W dyskusjach o wiarygodności Nowego Testamentu wraca liczba, która robi wrażenie: różnic między rękopisami jest więcej niż słów w samym Nowym Testamencie. Zdanie to jest prawdziwe i bywa używane jako argument rozstrzygający. Nie jest rozstrzygający — ale nie dlatego, że liczba jest zawyżona. Dlatego, że sama liczba niczego nie mówi, dopóki nie wiadomo, co się liczy.
Co jest liczone jako różnica
Wariantem nazywa się każde miejsce, w którym choćby jeden rękopis czyta inaczej niż inne. Jeśli w tysiącu kopii to samo słowo zapisano przez inną literę, do rachunku wchodzi tysiąc pozycji. Skala liczby wynika więc przede wszystkim z tego, że rękopisów zachowało się bardzo dużo — paradoksalnie im lepiej dane pismo jest udokumentowane, tym większą liczbę wariantów wykazuje.
Zdecydowana większość tych różnic to sprawy, które w przekładzie znikają bez śladu. Ortografia i zapis imion własnych. Szyk wyrazów, który w grece jest swobodny i nie zmienia treści. Obecność albo brak rodzajnika. Zamiana zaimka na imię i odwrotnie. Oczywiste pomyłki kopisty: przeskoczenie linijki, powtórzenie sylaby, litera opuszczona. Nikt nie musi rozstrzygać, co było pierwotne, bo błąd jest widoczny.
Miejsca, w których naprawdę coś się rozstrzyga
Zostaje jednak reszta, a udawanie, że jej nie ma, byłoby nieuczciwe. Trzy przypadki wymienia się najczęściej i wszystkie trzy mają realną wagę.
Zakończenie Ewangelii Marka. Najstarsi świadkowie kończą ją inaczej niż rękopisy późniejsze, a końcowe wersety znane z przekładów są w części tradycji nieobecne. Nie chodzi o słowo, tylko o cały ustęp z opisem ukazań i poleceniem.
Opowieść o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie w Ewangelii Jana. W wielu rękopisach jej nie ma, w innych stoi w innym miejscu, a bywa umieszczana nawet w innej Ewangelii. Sam ten wędrowny charakter jest wskazówką: fragment krążył osobno.
Zdanie o trzech świadczących w niebie w Pierwszym Liście Jana. To najbardziej jednoznaczny z tych przypadków — brak go w greckich rękopisach poza garstką bardzo późnych, a do tekstu drukowanego trafił z tradycji łacińskiej. Współczesne wydania go nie zawierają albo opatrują wyraźnym zastrzeżeniem.
Jak to podsumować uczciwie
Rzetelne postawienie sprawy wymaga trzymania obu stron naraz. Z jednej strony: nie da się powiedzieć, że warianty są nieistotne, bo w wymienionych miejscach chodzi o obecność lub brak całych fragmentów, a jedno z nich bywało używane jako dowód doktrynalny. Z drugiej: takich miejsc jest kilka, są od dawna znane, opisane w przypisach zwykłych wydań i nikt ich nie ukrywa. To nie są odkrycia wydobyte wbrew komuś, tylko standardowa wiedza wydawnicza.
Warto też zauważyć, jak te miejsca zostały rozpoznane. Rozpoznano je dzięki temu, że rękopisów jest dużo i pochodzą z różnych stron. Gdyby zachowała się jedna kopia, nie byłoby żadnych wariantów i żadnej możliwości sprawdzenia czegokolwiek. Liczba różnic jest więc skutkiem tej samej okoliczności, która pozwala je wyłapywać.
Czego to nie dowodzi
Duża liczba wariantów nie dowodzi, że tekst Nowego Testamentu jest niepewny. Liczy się rodzaj różnic, nie ich suma, a przytłaczająca większość nie ma wpływu na treść zdania.
Nie dowodzi też niczego przeciwnego. Nie wolno na tej podstawie mówić, że wszystkie różnice są błahe — kilka nie jest i trzeba je nazywać po imieniu, zamiast rozpuszczać w statystyce. Odpowiedź, która zbywa je wzmianką o ortografii, jest równie nierzetelna jak zarzut oparty na samej liczbie.
Wreszcie krytyka tekstu nie rozstrzyga o autorytecie Pisma i nie do tego służy. Jej zadaniem jest ustalić, co najprawdopodobniej stało w tekście pierwotnym. Pytanie, co z tego wynika, jest pytaniem osobnym, a mieszanie obu porządków szkodzi jednemu i drugiemu.







