Przepis o kadzidle przybytku wymienia cztery składniki z nazwy.
I Pan powiedział do Mojżesza: Weź sobie wonności: balsam, onychę, wonne galbanum i czyste kadzidło, wszystko o takiej samej wadze;
Wj 30,34
Rytuał Dnia Przebłagania mówi już o gotowej mieszaninie.
Następnie weźmie pełną kadzielnicę węgla rozpalonego z ołtarza przed Panem oraz dwie pełne garści wonnego utłuczonego kadzidła i wniesie poza zasłonę.
Kpł 16,12
Czytelnik zostaje z listą nazw, z których część jest dziś trudna do jednoznacznego przypisania konkretnej roślinie czy zwierzęciu. Przez stulecia jedynym sposobem dociekania było porównywanie tekstów. Od niedawna doszło narzędzie zupełnie innego rodzaju.
Przedmiot: mały wapienny ołtarzyk
Z licznych stanowisk epoki żelaza pochodzą niewielkie ołtarzyki z wapienia — sześciany albo prostopadłościany na krótkiej nóżce, często z czterema uniesionymi narożnikami i płytkim zagłębieniem w górnej płaszczyźnie. Znajdowane są w sanktuariach, w budynkach publicznych i w domach. Sama nazwa, jaką im nadajemy, zawiera już interpretację: przyjmujemy, że palono na nich substancje wonne, bo tak sugeruje kształt, ślady ognia i analogia. Dla części egzemplarzy jest to wniosek dobrze umocowany, dla innych mniej.
Co potrafi chemia
Osad zachowany w zagłębieniu ołtarzyka albo wsiąknięty w porowaty kamień można poddać analizie rozdzielającej związki organiczne. Metoda szuka markerów: cząsteczek charakterystycznych dla określonej żywicy, tłuszczu zwierzęcego, wosku czy oleju. Jeśli marker jest obecny i jeśli udało się wykluczyć zanieczyszczenie z otoczenia, można powiedzieć, że dana substancja na tym ołtarzu była.
Najgłośniejszy wynik pochodzi z sanktuarium w Aradzie, gdzie na dwóch ołtarzykach wykryto różne substancje, w tym żywicę wonną zmieszaną z tłuszczem zwierzęcym. Ten przypadek omawiany jest osobno; tutaj ważna jest sama metoda i to, że dała odpowiedź, której dwieście lat sporów filologicznych dać nie mogło.
Czego chemia nie potrafi
Ograniczenia są poważne i trzeba je wymienić. Po pierwsze, brak markera nie oznacza braku substancji — związki organiczne rozkładają się przez tysiąclecia i wiele z nich nie pozostawia niczego wykrywalnego. Po drugie, obecność tłuszczu zwierzęcego może pochodzić z paliwa, z nośnika albo z zupełnie innego użycia przedmiotu w późniejszym okresie. Po trzecie, próbki z dawnych wykopalisk bywały przechowywane bez zabezpieczeń przed zanieczyszczeniem, więc wyniki wymagają prób kontrolnych. Po czwarte wreszcie, analiza mówi, co spalono, a nie po co i dla kogo.
Wobec przepisu z Księgi Wyjścia to ograniczenie jest szczególnie dotkliwe. Nawet gdyby na ołtarzyku wykryto komplet czterech składników, nie wynikałoby z tego, że mamy przed sobą kadzidło przybytku, bo Tora zastrzega tę recepturę wyłącznie dla sanktuarium, a badane ołtarzyki pochodzą w większości z kontekstów innego rodzaju.
Co to zmienia w lekturze
Zmienia stopień konkretu. Kadzidło w Biblii bywa czytane jako pojęcie ogólne, prawie symboliczne. Analizy przywracają mu materialność: to były sprowadzane z daleka żywice o określonym zapachu, mieszane z nośnikami, palone w określonych ilościach i kosztujące realne pieniądze. Prorocka krytyka ofiar, która wymienia kadzidło obok szabatów i zgromadzeń, przestaje wtedy dotyczyć gestu symbolicznego i zaczyna dotyczyć wydatku.
Konkret działa też w drugą stronę. Jeśli w osadzie znajdują się substancje spoza spisu z Księgi Wyjścia, to znaczy, że praktyka lokalna rozjeżdżała się z przepisem — i to jest dokładnie ten rodzaj napięcia, o którym mówią prorocy, tyle że opisany od strony materiału, a nie od strony oskarżenia. Chemia nie rozstrzyga, kto miał rację. Pokazuje, że kult przybytku i kult prowadzony na prowincji nie musiały używać tego samego wsadu, choć używały tego samego słowa.
Czego to nie dowodzi
Wyniki analiz nie potwierdzają receptury z Księgi Wyjścia i nie identyfikują jej składników; dwa z czterech pozostają nierozstrzygnięte także po stronie botanicznej. Nie dowodzą również, że badane ołtarzyki służyły kultowi Boga Izraela — kamień nie ma wyznania. Pojedynczy wynik z jednego stanowiska nie uogólnia się na region ani na epokę, a liczba przebadanych obiektów jest wciąż niewielka. Ostrożna konkluzja brzmi tak: mamy narzędzie, które w konkretnych przypadkach zamienia domysł w pomiar, i mamy bardzo mało pomiarów.







