5 stycznia 1527 roku w Zurychu wyprowadzono z więzienia człowieka, związano mu ręce pod kolanami, wywieziono łodzią na środek rzeki Limmat i utopiono. Nazywał się Felix Manz, był współzałożycielem pierwszego zboru braci szwajcarskich i jednym z najbliższych dawnych współpracowników Ulricha Zwingliego. Nie zabił go inkwizytor ani biskup rzymski. Zabiła go protestancka rada miejska protestanckiego miasta, sześć lat po tym, jak to samo miasto zerwało z Rzymem. Dwadzieścia sześć lat później, 27 października 1553 roku, w protestanckiej Genewie spalono na stosie Michała Serveta. To są fakty, których nie da się obejść, jeśli chce się mówić o reformacji uczciwie.
Zurych: jak chrzest stał się sprawą państwową
Spór, który zaprowadził Manza na dno Limmatu, wyglądał z zewnątrz jak spór o obrzęd. W istocie dotyczył ustroju. W mieście XVI wieku chrzest niemowlęcia nie był prywatnym aktem religijnym, lecz wpisem do rejestru: potwierdzał przynależność do wspólnoty miejskiej i podległość jej prawu. Kto twierdził, że chrzcić należy tylko wierzących dorosłych, nie proponował korekty liturgicznej — proponował rozdzielenie obywatelstwa od wyznania. Dla rady miejskiej brzmiało to jak zapowiedź rozpadu porządku.
Grupa młodych humanistów wokół Konrada Grebela i Felixa Manza przez pierwsze lata szła ramię w ramię ze Zwinglim. To oni najgłośniej domagali się usunięcia mszy i obrazów. Rozeszli się z nim wtedy, gdy Zwingli poddał tempo reform decyzji rady, a oni uznali, że o kształcie zboru rozstrzyga tekst, nie magistrat. 21 stycznia 1525 roku w domu matki Manza dokonano pierwszego chrztu na wyznanie wiary. Reakcja przyszła szybko.
7 marca 1526 roku rada Zurychu — przy poparciu Zwingliego — wprowadziła za powtórny chrzest karę śmierci przez utopienie. Wyrok był makabrycznym żartem prawodawcy: skoro chcą się zanurzać, niech się zanurzą. Manz był pierwszym straconym na jego podstawie. Zginął jako pierwszy protestant zabity przez protestantów za wiarę.
Nie tylko Zurych: Rzesza ustawia to w prawie
Trzy lata później to, co było lokalnym rozporządzeniem, stało się prawem imperium. Na sejmie w Spirze w 1529 roku wydano mandat, który za anabaptyzm przewidywał karę śmierci na terenie całej Rzeszy — i który egzekwowały zgodnie władze katolickie i protestanckie. Sięgnięto przy tym po precedens starszy o tysiąc lat: rzymski kodeks karał śmiercią powtórny chrzest praktykowany przez donatystów. Prawo cesarskie z epoki chrześcijaństwa państwowego wróciło jako narzędzie w rękach obu stron nowego sporu.
To jest właściwa skala zjawiska. Nie chodziło o zbrodnię jednego miasta ani o wybuch gniewu jednego reformatora, lecz o system, w którym jedność wyznaniowa była warunkiem istnienia państwa — i który reformacja odziedziczyła w całości, zmieniając w nim tylko wyznanie panujące.
Genewa 1553: Michał Servet
Miguel Serveto, po polsku Michał Servet, był hiszpańskim lekarzem, filologiem i teologiem-samoukiem. W 1531 roku wydał De Trinitatis erroribus, w 1553 Christianismi Restitutio — dzieło, w którym odrzucał naukę o Trójcy i chrzest niemowląt, a przy okazji, w partii teologicznej, opisał małe krążenie krwi, wyprzedzając europejską anatomię o dziesięciolecia.
Najpierw zajęła się nim strona katolicka: inkwizycja w Vienne uwięziła go, uciekł, więc spalono go zaocznie, w kukle. Przez Genewę przechodził w drodze do Włoch. Rozpoznano go w kościele, aresztowano i osądzono. Wyrok — spalenie żywcem wraz z własną książką — wykonano 27 października 1553 roku na wzgórzu Champel.
