Obrzezanie uchodzi w potocznym wyobrażeniu za wyróżnik Izraela. Materiał egipski pokazuje jednak, że sam zabieg praktykowano w dolinie Nilu na długo przed czasami, w których Biblia umieszcza Abrahama — i że jego znaczenie było tam zupełnie inne.
Scena w Sakkarze
W nekropoli w Sakkarze, przy piramidzie władcy VI dynastii, stoi grobowiec wezyra Anchmahora. Wśród scen pokrywających jego ściany znajduje się przedstawienie zabiegu chirurgicznego wykonywanego na młodym mężczyźnie. Widać dwie sceny obok siebie: przy jednej postać przytrzymuje operowanego, przy drugiej sam zabieg jest wykonywany narzędziem trzymanym w dłoni. Towarzyszą im krótkie podpisy hieroglificzne, których tłumaczenie jest przedmiotem dyskusji.
To najstarsze zachowane wyobrażenie tej praktyki. Sam grobowiec, ze względu na obecność kilku scen medycznych, bywa nazywany grobowcem lekarza — choć jego właściciel był urzędnikiem, a nie medykiem, i nazwa ta jest umowna.
Kogo i po co obrzezywano w Egipcie
Egipskie świadectwa wskazują, że zabieg wykonywano na chłopcach u progu dorosłości, a nie na noworodkach. Wiązano go z wejściem w dorosłe życie, a w części przypadków ze służbą świątynną — istnieją teksty, w których autor wspomina o zabiegu w kontekście własnej pozycji. Badania mumii pokazują, że praktyka nie była powszechna: obrzezani i nieobrzezani występują obok siebie, także wśród ludzi wysokiej rangi. Nie był to więc obowiązek narodowy, lecz zwyczaj ograniczony do części społeczeństwa.
To ustalenie ma znaczenie dla lektury Biblii. Wobec Egipcjan sam zabieg nie mógł być znakiem odróżniającym, bo znali go u siebie. Skoro jednak nie obejmował wszystkich i nie wiązał się z żadną obietnicą, jego wymowa była nad Nilem zupełnie inna niż w Izraelu.
Różnica, która nie leży w zabiegu
Skoro operacja była znana szerzej, to co czyni ją w Torze znakiem przymierza? Nie sposób jej wykonania, lecz cztery rzeczy, których egipska praktyka nie zna: wykonanie ósmego dnia po urodzeniu, objęcie wszystkich mężczyzn bez wyjątku, w tym urodzonych w domu niewolników, powiązanie z obietnicą daną potomstwu i nieodwracalność jako znak trwałego zobowiązania. Egipskie obrzezanie było przejściem w dorosłość albo warunkiem funkcji. Znak z Księgi Rodzaju należy do niemowlęcia, które niczego jeszcze nie wybrało — i o to właśnie chodzi.
Wtedy Sefora wzięła ostry kamień, odcięła napletek swego syna i rzuciła do jego stóp, i powiedziała: Naprawdę jesteś dla mnie oblubieńcem krwi.
Wj 4,25
Scena z drogi Mojżesza pokazuje przy tym, jak poważnie Tora traktowała ten obowiązek: zaniedbanie znaku staje się sprawą życia i śmierci, mimo że sam zabieg był w tamtym świecie czymś znanym.
Hańba Egiptu
Potem Pan powiedział do Jozuego: Dzisiaj zdjąłem z was hańbę Egiptu. Dlatego to miejsce nazywa się Gilgal aż do dziś.
Joz 5,9
Zdanie to bywa czytane tak, jakby chodziło o wstyd braku obrzezania, rzekomo egipski. Materiał egipski takie odczytanie utrudnia — Egipt zabieg znał. Sensowniej rozumieć ten zwrot jako odniesienie do stanu niewoli: hańbą jest to, co lud przeszedł w Egipcie i co niosło jeszcze pokolenie zrodzone na pustyni, nie zaś jakaś cecha samych Egipcjan. Odnowienie znaku przymierza przed wejściem do ziemi zamyka okres wyjęcia spod niego.
Czego to nie dowodzi
Relief z Sakkary nie ma związku z Izraelitami i nie mówi nic o pochodzeniu ich obyczaju. Nie dowodzi, że Izrael przejął obrzezanie od Egipcjan — praktyka była w tamtym regionie rozpowszechniona, a wspólnota zwyczaju nie wskazuje kierunku przejęcia.
Nie dowodzi też czegoś przeciwnego: że oba zwyczaje są niezależne. Archeologia rejestruje w tym przypadku fakt, nie genealogię — pokazuje, że zabieg wykonywano w Egipcie w Starym Państwie, i na tym kończy się jej kompetencja.
Wreszcie: rozpowszechnienie obrzezania nie osłabia znaku przymierza ani go nie unieważnia. Sens znaku nie leży bowiem w tym, że nikt inny go nie nosi, lecz w tym, kto go ustanowił, komu i z jaką obietnicą. Tego archeologia ani nie potwierdza, ani nie podważa.







