Trzy ewangelie zapisują to samo polecenie przed rozesłaniem dwunastu. Wszystkie zgadzają się co do zasady: iść bez zapasów i bez pieniędzy. Rozchodzą się w dwóch drobiazgach, które akurat dają się sprawdzić słowo po słowie — chodzi o laskę i o obuwie.
Co Marek pozwala zabrać w drogę?
I nakazał im, aby oprócz laski nie brali na drogę niczego: ani torby, ani chleba, ani pieniędzy w trzosie; Lecz żeby założyli sandały i nie wkładali dwóch szat.
Mk 6,8-9
Laska jest tu wprost wyłączona z zakazu, a sandały nie tylko dozwolone, ale nakazane.
Czego zakazuje Mateusz?
Nie bierzcie ze sobą do trzosa złota ani srebra, ani miedzi; Ani torby na drogę, ani dwóch ubrań, ani obuwia, ani laski. Godny jest bowiem pracownik swego wyżywienia.
Mt 10,9-10
Ta sama laska i to samo obuwie stoją w wyliczeniu rzeczy zakazanych.
Co o lasce i obuwiu mówi Łukasz?
Powiedział też do nich: Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby, ani chleba, ani pieniędzy i nie miejcie dwóch szat.
Łk 9,3
Łukasz zakazuje laski, o obuwiu nie mówi nic. Trzy relacje dają więc trzy różne wykazy w sprawie, w której różnica jest sprawdzalna gołym okiem.
| Relacja | Laska | Obuwie |
|---|---|---|
| Mk 6,8-9 | Wyłączona z zakazu — wolno wziąć | Sandały nakazane |
| Mt 10,9-10 | Zakazana | Zakazane |
| Łk 9,3 | Zakazana | Nie wspomniane |
Jak tłumaczy się różnicę między tymi wykazami?
Różnica między braniem a nabywaniem
Najczęstsze rozwiązanie odwołuje się do czasownika. U Mateusza chodzi o zaopatrywanie się, o zdobywanie rzeczy na drogę; u Marka o zabieranie tego, co uczeń ma już na sobie i w ręku. Sens obu poleceń byłby wtedy identyczny: ruszać natychmiast, w tym, co się ma, i niczego nie kompletować. Czego nie tłumaczy: polskie przekłady tej różnicy nie oddają, bo w obu miejscach pojawia się zwykłe branie. Czytelnik polski nie ma jak tego rozróżnienia zobaczyć, a bez niego zdania po prostu sobie przeczą.
Jedna para, ale nie dwie
Drugie wyjaśnienie idzie za wyliczeniem, w którym obok obuwia stoją dwie szaty. Zakaz dotyczyłby wtedy zapasowej pary, a nie tej noszonej. Za tym przemawia to, że w tym samym zdaniu mowa o dwóch ubraniach, a nie o chodzeniu nago. Czego nie tłumaczy: przy lasce ta logika nie działa, bo zapasowej laski nikt nie nosi. Wyjaśnienie obejmuje połowę problemu.
Trzy zapisy jednej mowy
Trzecie rozwiązanie przyjmuje, że mamy trzy niezależne zapisy tego samego pouczenia, z których każdy oddaje ogólny sens własnymi słowami, a wyliczenia są przykładowe, nie protokolarne. Czego nie tłumaczy: jeśli wyliczenia są przykładowe, to trudno wyjaśnić, dlaczego akurat te same przedmioty pojawiają się we wszystkich trzech, tyle że po przeciwnych stronach zakazu.
O co w tym poleceniu naprawdę chodziło?
Sens całego polecenia odsłania się w rozmowie z ostatniego wieczoru, gdy Jeszua sam do niego wraca.
I powiedział do nich: Gdy was posyłałem bez sakiewki, bez torby i bez obuwia, czy brakowało wam czegoś? A oni odpowiedzieli: Niczego.
Łk 22,35
Odpowiedź uczniów brzmi: niczego. Chodziło więc o próbę zaufania, nie o regulamin wyposażenia. Zaraz potem pada zdanie odwracające tamto polecenie — teraz mają wziąć sakiewkę i torbę, bo czas się zmienił. To najlepszy dowód, że przepis nie był ustanowiony na stałe i że jego treścią był układ między posłanym a posyłającym, a nie lista rzeczy.
Czego nie wiemy
Nie wiemy, czy uczniowie ruszyli w drogę z laskami. Trzy relacje dają trzy odpowiedzi i żadna z nich nie odsyła do pozostałych. Nie wiemy też, czy różnica powstała przy zapisie, czy przy tłumaczeniu z języka, w którym mowa padła. Warto natomiast powiedzieć wprost, co ta sprzeczność pokazuje o wadze szczegółów: jest realna, sprawdzalna i dotyczy przedmiotów, które da się policzyć — a mimo to nie zmienia niczego w treści polecenia, o które chodziło. Kto przy niej zostanie, będzie miał rację co do faktu i minie się z tekstem co do sprawy.
Trzeba przy tym uczciwie powiedzieć, że najpopularniejsze wyjaśnienie — to o różnicy między braniem a nabywaniem — jest dla polskiego czytelnika niesprawdzalne. Opiera się na dwóch różnych czasownikach greckich, których żaden polski przekład nie rozróżnia, bo w polszczyźnie nie ma tu naturalnej pary. Czytelnik może je przyjąć na słowo albo odrzucić, ale nie może ich zweryfikować w tekście, który ma przed sobą. To sytuacja typowa dla całej tej grupy sprzeczności: część z nich rozwiązuje się w języku oryginału, a w przekładzie zostaje po nich tylko zgrzyt.







