie i przybycie — chowają się w polszczyźnie pod dwoma wyrazami.
Słowo z ceremoniału, nie z filozofii
W świecie hellenistycznym epifaneia była terminem z pogranicza kultu i polityki. Mówiono tak o ukazaniu się bóstwa niosącego pomoc oraz o oficjalnym wjeździe władcy do miasta — z orszakiem, obwieszczeniem i honorami. Ślad tego użycia został w przydomku seleuckiego króla Antiocha IV, który kazał się nazywać Epifanesem, czyli bogiem widzialnie obecnym. Kiedy więc listy pasterskie mówią o epifanei Jeszuy, sięgają po słownik dworski: chodzi o publiczne, urzędowe stanięcie władcy przed poddanymi, a nie o prywatne przeżycie wierzącego.
Raz o przeszłości, pięć razy o przyszłości
Pięć z sześciu wystąpień dotyczy powrotu Mesjasza. Wyjątkiem jest zdanie z Drugiego Listu do Tymoteusza o zniszczeniu śmierci, które mówi o tym, co już się stało. To ważne dla czytania całej grupy: ten sam rzeczownik obejmuje pierwsze przyjście i to, którego się oczekuje. Nie jest terminem zarezerwowanym dla wydarzeń ostatecznych.
Warto też odnotować, że pokrewny czasownik epiphaino (G2014) pada tylko cztery razy i ani razu nie mówi o powrocie Mesjasza. Dwa razy w Liście do Tytusa opisuje objawienie się łaski i dobroci Boga, raz w pieśni Zachariasza — światło dla siedzących w ciemności, a raz w Dziejach słońce i gwiazdy, które podczas sztormu przez wiele dni nie pokazały się żeglarzom.
Objawiła się bowiem łaska Boga, niosąca zbawienie wszystkim ludziom;
Tt 2,11
Czego nie wiemy
Sześć wystąpień to bardzo mało. Każde uogólnienie o tym, co ten wyraz znaczy w Nowym Testamencie, opiera się na garści zdań z jednego kręgu pism, więc trzeba je stawiać ostrożnie. Nie wiemy, czy autor dobrał to słowo świadomie przeciw językowi kultu cesarskiego, czy po prostu użył terminu, który w jego czasach był naturalny dla mówienia o pojawieniu się kogoś wielkiego.
Nierozstrzygnięte pozostaje też pytanie, czy epifaneia i parousia nazywają dwa osobne wydarzenia, czy dwa aspekty jednego. Zdanie z Drugiego Listu do Tesaloniczan łączy oba wyrazy w jedną frazę, co pokazuje, że nie są to pojęcia rozłączne — ale samo to nie wystarczy, by rozstrzygnąć spory eschatologiczne, których leksyka nie zamyka. Podobnie z wersetem z Listu do Tytusa: od pokoleń dzieli komentatorów pytanie, czy mówi on o jednej osobie, czy o dwóch. To spór o gramatykę rodzajnika i o szyk, a nie o znaczenie samego rzeczownika epifaneia; kto chce go rozstrzygnąć, musi sięgnąć po całe świadectwo Pisma, nie po hasło słownikowe.







