Septuaginta nie była ostatnim słowem greckiego Starego Testamentu. Gdy okazało się, że różni się w wielu miejscach od hebrajskiego zwoju, powstały jej rewizje: przekłady poprawiające tekst grecki tak, by szedł za brzmieniem hebrajskim krok w krok. Trzy z nich znamy z nazwiska — Akwili, Symmacha i Teodocjona.
Trzy różne pomysły na wierność
Akwila poszedł najdalej. Jego przekład jest dosłowny do granic zrozumiałości: oddaje hebrajską składnię, hebrajski szyk, a nawet cząstki gramatyczne, które w grece nie mają odpowiednika. Powstał tekst niezgrabny jako greka, ale pozwalający odtworzyć hebrajskie brzmienie niemal słowo w słowo. Dla kogoś, kto porównywał wersje, było to narzędzie doskonałe.
Symmach obrał drogę odwrotną. Jego celem był grecki, który się czyta — zdania płynne, zwroty naturalne, obrazy hebrajskie oddane odpowiednikiem, a nie kalką. Wierność rozumiał jako wierność sensu, nie szykowi.
Teodocjon stoi bliżej Septuaginty i bywa opisywany raczej jako jej poprawiacz niż nowy tłumacz. Sprawa jest tu bardziej zawikłana, niż podaje tradycja: odczytania przypisywane mu pojawiają się u autorów wcześniejszych, niż wskazywałaby przekazywana data jego pracy. Prawdopodobnie korzystał z istniejącego wcześniej nurtu poprawiania greki ku hebrajskiemu, a jego imię przylgnęło do całego nurtu.
Spór o jedno słowo
Najgłośniejsza różnica dotyczy zapowiedzi z Księgi Izajasza.
Dlatego sam Pan da wam znak. Oto dziewica pocznie i urodzi syna, i nazwie go Emmanuel.
Iz 7,14
Septuaginta ma w tym miejscu greckie słowo oznaczające dziewicę i za nim idzie cytat w Ewangelii Mateusza. Akwila użył innego słowa — takiego, które znaczy młodą kobietę, bez orzekania o dziewictwie. Symmach poszedł podobną drogą.
Powód leży w samym hebrajskim. Użyty tam wyraz oznacza dziewczynę w wieku, w którym wychodzi się za mąż, i w kontekstach biblijnych zwykle zakłada dziewictwo, ale nie jest terminem, który je nazywa wprost — na to hebrajski ma inne słowo. Obie greckie decyzje mieszczą się więc w zakresie znaczeniowym oryginału i obie coś w nim przesuwają: jedna dopowiada, druga wycisza.
Dlaczego to nie jest spór o oszustwo
Ten fragment stał się osią jednej z najstarszych polemik między Żydami a chrześcijanami i obie strony zarzucały sobie manipulację. Materiał językowy nie daje podstaw do żadnego z tych zarzutów. Tłumacz musiał wybrać jedno greckie słowo tam, gdzie hebrajskie ma szerszy zakres, i każdy wybór coś rozstrzygał.
Nie znaczy to, że wszystko jedno. Znaczy, że rozstrzygnięcia nie da się wyprowadzić z samego słownika, bo zależy ono od tego, jak czyta się cały fragment i całą księgę. Kto twierdzi, że sam wyraz przesądza sprawę w którąkolwiek stronę, upraszcza.
Skąd znamy te przekłady
Żaden nie zachował się w całości. Znamy je z zestawienia kolumn ułożonego przez Orygenesa, z cytatów u późniejszych autorów i z uwag na marginesach rękopisów. Osobnym źródłem są palimpsesty z genizy kairskiej — karty ponownie zapisane, spod których udało się odczytać starszy tekst. To jedna z niewielu dróg, jakimi wersja Akwili dotarła do nas bezpośrednio, a nie w cudzym przytoczeniu.
Czego to nie dowodzi
Wybór Akwili nie dowodzi, że tłumaczenie greckie użyte w Ewangelii Mateusza jest błędne. Jedno i drugie mieści się w zakresie hebrajskiego wyrazu, a rewizje powstawały po to, by zbliżyć grekę do hebrajskiego, nie po to, by prowadzić spór o ten jeden werset.
W drugą stronę: to, że Septuaginta ma tu słowo oznaczające dziewicę, nie dowodzi samo z siebie, że tak właśnie należy czytać hebrajski oryginał. Tekst i jego przekład to dwie różne rzeczy. Wniosek, jaki wolno wyciągnąć, jest taki: rewizje pokazują, jak trudne jest oddanie jednego słowa w innym języku, i jak szybko decyzja tłumacza zaczyna żyć własnym życiem.







