W opisach epoki poprzedzającej powstanie Machabeuszy stale powraca ten sam obraz: w Jerozolimie powstaje gimnazjon, młodzi kapłani porzucają służbę dla ćwiczeń sportowych, miasto zmienia się w polis na wzór grecki. Obraz jest sugestywny i wszedł do wyobraźni tak głęboko, że mało kto pyta, skąd go znamy. A odpowiedź na to pytanie jest pouczająca.
Skąd wiemy o gimnazjonie
Jedynym źródłem tej relacji jest Druga Księga Machabejska, która nie należy do kanonu Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej. To trzeba powiedzieć wprost, zanim cokolwiek zbudujemy na tej opowieści. Późniejsi autorzy, z Józefem Flawiuszem włącznie, korzystają w tej sprawie z tej samej tradycji, więc nie są świadectwem niezależnym. Mamy zatem jedno źródło narracyjne, pisane z wyraźnym nastawieniem oceniającym, powstałe jakiś czas po wydarzeniach.
Czego nie znaleziono
Wykopaliska w Jerozolimie trwają od półtora wieku. Nie dostarczyły dotąd ani budowli, którą można by zidentyfikować jako gimnazjon, ani inskrypcji wymieniającej takie założenie, ani wyposażenia charakterystycznego dla greckiej palestry. Nie znaleziono także zapisu o mieszkańcach zapisanych jako obywatele polis pod nową nazwą, choć w innych miastach tego regionu takie inskrypcje bywają.
Powody tego stanu rzeczy są jednak dobrze znane i trzeba je wyliczyć razem z samym brakiem. Jerozolima z początku II wieku p.n.e. leży pod warstwami herodiańskimi, rzymskimi, bizantyjskimi, muzułmańskimi i nowożytnymi, a każda z tych epok budowała, niwelując poprzednią. Rejon, w którym takie założenie najprawdopodobniej by stało — u podnóża wzgórza świątynnego — należy dziś do najtrudniej dostępnych terenów badawczych na świecie. Wykopaliska prowadzi się w wąskich sondach między współczesną zabudową.
Argument z milczenia w obie strony
Brak znaleziska bywa używany jako dowód, że gimnazjonu nie było, a cała relacja jest polemiczną przesadą. To argument z milczenia i nazwijmy go po imieniu. Milczenie źródeł materialnych w miejscu, którego nie da się przebadać, nie stanowi świadectwa przeciw niczemu.
Symetrycznie: nie wolno też twierdzić, że archeologia gimnazjon poświadcza. Znaleziska hellenistyczne w Jerozolimie owszem są — importowana ceramika, monety, uchwyty amfor z greckimi stemplami, przedmioty codziennego użytku wykonane według obcych wzorów. Świadczą one o kontaktach handlowych i o obecności kultury greckiej w mieście. Nie świadczą o instytucji. Między posiadaniem naczynia z importu a zapisaniem syna do greckiej szkoły ćwiczeń leży cała przepaść, której materiał ceramiczny nie przekracza.
Co mówi kanon
Kanon UBG nie opisuje gimnazjonu, ale mówi o zjawisku, którego gimnazjon byłby przejawem — o ludziach porzucających przymierze i szukających porozumienia z obcym władcą:
Przeciwko niemu bowiem wyruszą okręty z Kittim, będzie przygnębiony, wróci i rozgniewa się na święte przymierze; tak będzie działał. I znowu wróci, i zawrze porozumienie z tymi, którzy opuścili święte przymierze.
Dn 11,30
To jest zdanie o wyborze, o odejściu od zobowiązania wobec Jahwe, a nie o budynku. Prorok nie opisuje instytucji i nie podaje szczegółów, których późniejsze źródła dopisują wiele. Trzymając się kanonu, mamy diagnozę duchową bez inwentarza architektonicznego.
Czego to nie dowodzi
Brak śladów nie dowodzi, że gimnazjonu w Jerozolimie nie było. Nie dowodzi też, że był. Jedyne, co da się dziś odpowiedzialnie powiedzieć, brzmi: znamy tę instytucję z jednego źródła pozakanonicznego, a materialnego potwierdzenia nie ma i przy obecnym stanie dostępu do terenu prawdopodobnie długo nie będzie.
Nie dowodzi również, że relacja jest zmyślona. Autorzy starożytni pisali z tendencją, lecz opisywali realny świat, a instytucja gimnazjonu była w miastach hellenistycznych czymś zwyczajnym.
Wniosek jest metodyczny, nie historyczny: są sprawy, o których wiemy tylko z tekstów — i wtedy cała waga spoczywa na tym, jak oceniamy dany tekst, a nie na tym, co wykopano.







