Przejdź do treści
Za darmo, bez reklam i opłat.Poznaj misję
Odkryjbiblie.pl
Odkrycia archeologiczne

Projekt przesiewania Wzgórza Świątynnego — archeologia z gruzu

Od 2004 roku wolontariusze przesiewają ziemię wywiezioną ze Wzgórza Świątynnego. Co daje ta metoda, a co bezpowrotnie ginie wraz z kontekstem warstwowym.

Kamil Sasuła
1 sierpnia 2026 · 3 min czytania
Projekt przesiewania Wzgórza Świątynnego — archeologia z gruzu
Wielkość pisma
Wielkość pisma: 100%

Na Wzgórzu Świątynnym nie prowadzi się wykopalisk. Miejsce jest zbyt sporne politycznie i religijnie, żeby ktokolwiek wbił tam łopatę w celach badawczych. Tym większy problem powstał, gdy przy pracach budowlanych w podziemnych pomieszczeniach wzgórza wywieziono stamtąd ciężkim sprzętem setki ciężarówek ziemi i zrzucono ją w dolinie jako gruz.

Ziemia ta zawierała materiał z warstw, do których archeolodzy nigdy nie mieli dostępu. Wywieziona bez dokumentacji, stała się jednocześnie skarbem i stratą.

Jak działa przesiewanie na mokro

Od 2004 roku pracuje projekt, który przerabia ten gruz metodycznie. Zasada jest prosta i pracochłonna: ziemię rozdziela się na porcje, wsypuje na sita, spłukuje wodą i przebiera ręcznie. Robotę wykonują w większości wolontariusze — turyści, uczniowie, ochotnicy z jednodniowym przeszkoleniem — pod nadzorem archeologów, którzy odbierają i klasyfikują to, co zostanie na sicie.

Metoda jest skuteczna wobec drobiazgów, które w klasycznym wykopie łatwo przeoczyć: monet, paciorków, fragmentów mozaikowych kostek, główek szpil, grotów strzał, odważników i pieczęci. Sito nie wymaga wiedzy o tym, gdzie kopać. Wymaga tylko cierpliwości i wody.

Co z tego wyszło

Plon jest realny. Odzyskano przedmioty z okresu Pierwszej i Drugiej Świątyni, w tym pieczęcie i odciski pieczęci, monety różnych epok, groty strzał oraz fragmenty barwnych posadzek, z których próbuje się rekonstruować układ wzorów w zabudowaniach dziedzińca. Wśród znalezisk trafił się też kamienny odważnik z paleohebrajskim napisem beka — jednostka odpowiadająca połowie sykla, którą Tora wiąże z opłatą na przybytek.

Dla wielu z tych przedmiotów to jedyna możliwa droga do nauki. Bez przesiewania leżałyby dalej na hałdzie.

Czego sito nie odzyska

Tu leży sedno i to jest właściwy temat tego tekstu. Archeologia nie polega na zbieraniu przedmiotów. Polega na czytaniu relacji między nimi: co leżało pod czym, co obok czego, w jakiej warstwie, przy jakim murze, w jakim wypełnisku. Przedmiot bez tej sieci powiązań traci większość swojej wartości poznawczej.

Ziemia ze Wzgórza została wymieszana. Moneta z okresu rzymskiego leży w tej samej porcji, co skorupa o setki lat starsza. Nie wiadomo, z jakiej głębokości pochodzi żaden z przedmiotów, ani z której części wzgórza. Nie da się więc powiedzieć: to znalezisko datuje tę podłogę, a tamten mur jest wcześniejszy niż ta warstwa spalenizny. Można powiedzieć tylko: taki przedmiot był kiedyś gdzieś na wzgórzu.

W praktyce oznacza to, że każdy pojedynczy okaz z przesiewania trzeba datować typologicznie — po kształcie, po kroju liter, po stylu — czyli metodami, które dają przedziały mierzone dziesięcioleciami albo stuleciami. To wystarczy do stwierdzenia, że coś jest judzkie z okresu monarchii. Nie wystarczy do żadnego twierdzenia o konkretnym budynku ani o konkretnym roku.

Dlaczego mimo to warto

Projekt bywa krytykowany właśnie za to, że nadaje naukową oprawę materiałowi, który naukowej wartości w pełnym sensie już nie ma. Odpowiedź obrońców jest praktyczna: alternatywą nie jest porządny wykop, bo wykopu nie będzie. Alternatywą jest hałda. Lepiej mieć przedmiot bez kontekstu niż nie mieć go wcale, o ile publikuje się go uczciwie — z zaznaczeniem, że kontekstu brak.

To rozróżnienie warto zapamiętać przy czytaniu doniesień o kolejnych znaleziskach z Jerozolimy. Zdanie o pieczęci znalezionej w przesiewaniu i zdanie o pieczęci wydobytej z zapieczętowanej warstwy podłogowej mają zupełnie różną wagę, choć w nagłówku brzmią tak samo.

Czego nie wiemy

Nie wiemy, ile materiału zniszczono bezpowrotnie przy wywózce ani jak wyglądały naruszone warstwy. Nie wiemy, z których miejsc wzgórza pochodzi przesiewany gruz. Nie wiemy, czy którykolwiek z odzyskanych przedmiotów miał związek ze świątynią, czy trafił na wzgórze przypadkiem, jako zasypka albo śmieć. I nie dowiemy się tego — bo informacja, która by to rozstrzygnęła, była zapisana w układzie warstw, a ten układ już nie istnieje.

AUTOR

Kamil Sasuła

Kamil Sasuła — badacz i pasjonat Pisma Świętego, twórca serwisu Odkryjbiblie.pl. Od lat zgłębia Biblię u samego źródła: hebrajskie i greckie znaczenia słów, kontekst historyczny oraz odkrycia archeologiczne potwierdzające karty Pisma.

Wszystkie wpisy autora