We wschodnim murze wzgórza świątynnego, około trzydziestu dwóch metrów na północ od południowo-wschodniego narożnika, biegnie pionowa linia. Po jednej jej stronie kamienie obrobiono w jeden sposób, po drugiej w inny. To styk dwóch różnych budów — jeden z nielicznych śladów tego, że plac świątynny nie powstał za jednym razem.
Co dokładnie widać
Na południe od szwu mur zbudowano z ciosów o starannym, wąskim marginesie wokół płaskiego środka — w technice charakterystycznej dla budowli Heroda. Na północ od szwu kamienie są inne: obrobione mniej regularnie, o odmiennym profilu marginesu i innym układzie warstw. Obie partie nie są związane; stykają się pionową, prostą fugą, co oznacza, że jedna została dostawiona do drugiej.
Warto dodać, że widoczna dziś partia muru to tylko jego górna część. Sondy szybowe drążone u podstawy jeszcze w dziewiętnastym wieku pokazały, że ściana schodzi w dół o dalsze kilkanaście metrów, aż do skały — kamienie, które oglądamy, są więc zwieńczeniem konstrukcji w większości zasypanej.
Wschodni mur jest jedynym miejscem, w którym da się ten styk zobaczyć. Na pozostałych bokach przebudowa objęła całe lico i starsze konstrukcje zniknęły pod nową obudową lub zostały rozebrane. Tutaj budowniczowie po prostu przedłużyli istniejący mur na południe — i granica została odsłonięta.
Co z tego wynika
Wniosek pewny jest jeden i wcale nie mały: plac świątynny ma co najmniej dwie fazy. Herod nie zbudował go od zera, tylko powiększył coś, co już stało, wydłużając platformę ku południowi i zamykając ją nowym murem oporowym.
To zmienia sposób czytania zdania, które w Ewangelii Jana pada w rozmowie o Świątyni:
Wtedy Żydzi powiedzieli: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a ty ją w trzy dni wzniesiesz?
J 2,20
Mowa jest o budowie trwającej dziesięciolecia — nie o wzniesieniu obiektu w pustym miejscu, tylko o przedsięwzięciu polegającym w dużej mierze na rozbudowie i obudowaniu starszego założenia. Szew w murze jest fizycznym śladem tej właśnie sytuacji.
Czego nie wiadomo
Tu trzeba się zatrzymać, bo dalej zaczyna się spór, którego nie wolno rozstrzygać za badaczy. Nie jest ustalone, z jakiego czasu pochodzi partia leżąca na północ od szwu.
Proponowano trzy główne odpowiedzi. Pierwsza: to mur z czasów hasmonejskich, czyli o niecałe dwa stulecia starszy od herodiańskiego — warto od razu zaznaczyć, że dzieje tej epoki znamy z ksiąg spoza kanonu, których nie ma w Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej, i z historyków. Druga: to konstrukcja z okresu perskiego, związana z odbudową po powrocie z wygnania. Trzecia: jeszcze starsza, sięgająca czasów przed zburzeniem pierwszej świątyni.
Każda z tych propozycji opiera się głównie na porównaniu sposobu obróbki kamienia z innymi budowlami — a to kryterium jest zawodne, bo techniki utrzymywały się długo i bywały naśladowane. Rozstrzygnięcie wymagałoby wykopu u podstawy muru po północnej stronie szwu, czego w tym miejscu nie da się przeprowadzić.
Czego to nie dowodzi
Szew nie dowodzi, że starszy mur pochodzi z czasów pierwszej świątyni. To jedna z hipotez i najdalej idąca; nie ma pod nią danych stratygraficznych.
Nie dowodzi też niczego o samym gmachu sanktuarium. Mówimy o murze oporowym platformy, a nie o budynku, który na niej stał — te dwie rzeczy mają odrębną historię budowlaną.
Nie potwierdza wreszcie liczby czterdziestu sześciu lat z Ewangelii Jana. Pokazuje jedynie, że prace prowadzono etapami i że sytuacja opisana jednym zdaniem była w rzeczywistości ciągiem inwestycji rozłożonym na pokolenia. Więcej ten kamień nie powie, dopóki nie da się zajrzeć pod niego.







