En-Gedi leży nad zachodnim brzegiem Morza Martwego, w jednym z najbardziej niegościnnych miejsc regionu: upał, zasolenie, pustynia dochodząca do wody. A jednak Pieśń nad Pieśniami wymienia to miejsce jako obraz czegoś cennego i wonnego.
Mój miły jest dla mnie jak grono cyprysu pośród winnic w En-Gedi.
Pnp 1,14
Powodem są źródła. Woda spływająca z wyżyny tworzy oazę, w której da się uprawiać rośliny niemożliwe gdzie indziej, a wysoka temperatura i osłonięcie od wiatru sprzyjają gatunkom ciepłolubnym. Ta oaza była przez wieki majątkiem o znaczeniu ponadlokalnym.
Warunki, które dla człowieka są uciążliwe, dla części roślin są przewagą. Zagłębienie doliny leży poniżej poziomu morza, zimy praktycznie nie ma, a sezon wegetacyjny trwa bez przerwy. Rośliny wymagające ciepła rosną tu wcześniej i dłużej niż gdziekolwiek indziej w regionie, co przy towarach sezonowych przekłada się wprost na cenę.
Warsztat na tellu
Na wzgórzu osadniczym w obrębie oazy odsłonięto zabudowę z okresu monarchii, a w niej kompleks o charakterze produkcyjnym: pomieszczenia z instalacjami, paleniska i zestaw naczyń odbiegający od zwykłego wyposażenia domowego, w tym duże naczynia zasobowe i mniejsze pojemniki. Badacze prowadzący prace powiązali to miejsce z przerobem produktu aromatycznego, najpewniej balsamu, dla którego okolica była znana w starożytności.
Oaza pozostała majątkiem zarządzanym z góry także później, w okresie rzymskim, gdy uprawy balsamu w rejonie Morza Martwego traktowano jako źródło dochodu podlegające kontroli władzy.
Towar, którego dziś nie umiemy wskazać
Starożytni autorzy piszący o Judei wymieniają balsam jako produkt wyjątkowy — pozyskiwany z nacinanych krzewów, wydzielany kroplami, wyceniany na wagę. Uprawy skupiały się w okolicach Jerycha i En-Gedi, czyli w tych samych ciepłych zagłębieniach doliny. Roślina, o którą chodziło, nie została jednoznacznie zidentyfikowana; uprawa zanikła, a wraz z nią wiedza o technice nacinania i zagęszczania soku.
Właśnie dlatego taka produkcja przywiązywała ludzi do miejsca. Krzewu nie da się przenieść w chłodniejszy klimat, a umiejętności nabywa się przez lata przy cudzej ręce. Osada żyjąca z jednego drogiego towaru staje się zakładnikiem własnej przewagi: musi bronić i plantacji, i wiedzy. W tym samym miejscu, choć wiele stuleci później, zapisano w posadzce synagogi przekleństwo dla tego, kto wyjawiłby sekret miasteczka obcym — to jednak osobna sprawa, opisana gdzie indziej, i nie należy jej mylić z warsztatem z epoki monarchii.
Dlaczego to ma znaczenie przy Ewangeliach
Sceny z drogimi olejkami czyta się często jako przesadę albo obraz literacki. Tymczasem region faktycznie produkował luksusowe wonności, a alabastrowe naczynie z zagęszczonym olejkiem było przedmiotem o cenie porównywalnej z rocznym zarobkiem.
A gdy był w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, i siedział przy stole, przyszła kobieta, która miała alabastrowe naczynie pełne bardzo drogiego olejku nardowego. Rozbiła naczynie i wylała mu olejek na głowę.
Mk 14,3
Oburzenie części świadków tej sceny jest więc reakcją na realną stratę majątkową, a nie na gest przesadnie opisany przez ewangelistę. Gospodarka oazy tłumaczy, skąd takie towary w ogóle brały się w Judei.
Czego to nie dowodzi
Przypisanie kompleksu z En-Gedi produkcji balsamu jest interpretacją, nie ustaleniem. Te same instalacje mogły służyć przerobowi daktyli lub innych produktów oazy, a nie ogłoszono analizy pozostałości, która przesądzałaby sprawę. Zestaw naczyń jest nietypowy — i na tym twarda część wniosku się kończy.
Ciągłość między epoką monarchii a późniejszymi wiekami też jest domysłem. To, że w tej samej oazie produkowano balsam w czasach rzymskich, nie dowodzi, że robiono to samo kilkaset lat wcześniej — świadczy jedynie, że warunki sprzyjały temu przez cały ten czas.
Wreszcie werset z Pieśni nad Pieśniami mówi o winnicach i o krzewie cyprysu, czyli hennie, a nie o balsamie. Poświadcza, że oaza kojarzyła się z roślinami wonnymi, i nic ponad to.







