Przejdź do treści
Za darmo, bez reklam i opłat.Poznaj misję
Odkryjbiblie.pl
Historia zwiedzenia

Sobór, który zakazał obrazów — i ten, który nakazał je czcić

Synod w Elwirze (~306) zakazał obrazów w kościołach, a Nicea II (787) nakazała je czcić pod anatemą. Dokumenty, ikonoklazm i zapomniany sprzeciw z 794 roku.

Kamil Sasuła
15 sierpnia 2026 · 10 min czytania
Sobór, który zakazał obrazów — i ten, który nakazał je czcić
Wielkość pisma
Wielkość pisma: 100%

Około roku 306 zebrani w hiszpańskiej Elwirze biskupi uchwalili pierwszy w dziejach przepis kościelny dotyczący obrazów. Był to zakaz. Czterysta osiemdziesiąt jeden lat później sobór w Nicei nałożył anatemę na tych, którzy obrazom odmawiają czci. Między tymi dwiema datami nie zmienił się ani jeden werset Pisma — zmieniła się praktyka, a za nią teologia, która ją uzasadniła. Ten artykuł prowadzi przez tę drogę dokument po dokumencie, łącznie z faktem, o którym rzadko się pamięta: gdy Wschód czcił ikony pod anatemą, Zachód Karola Wielkiego kult obrazów potępiał.

Rok około 306: kanon 36 z Elwiry

Synod w Elwirze (dzisiejsza Granada) zgromadził około osiemdziesięciu biskupów i prezbiterów Hiszpanii u progu IV wieku, jeszcze przed edyktem mediolańskim. Jego kanon 36 brzmi w całości:

„Placuit picturas in ecclesia esse non debere, ne quod colitur et adoratur in parietibus depingatur” — „Postanowiono, że w kościele nie powinno być malowideł, aby to, co jest czczone i adorowane, nie było malowane na ścianach”.

Synod w Elwirze (~306), kanon 36

Interpretacja tego zdania jest przedmiotem sporu i uczciwie trzeba to powiedzieć. Jedni czytają je jako ochronę sacrum przed profanacją (ściany bywają burzone, tynk się kruszy), inni jako prewencję bałwochwalstwa. Każda lektura zawiera jednak to samo minimum: kilkudziesięciu biskupów na początku IV wieku zakazuje malowideł w kościołach, i to właśnie w związku z tym, „co jest czczone i adorowane”. Pierwszy znany przepis Kościoła o obrazach jest przepisem zakazującym.

Czy pierwsi chrześcijanie mieli obrazy?

Mieli — i twierdzenie przeciwne jest łatwe do obalenia jednym zdjęciem z wykopalisk. W katakumbach rzymskich od około 200 roku pojawiają się symbole i sceny: ryba, kotwica, Dobry Pasterz, Jonasz, Noe. W Dura Europos nad Eufratem odkopano dom kościelny z lat około 232-256, a w nim freski biblijne — uzdrowienie paralityka, Chrystus i Piotr na wodzie, kobiety przy grobie. To jest sztuka chrześcijańska sprzed soboru nicejskiego i nie ma sensu udawać, że jej nie było.

Rozróżnienie, które ma tu znaczenie, jest inne: obraz jako ilustracja to nie to samo, co obraz jako obiekt kultu. Przed IV-V wiekiem brak jakichkolwiek świadectw świec zapalanych przed wizerunkami, kadzidła, pokłonów czy modlitwy kierowanej do obrazu. Elita piśmiennicza tych stuleci mówi zresztą jednym głosem. Orygenes w Contra Celsum 7,64-66 przedstawia brak wizerunków kultowych jako wyróżnik chrześcijan wobec pogan. Epifaniusz z Salaminy w liście do Jana Jerozolimskiego (zachowanym w przekładzie Hieronima jako Ep. 51,9) opowiada, jak w Anablacie rozdarł zasłonę kościelną z wizerunkiem człowieka, uznając ją za sprzeczną z Pismami. Tertulian i Klemens Aleksandryjski mówią podobnie.

Około roku 400 Augustyn odnotowuje coś nowego — i odnotowuje z dezaprobatą. W De moribus ecclesiae catholicae 1,34,75 wymienia „czcicieli grobów i obrazów” (sepulcrorum et picturarum adoratores) wśród ludzi, których Kościół powinien poprawiać. To ważne świadectwo z dwóch powodów naraz: kult obrazów już istnieje, a ówczesna teologia uważa go za nadużycie. Wszedł od dołu, wbrew nauczaniu, a nie odgórnym dekretem.

