Nazwa czy rzeczownik
Migdol to jedno z tych słów, przy których trzeba najpierw zapytać, czym ono właściwie jest. W językach zachodniosemickich, w tym w hebrajskim, oznacza wieżę albo warownię. Egipcjanie przejęli je jako zapożyczenie i używali na określenie umocnionych punktów na swojej wschodniej granicy — mniej więcej tak, jak dziś mówi się o forcie albo strażnicy. Kiedy więc w tekście biblijnym pada Migdol, może to być nazwa własna jednego miejsca albo rzeczownik pospolity, który tłumacz zapisał wielką literą.
Widać to dobrze u Ezechiela, gdzie ten sam wyraz Przekład Uwspółcześniony Biblii Gdańskiej oddaje po prostu jako wieżę.
Dlatego oto ja będę przeciwko tobie i przeciwko twojej rzece i zamienię ziemię Egiptu w straszną ruinę i spustoszenie, od wieży Sewene aż do granic Etiopii.
Ez 29,10
To formuła obejmująca cały kraj: od najdalszego punktu na północy do najdalszego na południu. Wieża jest tu punktem granicznym, a nie miastem, o którym prorok chciałby cokolwiek powiedzieć.
Trzy różne konteksty
Biblia używa tej nazwy w trzech odległych od siebie sytuacjach. Pierwsza to trasa wyjścia z Egiptu, gdzie Migdol jest punktem orientacyjnym przy obozowisku.
Powiedz synom Izraela, aby zawrócili i rozbili obóz przed Pi-Hachirot, pomiędzy Migdol a morzem, naprzeciw Baal-Sefon. Rozbijcie obóz naprzeciw niego nad morzem.
Wj 14,2
Druga to czasy Jeremiasza, gdy uchodźcy z Judy osiedlają się w kilku miejscowościach w Egipcie.
Słowo, które doszło do Jeremiasza o wszystkich Żydach mieszkających w ziemi Egiptu, którzy mieszkali w Migdol, w Tachpanches, w Nof i w ziemi Patros, mówiące:
Jr 44,1
Trzecia to wspomniana formuła Ezechiela. Między pierwszym a drugim kontekstem leży kilkaset lat. Nic nie zmusza nas do przyjęcia, że chodzi o ten sam obiekt — a jeśli słowo znaczy po prostu wieżę graniczną, to raczej nie chodzi.
Kandydaci w terenie
Archeolodzy wskazywali na kilka stanowisk w rejonie dawnej wschodniej granicy Egiptu, przede wszystkim na Tell el-Herr i Tell Qedua. Oba dały warstwy z pierwszego tysiąclecia przed naszą erą, oba były punktami obronnymi kontrolującymi przejście, oba pasują do sytuacji, w której Judejczycy szukają w Egipcie miejsca do zamieszkania pod ochroną garnizonu. Żadne z nich nie dostarczyło jednak inskrypcji z nazwą, która przesądziłaby sprawę.
Dla trasy Wyjścia sytuacja jest trudniejsza. Stanowiska, o których mowa, są za młode, żeby wchodzić w rachubę przy jakimkolwiek datowaniu tych wydarzeń. Trzeba więc albo szukać jeszcze innego, wcześniejszego Migdolu, albo przyjąć, że tekst używa tu określenia rodzajowego i wskazuje na jakąś wieżę graniczną, której nie umiemy zlokalizować.
Do tego dochodzi problem, o którym łatwo zapomnieć: wschodnia granica Egiptu zmieniała wygląd. Jeziora przybrzeżne wysychały i wypełniały się na nowo, odnogi Nilu zmieniały bieg, a linia brzegowa przesuwała się przez stulecia o kilometry. Twierdze stawiano tam, gdzie akurat przebiegało dogodne przejście, a gdy woda odeszła gdzie indziej, przenoszono je razem z nazwą albo porzucano. Szukanie jednego Migdolu na dzisiejszej mapie zakłada więc stabilność terenu, której ten teren nigdy nie miał.
Czego nie wiemy
Nie wiemy, gdzie leżał Migdol z Księgi Wyjścia. Nie wiemy nawet, czy to nazwa własna. Nie wiemy, czy Migdol Jeremiasza to to samo miejsce co Migdol z trasy Wyjścia — a jest sporo powodów, by sądzić, że nie. Nie mamy stanowiska z inskrypcją potwierdzającą którąkolwiek z proponowanych identyfikacji.
Z tego wynika praktyczna rada dla czytelnika próbującego odtworzyć trasę Wyjścia na mapie: ostrożność wobec map, które podają jeden punkt i nazywają go Migdolem. Takie mapy sugerują pewność, której nie ma. Punkty trasy — Sukkot, Etam, Pi-Hachirot, Baal-Sefon, Migdol — są w większości nieznane, a proponowane lokalizacje zależą od wcześniejszego założenia, którędy w ogóle prowadziła droga. To rozumowanie w kółko i trzeba je nazwać po imieniu, zamiast rysować strzałki po mapie. Wartość tego hasła nie polega na wskazaniu miejsca, tylko na pokazaniu, dlaczego wskazać się go nie da.







