Jest w Księgach Królewskich zdanie, przy którym czytelnik zwykle się nie zatrzymuje, choć zatrzymać się powinien. Znak dany choremu królowi jest bowiem podany w jednostkach — i to takich, których nikt dziś nie potrafi przeliczyć.
Wtedy prorok Izajasz zawołał do Pana. I on cofnął cień o dziesięć stopni, po których przesunął się na zegarze słonecznym Achaza.
2 Krl 20,11
Czym są stopnie
Hebrajskie słowo użyte w tym miejscu oznacza po prostu stopnie albo schody. To samo słowo stoi w nagłówkach kilkunastu psalmów, tłumaczonych jako pieśni stopni. Polski przekład dokłada tu jednak wyrażenie o zegarze słonecznym, którego w tekście hebrajskim nie ma; czytelnik widzi więc tarczę z podziałką, a tekst mówi o stopniach. Ta różnica jest źródłem całego problemu interpretacyjnego.
Znak polega na przesunięciu cienia o dziesięć stopni wstecz. Liczba jest tu istotna: znak nie brzmi „cień się cofnął", lecz podaje wielkość, którą można odczytać. To zakłada urządzenie z podziałką — coś, na czym cień zajmuje kolejne, policzalne położenia.
Co pokazuje archeologia
Samego urządzenia Achaza nikt nie odnalazł i prawdopodobnie nigdy nie odnajdzie. Znamy natomiast całą klasę przyrządów, którymi w tamtym świecie mierzono czas dzienny. Egipskie zegary cieniowe mają postać podłużnej listwy z poprzeczką na jednym końcu; cień poprzeczki pada na ramię z naciętymi podziałkami i wędruje po nich w miarę wznoszenia się słońca. Znane są też konstrukcje schodkowe, w których cień nie przesuwa się po płaskiej skali, lecz schodzi i wchodzi po kolejnych stopniach. W obu przypadkach odczyt jest właśnie liczbą stopni, nie godziną w naszym rozumieniu.
Do tego dochodzi trzecia możliwość, najprostsza: zwykłe schody przy budowli, po których cień muru albo słupa przesuwa się w ciągu dnia. Ktoś, kto codziennie na nie patrzy, wie, na którym stopniu cień stoi o danej porze — i to wystarczy, by mówić o cofnięciu się o dziesięć.
Żadnej z tych trzech możliwości nie da się na podstawie samego tekstu wykluczyć. Za odczytaniem przyrządowym przemawia to, że urządzenie nosi imię konkretnego króla, jakby było czyimś dziełem albo nabytkiem; za odczytaniem schodowym — że hebrajskie słowo nigdzie indziej nie oznacza przyrządu, tylko stopnie w dosłownym sensie. Badacze dzielą się tu od dawna i nic nie wskazuje, by rozstrzygnięcie miało nadejść.
Warto przy okazji zauważyć, jak mierzono wtedy czas. Doba dzienna nie była dzielona na równe godziny zegarowe; podziały wynikały z położenia słońca i zmieniały długość razem z porą roku. Przyrząd cieniowy nie odmierzał więc czasu w naszym sensie, tylko wskazywał, jak daleko posunął się dzień. Znak polegający na cofnięciu wskazania jest w tej logice odwróceniem samego biegu dnia, a nie przestawieniem urządzenia.
Dlaczego akurat Achaz
Potem król Achaz udał się do Damaszku na spotkanie z Tiglat-Pilserem, królem Asyrii. Gdy zobaczył w Damaszku ołtarz, król Achaz posłał do kapłana Uriasza wzór tego ołtarza i cały plan jego budowy.
2 Krl 16,10
Ten sam król zamawia w Damaszku wzór ołtarza i każe go odtworzyć w Jerozolimie. Mamy więc do czynienia z władcą, który sprowadza rozwiązania z zewnątrz i nazywa je swoim imieniem. Przyrząd do mierzenia czasu, przywieziony albo skopiowany z Asyrii czy Egiptu, mieści się w tym samym obyczaju. Nazwanie urządzenia stopniami Achaza sugeruje zresztą, że w Jerozolimie był to obiekt nowy i rozpoznawalny — na tyle, że nie trzeba go było czytelnikowi objaśniać.
Oto cofnę cień o dziesięć stopni w stopniach, po których przesunął się na zegarze słonecznym Achaza. I cofnęło się słońce o dziesięć stopni w tych stopniach, po których przesunęło się.
Iz 38,8
Równoległa relacja u Izajasza powtarza tę samą liczbę i to samo określenie. Powtórzenie jest pouczające: obie księgi zakładają, że odbiorca wie, o czym mowa, i nie dodają ani słowa opisu.
Czego to nie dowodzi
Nie znaleziono ani urządzenia Achaza, ani żadnego zegara cieniowego z Judy, więc cała rekonstrukcja opiera się na analogii z Egiptem i Mezopotamią. To znaczy, że wiemy, jakie przyrządy istniały w regionie, a nie, którym z nich dysponował Jerozolima. Nie da się też przeliczyć dziesięciu stopni na minuty, bo nie wiemy, ile stopni miała cała skala ani jak była rozłożona; każde podane w tej sprawie liczby byłyby zmyślone. Wreszcie archeologia opisuje tu wyłącznie klasę przedmiotu — o samym znaku, jego naturze i przebiegu, nie mówi niczego i mówić nie może. Status tej rekonstrukcji jest mieszany i tak należy ją przedstawiać.







