W Mieście Dawida odkopano budynek, który spłonął. W jego zniszczonych pomieszczeniach leżało około pięćdziesięciu glinianych pieczęci — bulli, którymi zabezpieczano zwinięte dokumenty. Same dokumenty nie przetrwały. Przetrwały tylko odciski, i to dokładnie dlatego, że budynek się palił.
Ogień jako konserwator
Bulla to grudka gliny nałożona na sznurek wiążący zwój i odciśnięta pieczęcią właściciela lub urzędnika. W normalnych warunkach glina taka wysycha, kruszy się i po kilkudziesięciu latach nie ma po niej śladu. Wypalona w pożarze staje się ceramiką i przestaje być podatna na wilgoć. Zwoje papirusowe zachowują się odwrotnie: w suchym Egipcie przetrwają tysiąclecia, w ogniu znikają w kilka minut.
Efekt tej asymetrii jest paradoksalny. Z judzkiej kancelarii nie zostało ani jedno zdanie treści, za to zostały podpisy pod dokumentami, których nikt już nigdy nie przeczyta. Wiemy, kto zabezpieczał zwoje. Nie wiemy, co w nich było.
Nazwiska, które zna Księga Jeremiasza
Wśród odczytanych imion jest Gemariasz, syn Szafana. To imię pojawia się w Piśmie w scenie odczytania zwoju Jeremiasza w świątyni.
I Baruch odczytał z księgi słowa Jeremiasza w domu Pana, w komnacie Gemariasza, syna Szafana, pisarza, na górnym dziedzińcu, u wejścia do Bramy Nowej domu Pana, do uszu całego ludu.
Jr 36,10
Rodzina Szafana przewija się przez ostatnie dziesięciolecia Judy wielokrotnie: przy reformie Jozjasza, przy Jeremiaszu, przy Gedaliaszu. Był to ród urzędniczy związany ze stroną, która nie chciała wojny z Babilonem. Znalezisko pokazuje, że urzędnik o takim imieniu i imieniu ojca faktycznie działał w Jerozolimie w tym okresie.
Trzeba jednak natychmiast dodać zastrzeżenie, o którym łatwo zapomnieć. Bulla podaje imię i imię ojca, nic więcej. Imiona hebrajskie w VII wieku powtarzały się często, a formuła z imieniem ojca nie jest jeszcze identyfikacją osoby. Zbieżność jest realna i mocna, ale to zbieżność, nie dowód tożsamości. Ta sama ostrożność obowiązuje w scenie dalszej, gdzie występuje syn Gemariasza.
A gdy Micheasz, syn Gemariasza, syna Szafana, usłyszał wszystkie słowa Pana z księgi;
Jr 36,11
Dlaczego kontekst wykopaliskowy jest tu najważniejszy
Najcenniejszą cechą tego zbioru nie są konkretne imiona, tylko sposób, w jaki został znaleziony. Bulle wydobyto z warstwy zniszczenia, w zarejestrowanym budynku, przez ekspedycję prowadzącą dokumentację. Wiadomo, gdzie leżały, z czym razem i w jakim kontekście. To zupełnie inna kategoria źródła niż pieczęcie kupione na rynku antykwarycznym, których pochodzenie zna wyłącznie sprzedawca. Przy tych drugich zawsze trzeba osobno rozstrzygać, czy nie są nowoczesnym wyrobem; przy tych pierwszych pytanie w ogóle nie powstaje.
Zbiór ma jeszcze jedną wymowę, niezależną od odczytu imion. Pięćdziesiąt bulli w jednym pomieszczeniu oznacza, że stały tam zwoje — czyli że działała kancelaria z obiegiem dokumentów, archiwizacją i urzędnikami. Świat, w którym Baruch spisuje słowa Jeremiasza na zwoju, urzędnicy je czytają, a król je pali, wymaga takiego zaplecza. Znalezisko pokazuje, że zaplecze istniało.
I wreszcie sam pożar. Budynek nie spłonął przypadkiem, lecz w tej samej warstwie zniszczenia, która objęła miasto.
I spalił dom Pana i dom króla; wszystkie domy Jerozolimy i wszystkie wielkie budowle spalił ogniem.
2 Krl 25,9
Czego to nie dowodzi
Ten zbiór nie dowodzi, że Księga Jeremiasza jest w każdym szczególe relacją naoczną. Nie dowodzi też, że odciśnięty na glinie Gemariasz jest tym samym człowiekiem, w którego komnacie odczytano zwój — jest to możliwe i prawdopodobne, ale imię i patronimikon to za mało, by orzec tożsamość. Kto pisze o tym bez tego zastrzeżenia, obiecuje więcej, niż glina może udźwignąć.
Nie mamy też ani jednego zdania z dokumentów, które te bulle zabezpieczały. Wszelkie domysły o treści tego archiwum są domysłami. Nie wiadomo, czy budynek był urzędem państwowym, czy prywatnym domem urzędnika, a proponowane funkcje są rekonstrukcjami z układu pomieszczeń.
Co zostaje twardego: w Jerozolimie końca VII i początku VI wieku przed naszą erą działała administracja posługująca się pieczęciami, w niej ludzie noszący imiona znane z Księgi Jeremiasza, a budynek, w którym pracowali, spłonął w zniszczeniu miasta. To poważne ustalenie historyczne i nie potrzebuje ozdabiania.







