Pod murami Jerozolimy staje w roku 701 asyryjskie poselstwo. Tekst hebrajski wymienia trzech ludzi po kolei, a czytelnik odruchowo bierze te słowa za imiona własne.
Jednakże król Asyrii posłał z Lakisz Tartana, Rabsarisa i Rabszaka z wielkim wojskiem do Jerozolimy, do króla Ezechiasza. Wyruszyli i przybyli do Jerozolimy. Gdy przybyli, przyszli i zatrzymali się przy kanale górnej sadzawki, która jest przy drodze pola folusznika.
2 Krl 18,17
Co znaczą te słowa
Żadne z nich nie jest imieniem. Wszystkie trzy odpowiadają tytułom znanym z tekstów klinowych. Turtanu to najwyższy dowódca wojskowy, w hierarchii dworskiej stojący bezpośrednio po królu — urzędnik, którego imieniem nazywano też lata w spisie eponimów. Rab sza-reszi oznacza zwierzchnika grupy wysokich dworzan; termin bywa tłumaczony jako przełożony eunuchów, choć zakres tego określenia był w praktyce szerszy. Rab szake to dosłownie przełożony podczaszych, co brzmi niepozornie, ale w rzeczywistości oznaczało urzędnika o dużej samodzielności, wysyłanego z misjami politycznymi.
Ten sam turtanu pojawia się w Księdze Izajasza, tym razem przy okazji wyprawy na Aszdod, i również jest tam wysłannikiem, a nie osobą podpisaną imieniem.
W roku, w którym Tartan przybył do Aszdodu, wysłany tam przez Sargona, króla Asyrii, walczył przeciw Aszdodu i go zdobył;
Iz 20,1
Dlaczego kolejność ma znaczenie
Tekst wymienia trzech urzędników w porządku odpowiadającym ich randze i przypisuje im role zgodne z tym, co o tych stanowiskach wiadomo z asyryjskiej administracji. Rozmowę z Judejczykami prowadzi rab szake, czyli urzędnik cywilny biegły w mowie — a nie dowódca wojska, który stoi wyżej. Taki podział zadań jest w źródłach asyryjskich normą.
To drobiazg filologiczny, ale działa jak sprawdzian. Autor, który zna wyłącznie ogólną opowieść o najeździe, wymyśliłby imiona albo napisał ogólnie o posłach. Ten posługuje się terminologią obcego dworu, i to poprawnie.
To samo po stronie babilońskiej
Mechanizm powtarza się sto lat później, gdy pod Jerozolimą stoją już Babilończycy. Księga Jeremiasza wylicza dostojników, którzy zasiedli w bramie zdobytego miasta.
I weszli do niego wszyscy książęta króla Babilonu, i zasiedli w Bramie Środkowej: Nergalsarezer, Samgarnebo, Sarsechim, Rabsaris, Nergalsarezer, Rabmag i pozostali książęta króla Babilonu.
Jr 39,3
W tym wyliczeniu ponownie mieszają się imiona własne i tytuły: rabsaris to ten sam urząd co asyryjski rab sza-reszi, a rabmag to kolejne stanowisko dworskie, którego dokładne znaczenie pozostaje sporne. Do tego dochodzi tabliczka z imieniem babilońskiego urzędnika o odpowiadającym zapisie, potwierdzająca, że taki człowiek istniał i pełnił taką funkcję.
Gdzie ten argument się kończy
Trzeba uczciwie zaznaczyć jego granice. Po pierwsze, tekst hebrajski w tym miejscu sprawia kłopoty: przekazy różnią się podziałem ciągu na imiona i tytuły, a niektóre człony bywają odczytywane na dwa sposoby. Wyliczenie z Księgi Jeremiasza należy do najbardziej dyskutowanych zdań w całej księdze i nie da się powiedzieć, że jego kształt jest pewny.
Po drugie, poprawna znajomość obcych tytułów nie jest dowodem, że relacja powstała naocznie. Terminy administracyjne krążyły po całym regionie, przenikały do miejscowego języka i mogły przetrwać w tradycji przez pokolenia. Argument mówi tyle: autor pisał w środowisku, w którym te słowa znaczyły coś konkretnego. To sporo, ale to nie jest datowanie tekstu.
Czego to nie dowodzi
Zgodność terminologii nie dowodzi, że rozmowa pod murami Jerozolimy przebiegła tak, jak ją zapisano. Mowa rab szakego jest w tekście hebrajskim starannie zbudowanym wystąpieniem o wyraźnej wymowie religijnej i nikt jej nie stenografował. Zgodne są realia, nie protokół.
Nie dowodzi też, że każdy szczegół w tych wyliczeniach jest historyczny. Przy Księdze Jeremiasza sam tekst jest niepewny, więc wnioski trzeba stawiać ostrożniej niż przy Księgach Królewskich. Uczciwe zdanie brzmi tak: hebrajscy autorzy używają obcej terminologii dworskiej poprawnie i w odpowiednich rolach, co dobrze świadczy o ich znajomości realiów — i tylko o tym.