Jak obrazy weszły do kultu (IV-VI wiek)

Po Konstantynie bazyliki pokrywają się mozaikami, a od V wieku wizerunki Chrystusa, Marii i świętych stają się przedmiotem pobożności, nie tylko dekoracją. Na Wschodzie w VI-VII wieku pojawiają się acheiropoieta, obrazy „nie ręką ludzką uczynione” (Mandylion z Edessy), ikony noszone na mury podczas oblężeń — jak w Konstantynopolu w 626 roku — oraz ikony występujące w roli świadków przysiąg, a nawet rodziców chrzestnych.

Zachód reaguje inaczej. Na przełomie VI i VII wieku Serenus, biskup Marsylii, zniszczył obrazy w kościołach swojej diecezji, ponieważ lud zaczął je adorować. Papież Grzegorz Wielki napisał do niego dwa listy (Registrum 9,209 z 599 roku i 11,10 z 600 roku) i sformułował stanowisko, które na kilka wieków stanie się zachodnim standardem:

„Że zakazałeś ich adorowania — chwalimy; że je połamałeś — ganimy”. Obraz jest w kościele po to, „aby ci, którzy nie znają liter, przynajmniej patrząc na ściany czytali to, czego nie mogą czytać w księgach”.

Grzegorz Wielki do Serenusa z Marsylii, Registrum 11,10 (600)

Dwa wnioski płyną stąd bez żadnej interpretacji. Po pierwsze, około roku 600 lud realnie adorował obrazy — przyznaje to papież, który adorację potępia. Po drugie, stanowisko Grzegorza (obrazy tak, adoracja nie) było wtedy stanowiskiem oficjalnym i wcale nie oczywistym; wkrótce zostanie na Wschodzie przelicytowane, a ostatecznie porzucone.

Ikonoklazm i sobór w Hierei (754)

W latach dwudziestych VIII wieku polityka cesarska w Bizancjum zwraca się przeciw ikonom. Tradycja przypisuje Leonowi III Izauryjczykowi usunięcie wizerunku Chrystusa z bramy Chalke około 726 roku i edykty przeciw ikonom około 730. Tu potrzebna jest ostrożność: główne źródła (Teofanes, Nikefor) są późniejsze i wrogie ikonoklastom, a nowsza historiografia uznaje szczegóły tych scen za niepewne. Sam zwrot polityki jest faktem; barwne scenki rodzajowe lepiej zostawić.

Za to doskonale poświadczony jest sobór w Hierei (754), zwołany przez Konstantyna V. Zgromadził 338 biskupów — więcej niż niejeden sobór uznany później za powszechny — i sam siebie uważał za siódmy sobór ekumeniczny. Jego horos (orzeczenie dogmatyczne) zachował się, bo przytoczono go w aktach Nicei II w celu obalenia. Argumentacja jest chrystologiczna: malarz, który maluje ikonę Chrystusa, albo oddziela człowieczeństwo od bóstwa (nestorianizm), albo próbuje „opisać” (perigraphein) nieopisywalną naturę Bożą. Jedynym dozwolonym obrazem Chrystusa jest Eucharystia. Wyrób i cześć ikon zostają zakazane, a anatemy padają między innymi na patriarchę Germana i Jana z Damaszku.

Fakt, który warto zapamiętać: przez 33 lata oficjalnym stanowiskiem Kościoła cesarskiego na Wschodzie był zakaz ikon, uchwalony przez sobór. Nie przez sektę, nie przez cesarza wbrew biskupom — przez zgromadzenie 338 biskupów.

Nicea II (787): cześć ikon pod anatemą

Zwrot przyszedł za cesarzowej Ireny i patriarchy Tarazjusza. Pierwsza próba zwołania soboru w 786 roku w stolicy zakończyła się rozpędzeniem obrad przez wojsko wierne ikonoklazmowi — dlatego obrady przeniesiono do Nicei. Orzeczenie soboru nakazuje przywrócić „czcigodne i święte obrazy” i oddawać im „pozdrowienie i pełną czci proskynezę” (ἀσπασμὸν καὶ τιμητικὴν προσκύνησιν), nie zaś „prawdziwą latrię” (ἀληθινὴν λατρείαν), która przysługuje samej tylko naturze Bożej. Ikonom należy się kadzidło i świece, tak jak krzyżowi i ewangeliarzowi. Klamrą jest formuła zapożyczona z Bazylego Wielkiego:

„Cześć oddawana obrazowi przechodzi na pierwowzór” (ἡ τῆς εἰκόνος τιμὴ ἐπὶ τὸ πρωτότυπον διαβαίνει).