Rola Jana Kalwina wymaga precyzji, bo bywa i wyolbrzymiana, i zamiatana pod dywan. Kalwin nie był sędzią — wyrok wydała Mała Rada Genewy. Kalwin był głównym oskarżycielem merytorycznym, dostarczył listę zarzutów doktrynalnych, popierał karę śmierci i zabiegał tylko o zmianę jej sposobu, prosząc o ścięcie mieczem zamiast stosu; rada odmówiła. Zachował się też jego list do Guillaume’a Farela z 13 lutego 1546 roku, na siedem lat przed procesem, w którym pisze, że gdyby Servet przybył do Genewy, nie pozwoli mu wyjść stamtąd żywym, o ile jego autorytet coś znaczy. Nie da się z tego zrobić ani niewinności, ani samodzielnego mordu.
Głos, który się sprzeciwił
Egzekucja Serveta wywołała reakcję, od której zwykle datuje się nowożytną debatę o wolności sumienia. W 1554 roku Sebastian Castellio, dawny współpracownik Kalwina wypędzony z Genewy, wydał pod pseudonimem zbiór De haereticis, an sint persequendi („O heretykach — czy należy ich prześladować”), a wkrótce potem polemikę Contra libellum Calvini, w której pada zdanie streszczające całą sprawę:
„Zabić człowieka nie znaczy bronić nauki — znaczy zabić człowieka.” (łac. Hominem occidere non est doctrinam tueri, sed est hominem occidere)
Castellio przegrał w swoim stuleciu: umarł w 1563 roku w biedzie, ścigany procesem o herezję. Jego argument wygrał w następnych. Warto zauważyć, kto go sformułował — nie zwycięska strona reformacji i nie Rzym, lecz człowiek wypchnięty przez obie.
Rachunek trzeba zrobić w obie strony
Uczciwość wymaga tego samego rygoru wobec ofiar, co wobec katów. Anabaptyzm XVI wieku nie był jednolitym ruchem pokojowych czytelników Pisma.
- Nurt główny był pacyfistyczny. Wyznanie ze Schleitheim (24 lutego 1527), spisane przez Michaela Sattlera — spalonego trzy miesiące później przez władze katolickie — odrzucało miecz, przysięgę i urząd. Sattler zginął po torturach, jego żona została utopiona.
- Ale był też Münster. W latach 1534-1535 radykalni anabaptyści opanowali to miasto, ogłosili je Nowym Jeruzalem, wprowadzili wielożeństwo, konfiskaty i terror wobec przeciwników, a zakończyło się to rzezią przy zdobyciu miasta. Münster przez dwa stulecia służył za usprawiedliwienie represji wobec wszystkich anabaptystów — także tych, którzy potępili go pierwsi.
- Ofiary z drugiej strony też trzeba policzyć. Sabatariańscy anabaptyści Oswald Glaidt i Andreas Fischer, działający na Morawach i na Śląsku od 1527/28 roku, ginęli z rąk raz katolickich, raz protestanckich: Fischer stracony około 1540, Glaidt utopiony w Dunaju pod Wiedniem w 1546.
Wniosek nie brzmi „Rzym był lepszy” ani „reformacja była gorsza”. Brzmi tak: obie strony uznawały, że błąd w wierze jest przestępstwem, które państwo ma karać śmiercią — i różniły się tylko definicją błędu. Spór dotyczył treści prawdy, nie prawa do zabijania za jej brak.
Polski kontrapunkt: 1573
Warto pokazać, że alternatywa istniała już wtedy — i to nie w teorii. 28 stycznia 1573 roku, w bezkrólewiu po śmierci Zygmunta Augusta, sejm konwokacyjny uchwalił akt konfederacji warszawskiej. Sygnatariusze — określający siebie jako dissidentes de religione — zobowiązali się zachować między sobą pokój i „dla różnej wiary i odmiany w Kościelech krwie nie przelewać”, ani karać się konfiskatą majątku, utratą czci, więzieniem czy wygnaniem. W Europie, która właśnie miała za sobą noc św. Bartłomieja (sierpień 1572), było to postanowienie bez odpowiednika.
