Zacznijmy od faktu, który przesądza kształt całej odpowiedzi: w Piśmie nie ma kawy. Nie ma herbaty, nie ma kofeiny i nie ma nazwy żadnej z tych rzeczy. Wszystko, co da się tu powiedzieć, jest zastosowaniem zasad ogólnych do sprawy, o której autorzy nie pisali.
Które zasady Pisma stosują się do kawy i kofeiny?
Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, ale ja nie dam się niczemu zniewolić.
1 Kor 6,12
Zdanie ma dwie części i obie są ważne. Pierwsza mówi o wolności, druga o jej granicy, którą jest zniewolenie. To jest chyba najtrafniejsze kryterium dla kofeiny: nie sama substancja, tylko pytanie, kto tu kim rządzi. Poranek, w którym bez kawy nie da się funkcjonować, jest w świetle tego zdania czymś innym niż poranek, w którym kawa po prostu smakuje.
Czyż nie wiecie, że wasze ciało jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was, a którego macie od Boga, i nie należycie do samych siebie? Drogo bowiem zostaliście kupieni. Wysławiajcie więc Boga w waszym ciele i w waszym duchu, które należą do Boga.
1 Kor 6,19-20
Ciało nie jest naszą własnością i to również ma znaczenie praktyczne. Nie jest to jednak zakaz konkretnej substancji — jest to powód, dla którego warto interesować się skutkami tego, co się pije. Kto z tego zdania robi listę zakazanych produktów, dopisuje do niego treść.
Czy znalazłeś miód? Zjedz tyle, ile trzeba, byś objadłszy się, nie zwrócił go.
Prz 25,16
Przysłowie mówi o miodzie, a więc o czymś dobrym. Właśnie to jest w nim ciekawe: granicą nie jest szkodliwość rzeczy, tylko ilość. Miód jest dobry i nadmiar miodu jest zły. Ten sam schemat da się bez naciągania odnieść do kubka kawy.
Tak więc czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego robicie, wszystko róbcie ku chwale Boga.
1 Kor 10,31
Najszersza reguła i celowo pozbawiona listy. Obejmuje jedzenie, picie i wszystko inne.
Czy zakazywanie kawy jest nakazem ludzkim?
Warto je przeczytać, bo chronią przed przesadą w drugą stronę.
Jeśli więc umarliście z Chrystusem dla żywiołów tego świata, to dlaczego – jakbyście jeszcze żyli dla świata – poddajecie się nakazom: Nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj; (To wszystko niszczeje przez używanie), według przykazań i nauk ludzkich?
Kol 2,20-22
Paweł opisuje tu system zakazów formułowanych jako nakaz nietykania i niekosztowania. Ostrzeżenie jest jednoznaczne: nie każde ograniczenie pochodzi od Boga i niektóre ograniczenia są po prostu ludzkim wymysłem podanym w religijnym opakowaniu.
Wszelkie bowiem stworzenie Boże jest dobre i nie należy odrzucać niczego, co się przyjmuje z dziękczynieniem.
1 Tm 4,4
Ziarno kawowca jest stworzeniem Bożym i to zdanie da się do niego odnieść bez naciągania.
Królestwo Boże bowiem to nie pokarm i napój, ale sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym.
Rz 14,17
To zdanie warto zapamiętać zwłaszcza wtedy, gdy ktoś próbuje z napojów zrobić miarę duchowości. Królestwo Boże jest w tekście wyraźnie umieszczone gdzie indziej.
Czego nie wiemy
Pismo nie podaje żadnej dawki. Nie mówi, ile kubków dziennie jest w porządku, i nie mówi, w którym momencie przyzwyczajenie staje się zniewoleniem. Nie zna pojęcia tolerancji ani objawów odstawienia i nie wypowiada się o nich.
Nie ocenia też osobno napojów energetycznych, mimo że różnią się od kawy nie tylko dawką kofeiny, ale i zawartością cukru oraz innych składników. To rozróżnienie ma znaczenie medyczne, ale nie ma podstawy tekstowej — kto szuka wersetu przeciw puszce energetyka, nie znajdzie go.
Nie ma wreszcie w Piśmie odpowiedzi na pytanie, czy używka jest problemem sama w sobie, czy dopiero jej nadużycie. Teksty, które mamy, wskazują raczej na to drugie, ale robią to pośrednio. Kto chce z tej sprawy zrobić kwestię wierności, musi wiedzieć, że nie ma na to zapisanego zdania.
Uczciwie trzeba przyznać jeszcze jedno: pytanie o kawę wraca zwykle w środowiskach, w których ktoś zbudował na nim naukę. Bywa, że powołuje się przy tym na zdanie o ciele jako świątyni. Zdanie to jednak pada w rozdziale o nierządzie i mówi o czymś zupełnie innym niż dieta. Przeniesienie go na napoje jest zastosowaniem, i to dość odległym, a nie odczytaniem.
Co zatem zostaje? Zostaje kilka pytań, które każdy może sobie zadać sam: czy potrafię bez tego wytrzymać dzień, czy nie sięgam po to zamiast po sen, czy nie szkodzi mi to na zdrowiu w sposób, o którym wiem od lekarza. Pismo takich pytań nie formułuje, ale zasady, które podaje, prowadzą właśnie w tę stronę — ku pytaniu o panowanie nad sobą, nie ku liście dozwolonych produktów.







