W bramach asyryjskich pałaców stały kolosalne figury z kamienia: ciało byka albo lwa, potężne skrzydła, ludzka głowa w królewskim nakryciu. Nazywa się je lamassu. Miały strzec wejścia i robić wrażenie na każdym, kto przekraczał próg. Ezechiel, kapłan uprowadzony do Babilonii, opisuje istoty, w których wraca dokładnie ten sam zestaw elementów.
Także ze środka ukazało się coś na kształt czterech istot żywych. A wyglądały tak: miały one postać człowieka.
Ez 1,5
A ich twarze miały taki wygląd: wszystkie cztery miały z przodu twarz ludzką, z prawej strony – twarz lwa, z lewej strony wszystkie cztery miały twarze wołu, a także z tyłu miały wszystkie twarz orła.
Ez 1,10
Ten sam repertuar
Człowiek, lew, byk i orzeł to w sztuce mezopotamskiej nie przypadkowy zbiór, lecz utrwalony kanon. Każdy element coś oznacza: człowiek rozum, lew siłę drapieżną, byk płodność i moc, orzeł panowanie nad przestworzem. Składanie ich w jedną figurę było sposobem wyrażenia pełni, przewyższającej to, czym dysponuje pojedyncze stworzenie.
Wygnaniec przechodzący przez babilońskie miasto widział takie figury na co dzień. Nie musiał ich sobie wyobrażać ani znać z opowieści. To jeden z powodów, dla których wizja z pierwszego rozdziału brzmi tak, jak brzmi: mówi obrazami, które słuchacz w Babilonii rozpoznawał natychmiast.
Ezechiel wraca do tego opisu w rozdziale dziesiątym, ale w innym układzie.
A każda istota miała cztery twarze: pierwsza to twarz cherubina, druga to twarz człowieka, trzecia to twarz lwa, a czwarta to twarz orła.
Ez 10,14
Różnica między obu listami jest sama w sobie warta uwagi: w jednym miejscu pada byk, w drugim cherub. Tekst nie jest więc mechanicznym powtórzeniem i nie da się z niego zbudować sztywnego katalogu.
Gdzie kończy się podobieństwo
Zestawienie działa tylko wtedy, gdy zauważy się także różnice, a są one zasadnicze. Lamassu to jedna figura łącząca cechy kilku stworzeń. Istoty z wizji to cztery odrębne postacie, z których każda ma cztery twarze — konstrukcja inna i bardziej złożona. Lamassu stoi w bramie i strzeże wejścia. Istoty z wizji poruszają się, unoszą i podtrzymują coś nad sobą.
I tu leży rzecz najważniejsza. W Asyrii i Babilonii figury te były same w sobie przedmiotem czci albo strażnikami o statusie niemal boskim. U Ezechiela znajdują się na samym dole opisu: są pod sklepieniem, pod tronem, poniżej postaci, która na tronie zasiada. To odwrócenie hierarchii, a nie zapożyczenie. Prorok bierze najpotężniejsze wyobrażenia świata, w którym mieszkają wygnańcy, i umieszcza je w roli podnóżka.
Dla wspólnoty, która właśnie przegrała wojnę i patrzyła na potęgę zwycięzców, komunikat był czytelny. To, co w Babilonie stoi w bramie jako straż bogów, w wizji proroka służy Jahwe i nie jest ani bogiem, ani przedmiotem czci.
Czego to nie dowodzi
Podobieństwo ikonograficzne nie dowodzi zależności tekstowej. Nie ma dokumentu, w którym Ezechiel opisywałby konkretną figurę, i nie ma sposobu, by wskazać obiekt będący pierwowzorem wizji. Wspólny repertuar zwierzęcy występuje zresztą szerzej niż w samej Asyrii i był w tym regionie długo obecny.
Nie dowodzi też odwrotnie: że prorok cokolwiek od Babilończyków przejął w sensie religijnym. Użycie rozpoznawalnego języka obrazów jest czymś innym niż przyjęcie treści, którą ten język zwykle przenosił — a tekst tę treść wprost odwraca.
Nie da się wreszcie z tej paraleli wyprowadzić żadnego wniosku o dacie powstania księgi ani o jej autorstwie. Figury stały w bramach przez stulecia i były znane także później.
Co zostaje: wizja Ezechiela jest osadzona w świecie wizualnym Mezopotamii i mówi jego językiem, ale przestawia sens tego języka. To ustalenie o formie i o kontekście kulturowym, a nie potwierdzenie widzenia. Archeologia może pokazać, skąd wzięły się obrazy. Nie orzeka o tym, co prorok zobaczył.







