W dwudziestym szóstym rozdziale Księgi Ezechiela pada zapowiedź: Nabuchodonozor przyjdzie pod Tyr i miasto padnie. Kilkanaście lat później prorok wraca do tej samej sprawy i mówi coś, czego w tekstach religijnych starożytności praktycznie się nie spotyka — że wyprawa nie przyniosła spodziewanego rezultatu.
Tak bowiem mówi Pan Bóg: Oto sprowadzę z północy przeciwko Tyrowi Nabuchodonozora, króla Babilonu, króla królów, z końmi, rydwanami, jeźdźcami, oddziałami i z wielkim ludem.
Ez 26,7
Oblężenie, które nie skończyło się zdobyciem
Tyr składał się z dwóch części: osady na lądzie i miasta na wyspie oddzielonej od brzegu pasem wody. Wojsko lądowe mogło zająć część kontynentalną i odciąć dostawy, ale wyspy nie da się zdobyć bez floty, a Babilonia floty na Morzu Śródziemnym nie miała. Oblężenie przeciągało się przez trzynaście lat i zakończyło się rozwiązaniem politycznym, nie szturmem: Tyr uznał zwierzchność Babilonu, zachowując przy tym miasto.
Trzeba od razu powiedzieć, skąd bierze się liczba trzynastu lat. Nie z wykopalisk i nie z tabliczki. Pochodzi z relacji żydowskiego historyka z I wieku naszej ery, który powoływał się na starszą kronikę fenicką. To źródło literackie, przekazane przez pośrednika, i tak należy je traktować — jako informację prawdopodobną, ale nie potwierdzoną niezależnie.
Autokorekta w tekście prorockim
Najważniejsze w tej sprawie nie jest oblężenie, tylko to, co prorok z nim zrobił. Po latach otrzymuje słowo datowane co do dnia.
Potem, w roku dwudziestym siódmym, w pierwszym miesiącu, pierwszego dnia tego miesiąca, doszło do mnie słowo Pana:
Ez 29,17
I następuje zdanie, które w tekście propagandowym nie mogłoby paść.
Synu człowieczy, Nabuchodonozor, król Babilonu, zmusił swoje wojsko do ciężkiej służby przeciwko Tyrowi: każda głowa wyłysiała i każde ramię się obnażyło, lecz ani on, ani jego wojsko nie otrzymali zapłaty z Tyru za tę służbę, którą podejmował, walcząc przeciwko niemu.
Ez 29,18
Prorok stwierdza, że wojsko odbyło ciężką służbę i nie dostało za nią zapłaty. Wyłysiałe głowy i obtarte ramiona to obraz ludzi noszących kosze z ziemią i belki — czyli prac oblężniczych. Kampania kosztowała i nie zwróciła się. Zamiast przemilczeć rozbieżność, tekst ją odnotowuje i zapowiada rekompensatę gdzie indziej.
Dlatego tak mówi Pan Bóg: Oto daję Nabuchodonozorowi, królowi Babilonu, ziemię Egiptu, i zabierze jej dostatek, weźmie jej łup, i pochwyci jej zdobycze, aby to było zapłatą dla jego wojska.
Ez 29,19
Warto zestawić to z tym, jak funkcjonują annały asyryjskie i babilońskie. Są to teksty pisane dla króla i dla bogów, a ich zadaniem jest ogłaszać powodzenie. Nie znajdziemy w nich zdania, że wyprawa nie przyniosła łupu. Księga Ezechiela zapisuje dokładnie taką informację o władcy, którego wcześniej sama zapowiedziała jako narzędzie sądu.
Ślady materialne
Bezpośrednich śladów samego oblężenia archeologia nie dostarczyła — Tyr jest miastem zamieszkanym nieprzerwanie, a jego starsze warstwy leżą w dużej części pod współczesną zabudową i pod wodą. Istnieją natomiast babilońskie tabliczki administracyjne z Babilonu, zawierające przydziały żywności dla ludzi przebywających na dworze, wśród których wymieniani są Tyryjczycy oraz osoba określona jako król Tyru.
To świadectwo pośrednie, ale konkretne: pokazuje, że elita tyryjska znalazła się w orbicie babilońskiego dworu, co pasuje do zakończenia konfliktu układem, a nie zagładą miasta. Trzeba jednak zaznaczyć, że tabliczki racji żywnościowych są dokumentem gospodarczym i nie mówią, w jakich okolicznościach ci ludzie tam trafili.
Czego to nie dowodzi
Nie mamy archeologicznego dowodu na trzynastoletnie oblężenie Tyru. Liczba lat pochodzi ze źródła literackiego, a nie z warstwy, i gdyby okazała się zawyżona albo zaokrąglona, nie byłoby to zaskoczeniem. Nie mamy też babilońskiego tekstu opisującego tę kampanię z perspektywy dworu.
Tabliczki racji nie dowodzą, że wymieniony w nich władca Tyru był zakładnikiem ani że jego obecność w Babilonie wynikała z tego konkretnego oblężenia. Dokument mówi, komu wydano żywność, i tyle.
Nie należy wreszcie robić z tego fragmentu argumentu apologetycznego w rodzaju: skoro prorok przyznał się do niespełnienia, cała księga jest wiarygodna. To wniosek za daleko idący. Fragment pokazuje coś bardziej powściągliwego i bardziej wartościowego: że tekst nie został wygładzony pod z góry założoną tezę, choć wygładzenie byłoby łatwe — wystarczyło nie wracać do sprawy. Kto czyta Pismo jako jedyną normę wiary, ma tu przykład, że jego autorzy zapisywali także to, co im nie pasowało. Ocena, co z tego wynika dla natchnienia, należy do teologii, nie do archeologii.







