To jedno z najczęściej zadawanych trudnych pytań o Torę. Liczby podane przy wyjściu z Egiptu i przy spisie na pustyni dają społeczność wielkości sporego dzisiejszego miasta — i rodzą problemy, których nie da się zbyć milczeniem.
O jakich liczbach mowa
Wyruszyli więc synowie Izraela z Ramzes do Sukkot, około sześciuset tysięcy pieszych mężczyzn, nie licząc dzieci.
Wj 12,37
Wszystkich policzonych było sześćset trzy tysiące pięciuset pięćdziesięciu.
Lb 1,46
Jeśli policzonych mężczyzn zdolnych do walki było ponad sześćset tysięcy, to razem z kobietami, dziećmi i starszymi wychodzi społeczność licząca ponad dwa miliony osób. Do tego dochodzą stada i obcy lud, który według tekstu wyszedł razem z Izraelem.
Co utrudnia odczytanie dosłowne
Trudności są konkretne. Grupa tej wielkości idąca jedną trasą tworzyłaby kolumnę o długości dziesiątków kilometrów, a jej zaopatrzenie w wodę na Synaju przekraczałoby możliwości znanych źródeł. Egipt epoki brązu miał ludność, wobec której dwa miliony byłyby ułamkiem trudnym do niezauważenia w jakimkolwiek zapisie.
Kłopot rodzi też sam tekst. Do obsługi porodów w całej społeczności wymienione są dwie położne. Prawo tłumaczy, że ziemia Kanaanu nie zostanie oddana od razu, aby nie spustoszała — co przy dwumilionowym ludzie brzmi dziwnie. Księga Powtórzonego Prawa nazywa wprost Izraela najmniej licznym ze wszystkich narodów.
Trzy stanowiska
Pierwsze bierze liczby wprost. Jego zwolennicy wskazują, że tekst podaje je konsekwentnie, sumuje po plemionach i powtarza w drugim spisie, a trudności logistyczne rozwiązuje sama narracja, która mówi o nadzwyczajnym zaopatrzeniu w wodę i pokarm. Argumentem dodatkowym jest opis daniny na przybytek, w którym łączna ilość srebra odpowiada dokładnie liczbie policzonych pomnożonej przez pół sykla — czyli ktokolwiek zapisał te dane, rozumiał je jako pełne tysiące.
Drugie stanowisko sięga do słownika. Hebrajskie elef znaczy tysiąc, ale ten sam zapis spółgłoskowy odpowiada wyrazowi oznaczającemu grupę ludzi — ród, oddział, zastęp. Przy takim odczytaniu spis mówiłby o sześciuset kilkudziesięciu oddziałach liczących po kilku ludzi, a cała społeczność zmalałaby o rząd wielkości. Zwolennicy tej lektury zwracają uwagę, że wyraz ten w znaczeniu jednostki wojskowej albo rodu występuje w Biblii wielokrotnie.
Trzecie stanowisko przyjmuje, że liczby są celowo wielkie: mają wyrażać spełnienie obietnicy rozmnożenia potomstwa, a nie służyć rachubie. Bywa ono łączone z propozycjami widzącymi w tych sumach zaszyfrowany zapis albo z hipotezą uszkodzenia przekazu przy przepisywaniu.
Gdzie każde z nich się chwieje
Odczytanie dosłowne płaci trudnościami z Synajem i z opisem Kanaanu. Odczytanie przez oddziały rozbija się o wewnętrzną spójność rachunków: sumy plemienne dodają się poprawnie jako tysiące, a wspomniana danina na przybytek zgadza się co do sykla. Odczytanie symboliczne ma tę słabość, że nie da się go sprawdzić — wyjaśnia wszystko i przez to nie rozstrzyga niczego.
Czego to nie dowodzi
Archeologia nie ma tu głosu. Nie da się policzyć ludzi, którzy przeszli przez pustynię, i nie ma metody, która by pozwoliła sprawdzić którąkolwiek z trzech propozycji w terenie. Brak śladów po wielkiej grupie nie dowodzi niczego, bo takich śladów nie zostawia również grupa mała.
Trudności logistyczne nie dowodzą, że liczby są błędne. Dowodzą, że przy odczytaniu dosłownym wędrówka byłaby niemożliwa bez tego, co narracja przypisuje bezpośredniemu działaniu Jahwe — a to nie jest sprzeczność wewnątrz tekstu, tylko zgodność z jego własnym twierdzeniem.
Wreszcie: samo istnienie sporu nie podważa ani wiarygodności Tory, ani jej autorytetu. Rozstrzygnięcie, w jakim sensie użyto tam wyrazu elef, jest zadaniem filologii, i dopóki go nie ma, uczciwiej powiedzieć, że nie wiemy, ile osób wyszło z Egiptu, niż udawać, że sprawa jest oczywista w którąkolwiek stronę.
Zobacz też: Przybytek (Miszkan) · Jahwe · Księga Powtórzonego Prawa