Sobór nicejski II (787), horos; formuła za: Bazyli Wielki, De Spiritu Sancto 18,45

Warto odnotować, że u Bazylego zdanie to dotyczyło relacji Syna do Ojca, a nie ikon. Sobór dodaje jeszcze kanon 7: żaden kościół nie może zostać konsekrowany bez relikwii. Na tych, którzy czci obrazom odmawiają, pada anatema.

Proskyneza czy latria — czy to rozróżnienie działa?

Trzeba oddać sprawiedliwość: sobór nie nakazał adorować obrazów jak Boga. Rozróżnia cześć od adoracji wyraźnie i konsekwentnie. Zarzut trzeba więc postawić precyzyjnie, w trzech punktach.

  • Argument biblijny. Dekalog w greckiej Septuagincie, czyli w Biblii, którą czytał Kościół grecki, brzmi w Wj 20,5: „οὐ προσκυνήσεις αὐτοῖς” — „nie będziesz IM oddawał pokłonu”. To dokładnie ten czasownik, którym Nicea II opisuje cześć należną ikonom. Przykazanie łączy pokłon i służbę w jeden zakazany akt; sobór rozdziela tę parę i jeden z jej członów dopuszcza.
  • Argument z Nowego Testamentu. Gdy Jan pada, aby oddać proskynezę aniołowi — a więc stworzeniu, nie Bogu — słyszy kategoryczne „Nie rób tego… Bogu oddaj pokłon” (Ap 22,9; identycznie Ap 19,10). Podobnie Piotr podnosi klęczącego przed nim Korneliusza (Dz 10,25-26). Nowy Testament nie zna kategorii „proskynezy względnej” wobec stworzeń w kontekście religijnym.
  • Argument praktyczny i historyczny. Subtelność grecka jest w praktyce ludowej niedostępna, co przyznają sami obrońcy obrazów — Grzegorz Wielki dwieście lat wcześniej i Frankowie w tym samym pokoleniu. Po łacinie oba greckie terminy oddawano jednym słowem adoratio, więc na Zachodzie rozróżnienie było niewykonalne nawet językowo. A samo rozróżnienie powstało po praktyce, jako jej racjonalizacja: w Elwirze, u Epifaniusza i u Augustyna ta sama praktyka nosiła nazwę nadużycia.

Rok 794: Zachód mówi „nie”

To najsłabiej znany rozdział tej historii. Akta Nicei II trafiły na dwór Karola Wielkiego w fatalnym łacińskim przekładzie: proskyneza i latria zlały się w jedno „adoratio”, a zdanie jednego z biskupów zrozumiano tak, jakby ikonom należała się cześć taka sama jak Trójcy Świętej. Część zachodniego oburzenia wynikała więc z błędu tłumaczenia i trzeba to powiedzieć wprost, zanim powie to ktoś inny.

Ale nie wszystko było nieporozumieniem. Opus Caroli regis contra synodum — znane jako Libri Carolini, powstałe około 790-793, autorstwa Teodulfa z Orleanu pod firmą króla — zna rozróżnienie czci i adoracji, i mimo to praktykę odrzuca. Obrazy są dozwolone wyłącznie „dla ozdoby kościołów i pamięci rzeczy minionych” (ad ornamentum ecclesiarum et memoriam rerum gestarum); adorować należy samego Boga; cześć religijna wobec desek i farb jest niedorzeczna, bo obraz nie ma świętości natury, a jedynie podobieństwo kształtu; Pismo stoi ponad obrazem. Jednocześnie Frankowie odrzucają niszczenie obrazów — to dokładnie linia Grzegorza Wielkiego.

Synod we Frankfurcie w 794 roku ujął to w kanon. Wobec „nowego soboru Greków” w sprawie adorowania obrazów ojcowie synodu, jak zapisano w aktach, „odrzucili wszelką adorację i służbę [obrazom], wzgardzili nią i jednomyślnie potępili” (adorationem et servitutem renuentes contempserunt atque consentientes condemnaverunt).

