To jest pytanie, przy którym błędna odpowiedź krzywdzi konkretnych ludzi, więc trzeba je prowadzić ostrożniej niż inne. Krążą dwie skrajności: że Pismo nie zna chorób psychicznych i wszystko sprowadza do demonów, albo że opętanie jest po prostu dawną nazwą choroby. Tekst nie popiera żadnej z nich.
Czy Mt 4,24 oddziela opętanych od chorych?
A wieść o nim rozeszła się po całej Syrii. I przyprowadzano do niego wszystkich, którzy się źle czuli, którzy byli nękani różnymi chorobami i cierpieniami, a także opętanych, obłąkanych i sparaliżowanych, a on ich uzdrawiał.
Mt 4,24
To zdanie jest w tej sprawie rozstrzygające, bo wymienia kategorie obok siebie. Są tam osoby nękane chorobami i cierpieniami, są opętani, są obłąkani i są sparaliżowani. Gdyby autor uważał, że to jedno i to samo, nie budowałby takiej listy. Rozróżnienie nie jest więc dopisane przez późniejszych czytelników — leży w tekście.
Warto też zauważyć, że po uwolnieniu człowieka z Gerazy relacja opisuje jego stan słowami z porządku psychicznego, a nie religijnego.
Przyszli więc do Jezusa i zobaczyli tego, który był opętany, w którym był legion demonów, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. I bali się.
Mk 5,15
Siedzi, jest ubrany i ma zdrowe zmysły. Ewangelista uznaje więc, że opętanie miało skutki widoczne w zachowaniu, i nazywa je językiem dostępnym każdemu obserwatorowi.
Czy Pismo opisuje załamanie umysłu bez udziału demona?
Pismo opisuje też załamania, przy których nie pada ani słowo o duchu nieczystym. Najbardziej znany jest przypadek króla Babilonu.
Tej godziny wypełniło się to słowo nad Nabuchodonozorem: Wypędzono go spośród ludzi, jadł trawę jak woły i jego ciało było skrapiane rosą z nieba, aż jego włosy urosły jak pióra orłów, a jego paznokcie jak szpony ptaków.
Dn 4,33
Opis jest kliniczny w tonie: zmiana zachowania, wyjście ze społeczności, zaniedbanie ciała, a potem powrót do władzy po odzyskaniu rozumu. Tekst wiąże to z pychą i z Bożym wyrokiem, ale nigdzie nie mówi o demonie. Podobnie prorocy i psalmiści opisują rozpacz, lęk i pragnienie śmierci, nie przypisując tego siłom zewnętrznym.
Dlaczego objawy z Mk 9,17-18 przypominają chorobę?
Tu zaczyna się realna trudność, której nie da się usunąć.
A jeden z tłumu odpowiedział: Nauczycielu, przyprowadziłem do ciebie mego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, szarpie nim, a on się pieni, zgrzyta zębami i schnie. I mówiłem twoim uczniom, aby go wypędzili, ale nie mogli.
Mk 9,17-18
Objawy opisane przez ojca chłopca to szarpanie ciałem, piana i zgrzytanie zębami — a Ewangelia nazywa przyczynę duchem. Ten sam obraz w innym miejscu bywa opisany jako choroba. Drugi taki przypadek dotyczy kobiety pochylonej od osiemnastu lat.
A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy i była pochylona, i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją do siebie i powiedział: Kobieto, jesteś uwolniona od swojej choroby.
Łk 13,11-12
Tekst mówi o duchu niemocy, a Jeszua w tym samym zdarzeniu nazywa jej stan chorobą. Mamy więc miejsca, gdzie kategorie się przenikają. Trzeba to powiedzieć uczciwie, zamiast wybierać cytaty pod tezę: Pismo rozróżnia jedno od drugiego, ale nie prowadzi między nimi ostrej granicy w każdym przypadku.
Najtrudniejszy fragment dotyczy Saula.
Lecz Duch Pana opuścił Saula i zaczął go trapić zły duch od Pana.
1 Sm 16,14
Zły duch przychodzi tu na człowieka po odejściu Ducha Pana, a jego skutki są opisane jako trapienie, przy którym pomaga muzyka. Kto szuka w Piśmie prostego podziału na sprawy duchowe i medyczne, na tym zdaniu się potknie.
Czego nie wiemy
Nie wiemy, jak odróżnić jedno od drugiego dzisiaj. To jest najważniejsze zdanie w tym artykule. Pismo opisuje przypadki rozpoznane przez Mesjasza i apostołów, ale nigdzie nie zostawia kryterium, listy objawów ani procedury, którą mógłby zastosować ktokolwiek później. Kto twierdzi, że umie to rozstrzygnąć na podstawie Biblii, powołuje się na coś, czego w niej nie ma. Sam fakt, że w Ewangeliach rozpoznanie następuje bez wahania, niczego tu nie ułatwia — rozpoznaje bowiem ten, kto wie więcej od obserwatora.
Nie wiemy, czym w swojej naturze jest opętanie ani jak dochodzi do niego u konkretnej osoby. Relacje notują fakt i skutek, nie mechanizm i nie przyczynę.
Nie wiemy wreszcie, jak biblijne opisy mają się do dzisiejszych rozpoznań medycznych, i artykuł oparty na Piśmie nie ma czym tego orzec. Wynika z tego wskazówka praktyczna, i to chyba jedyna pewna: skoro Pismo samo wymienia chorych i opętanych osobno, to odmawianie komuś pomocy pod pretekstem, że jego cierpienie jest wyłącznie duchowe, nie ma w tekście oparcia.







