Aramejskie słowo zachowane w greckim tekście robi wrażenie okienka na prywatny język modlitwy Jeszuy. W UBG pada trzy razy i za każdym razem natychmiast po nim stoi tłumaczenie. Tekst nigdy nie zostawia czytelnika z samym obcym wyrazem.
Trzy miejsca
I powiedział: Abba, Ojcze, dla ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ode mnie ten kielich. Jednak niech się stanie nie to, co ja chcę, ale to, co Ty.
Mk 14,36
Gdyż nie otrzymaliście ducha niewoli, aby znowu się bać, ale otrzymaliście Ducha usynowienia, przez którego wołamy: Abba, Ojcze!
Rz 8,15
A ponieważ jesteście synami, Bóg posłał do waszych serc Ducha swego Syna, wołającego: Abba, Ojcze!
Ga 4,6
Poza tymi trzema zdaniami słowo w Piśmie nie występuje; pozostałe polskie wyrazy, w których te litery się pojawiają, to nazwy własne w rodzaju Rabby czy Gabbaty.
Słowo, które nigdy nie stoi samo
Ta regularność jest najważniejszą obserwacją w całym haśle. Aramejski wyraz pojawia się zawsze w parze z greckim słowem oznaczającym ojca, oddanym w UBG jako wołacz. Autorzy nie zakładają więc u czytelnika znajomości aramejskiego — zachowują brzmienie i od razu podają znaczenie. Cokolwiek to słowo niosło, tekst uważa, że zwykłe „ojcze” oddaje je wystarczająco.
Kontekst pierwszego wystąpienia
Scena w Getsemane jest ostatnim miejscem, w którym spodziewalibyśmy się czułostkowości. Poprzedzające wersety mówią o lęku i udręce, o duszy smutnej aż do śmierci i o upadku na ziemię. Modlitwa jest prośbą o odsunięcie kielicha, zamkniętą zgodą na wolę Ojca. To wołanie kogoś przyciśniętego do ziemi, a nie zdrobnienie z rodzinnego stołu.
Dwa razy nie z ust Jeszuy
Dwa pozostałe miejsca opisują wołanie tych, którzy otrzymali Ducha, i robią to niemal identycznie: te same dwa słowa, ta sama kolejność, w dwóch listach do różnych zborów, bez śladu wyjaśnienia, skąd czytelnicy mieliby ten zwrot znać. Ta powtarzalność jest powodem, dla którego wielu przypuszcza, że mamy do czynienia z utrwaloną formułą modlitewną, znaną adresatom z życia zgromadzenia, a nie z cytatem prywatnym ani z ozdobnikiem stylistycznym.
Skąd wzięło się „tatusiu”
Popularne tłumaczenie opiera się na obserwacji spoza tekstu: że w aramejskim tak zwracały się do ojców małe dzieci. Nawet gdyby to było ścisłe, tego samego słowa używały również dzieci dorosłe, a Pismo podaje własną glosę — najzwyklejszy wyraz na ojca. Kontekst działa w tę samą stronę: Rz 8,15 przeciwstawia to wołanie duchowi niewoli i strachowi, a dalsze zdania mówią o dziedziczeniu, czyli o statusie prawnym syna, a nie o poufałości. Podobnie kończy się wywód w Ga 4,7.
Jak łatwo zrozumieć to źle
Pierwsza pomyłka to właśnie zdrobnienie. Przesuwa ono cały akapit z języka prawa rodzinnego w stronę nastroju.
Druga: branie słowa za imię własne Boga. Abba nie jest imieniem, tylko wyrazem pospolitym; imię własne, które Pismo podaje, to Jahwe, a to zupełnie inna kategoria.
Trzecia: traktowanie zachowanego brzmienia jak formuły o szczególnej mocy. Skoro tekst tłumaczy je natychmiast, sam odbiera mu taką rolę.
Czwarta jest polska. W pieśniach zwrot funkcjonuje jak tytuł, jakby dwa wyrazy były dwoma imionami wołanymi obok siebie. W tekście drugi z nich nie dokłada nic nowego, tylko tłumaczy pierwszy.
Czego nie wiemy
Nie wiemy, kto właściwie woła. Rz 8,15 mówi, że wołamy my, a Ga 4,6 — że woła Duch posłany do serc. To zapewne ta sama rzecz opisana z dwóch stron, ale tekst tego nie uzgadnia i nie wyjaśnia. Nie wiemy, dlaczego aramejski wyraz zachowano dla czytelników greckich, skoro zaraz go tłumaczono. Nie wiemy, czy formuła weszła do modlitwy zborów z praktyki samego Jeszuy, czy powstała niezależnie. I nie wiemy, czy Marek zapisuje dokładnie słowa z Getsemane, czy dwuczłonową formę znaną już jego czytelnikom.