Uczciwość każe od razu wskazać granice tego dokumentu. Chronił szlachtę, a nie wszystkich mieszkańców; nie zapobiegł tumultom w miastach; i nie ochronił braci polskich, których sejm w 1658 roku postawił przed wyborem: konwersja albo banicja. Konfederacja warszawska nie była więc wolnością sumienia w dzisiejszym rozumieniu — była pokojem religijnym zawartym przez stan uprzywilejowany. Ale pokazuje rzecz istotną dla oceny XVI wieku: myśl, że za wiarę nie należy zabijać, była wtedy do pomyślenia i do zapisania w prawie. Kto broni egzekucji Manza i Serveta argumentem „takie były czasy”, musi wyjaśnić, dlaczego w tych samych czasach kilkuset polskich szlachciców podpisało coś przeciwnego.
Czego nie powtarzamy
- „Kalwin spalił Serveta”. Skrót, który przy pierwszej kontroli źródeł obraca się przeciw temu, kto go użył. Wyrok wydała Mała Rada Genewy; Kalwin był oskarżycielem doktrynalnym, popierał karę śmierci i wnosił o ścięcie zamiast stosu. To wystarczająco ciężkie bez przesady.
- „Zwingli osobiście utopił Manza”. Nie. Wyrok wydała rada miejska, którą Zwingli popierał i której dostarczał argumentów. Odpowiedzialność jest realna, ale nie osobista w sensie wykonania.
- „Reformacja zabiła dziesiątki tysięcy anabaptystów”. Nie ma na to podstaw. Najdokładniejsze badanie akt (Claus-Peter Clasen) daje dla Szwajcarii, Austrii oraz południowych i środkowych Niemiec w latach 1525-1618 rząd ośmiuset kilkudziesięciu udokumentowanych egzekucji; szacunki obejmujące Niderlandy i całą Europę mieszczą się w tysiącach, nie w dziesiątkach tysięcy. Prawdziwa liczba jest wystarczająco straszna.
- „Servet zginął za odkrycie naukowe”. Nie. Opis małego krążenia rzeczywiście znalazł się w jego dziele, ale sądzono go za odrzucenie nauki o Trójcy i chrztu niemowląt. Ten pierwszy obraz jest wygodny, lecz nieprawdziwy.
- „Anabaptyści byli po prostu pierwszymi baptystami / ludźmi naszych poglądów”. Ruch był mozaiką: od pacyfistów ze Schleitheim, przez sabatarian Glaidta i Fischera, po fanatyków z Münsteru. Przypisywanie mu jednej doktryny jest anachronizmem.
- „To pokazuje, że reformacja nie miała racji w niczym”. Nie pokazuje. Argument o czyjejś winie nie rozstrzyga o prawdziwości jego tez — tak samo jak stos pod Servetem nie czyni nauki o Trójcy fałszywą, a chrzest niemowląt prawdziwym. Doktrynę rozstrzyga tekst, nie biografia.
Co na to Pismo
„A jego uczniowie Jakub i Jan, widząc to, powiedzieli: Panie, czy chcesz, żebyśmy rozkazali, aby ogień zstąpił z nieba i pochłonął ich, jak to uczynił Eliasz? Lecz Jezus, odwróciwszy się, zgromił ich i powiedział: Nie wiecie, jakiego jesteście ducha. Syn Człowieczy bowiem nie przyszedł zatracać dusz ludzkich, ale je zbawić.” (Łk 9,54-56)
„Lecz on odpowiedział: Nie, żebyście przypadkiem, zbierając kąkol, nie wykorzenili razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obydwu razem rosnąć aż do żniwa…” (Mt 13,29-30)
„(Gdyż oręż naszej walki nie jest cielesny, ale z Boga, i ma moc burzenia twierdz warownych);” (2 Kor 10,4)
Wolność sumienia nie jest w tej historii zdobyczą zwycięzców. Jest wnioskiem wyciągniętym przez przegranych — przez tych, którym odmówiono prawa do własnego czytania Pisma, i przez nielicznych, którzy stanęli po ich stronie, choć się z nimi nie zgadzali. To rozróżnienie warto zapamiętać, bo działa także dzisiaj: kto uważa, że ma rację, prędzej czy później dostaje w ręce jakąś formę siły. Test wiarygodności zaczyna się dokładnie w tym momencie.