Dalszy ciąg jest równie pouczający. Papież Hadrian I bronił Nicei II, lecz Karol nie ustąpił; synod paryski w 825 roku podtrzymał krytykę; na Zachodzie Nicea II uzyskiwała rangę soboru powszechnego dopiero stopniowo, od schyłku IX wieku. Około 816-827 Klaudiusz, biskup Turynu, usuwał obrazy i krzyże ze swojej diecezji, krytykował pielgrzymki i kult relikwii — zwalczano go piórem, ale z urzędu nie złożono. Same Libri Carolini popadły w zapomnienie, a gdy w 1549 roku wydał je drukiem Jean du Tillet, natychmiast sięgnęli po nie protestanci — i dzieło dworu Karola Wielkiego trafiło na rzymski Indeks ksiąg zakazanych.

Czego nie powtarzamy

„W 787 roku Kościół nakazał adorować obrazy jak Boga”. Nieprawda — horos Nicei II wyraźnie odróżnia proskynezę od latrii i zastrzega latrię wyłącznie dla Boga. Rzetelny zarzut brzmi inaczej i jest wystarczająco mocny: sobór nakazał wobec wizerunków akt, który Dekalog w greckiej Biblii Kościoła nazywa po imieniu i zakazuje, a odmawiającym zagroził anatemą.

„Pierwsi chrześcijanie nie mieli żadnych obrazów”. Mieli — katakumby i Dura Europos rozstrzygają sprawę. Poprawnie: mieli sztukę narracyjną i symboliczną, nie znali kultu obrazów, a pierwszy znany przepis kościelny w tej sprawie (Elwira, ~306) jest zakazem malowideł w kościołach.

„Leon III w 726 roku kazał zniszczyć wszystkie ikony”. Szczegóły są sporne, bo relacje pochodzą od późniejszych przeciwników ikonoklazmu. Stać należy na tym, co poświadczone znakomicie: na soborze w Hierei 754 i na jego zachowanym orzeczeniu.

„Kościół zawsze czcił obrazy”. To zdanie jest ahistoryczne w obie strony. Przez cały VIII i IX wiek nie istniało jedno stanowisko: Bizancjum dogmatyzowało cześć ikon, dwór frankijski ją potępiał, Rzym lawirował, a jeszcze w IX wieku biskup Zachodu mógł usuwać obrazy ze swoich kościołów i pozostać biskupem.

Co na to Pismo

Nie będziesz czynił sobie żadnego rzeźbionego posągu ani żadnej podobizny czegokolwiek, co jest w górze na niebie, co jest nisko na ziemi ani co jest w wodach pod ziemią. Nie będziesz oddawał im pokłonu ani nie będziesz im służył, bo ja jestem Pan, twój Bóg, Bóg zazdrosny, nawiedzający nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą;

Wj 20,4-5

Strzeżcie więc pilnie swoich dusz, gdyż nie widzieliście żadnej postaci w dniu, w którym Pan przemówił do was na Horebie spośród ognia; Abyście się nie zepsuli i nie czynili sobie rzeźbionego posągu, podobizny wszelkiej postaci w kształcie mężczyzny lub kobiety;

Pwt 4,15-16

A na koniec przypadek, który Pismo rozstrzyga wbrew wszelkiej intuicji. Wąż miedziany był autentyczną pamiątką działania Jahwe, wykonaną na Jego polecenie przez samego Mojżesza:

Zniósł wyżyny, rozbił posągi, powycinał gaje i potłukł węża miedzianego, którego uczynił Mojżesz, bo aż do tego czasu synowie Izraela palili mu kadzidło, i nazwał go Nehustan.

2 Krl 18,4

Prawdziwość przedmiotu niczego nie chroniła. Gdy przed nim zapłonęło kadzidło, przestał być pamiątką, a stał się problemem — i został potłuczony. Od Elwiry do Nicei II droga zajęła 481 lat i nikt jej nie przeszedł w jednym kroku ani w złej wierze. Ale przeszedł ją cały: od zakazu malowideł w kościołach do anatemy na tych, którzy obrazom czci odmawiają.

Zobacz też: Dziesięć przykazań · Kadzidło (ketoret) — receptura zastrzeżona pod karą · Jahwe · Jonasz · Piotr · Klemens — znaczenie imienia

AUTOR

Kamil Sasuła

Kamil Sasuła — badacz i pasjonat Pisma Świętego, twórca serwisu Odkryjbiblie.pl. Od lat zgłębia Biblię u samego źródła: hebrajskie i greckie znaczenia słów, kontekst historyczny oraz odkrycia archeologiczne potwierdzające karty Pisma.

Wszystkie wpisy autora