Trzydziesty trzeci rozdział Księgi Liczb jest w Pięcioksięgu tekstem osobnym. Nie opowiada, tylko wylicza: od miejsca do miejsca, tą samą formułą, ponad czterdzieści razy. Wygląda to jak dokument podróżny prowadzony na bieżąco, a nie jak streszczenie narracji, i tak też bywa czytany.
Oto miejsca postojów synów Izraela, którzy wyszli z ziemi Egiptu ze swymi zastępami pod wodzą Mojżesza i Aarona.
Lb 33,1
Liczba etapów zależy od tego, jak się liczy — czy punkt wyjścia i ostatni obóz na równinach Moabu wchodzą do rachunku. Przyjęło się mówić o czterdziestu dwóch. Ważniejsze od arytmetyki jest jednak inne pytanie: ile z tych nazw da się dziś wskazać na mapie.
Co da się zlokalizować
Odpowiedź jest skromna. Pewnie albo z dużym prawdopodobieństwem umiemy wskazać kilka punktów, a nie kilkadziesiąt.
Wyruszyli więc synowie Izraela z Ramses i rozbili obóz w Sukkot.
Lb 33,5
Ramses wiąże się z rejonem stolicy ramessydzkiej we wschodniej Delcie, a Sukkot z okolicą, w której egipskie teksty znają nazwę o podobnym brzmieniu. Kadesz utożsamia się z dużą oazą na granicy Negewu i Synaju, przy najobfitszym źródle tej okolicy — identyfikacja przyjmowana szeroko, choć nie bez zastrzeżeń. Punon łączy się z zagłębiem miedziowym w dzisiejszej Jordanii, gdzie nazwa przetrwała w formie niemal niezmienionej.
Wyruszyli z Salmona i rozbili obóz w Punon.
Lb 33,42
Ecjon-Geber leżało nad zatoką Akaba, choć konkretne stanowisko pozostaje przedmiotem sporu. Dibon-Gad wiąże się z miejscem, gdzie w XIX wieku odnaleziono moabicką stelę. Na tym w zasadzie kończy się lista rzeczy pewnych. Reszta nazw — Dofka, Alusz, Ritma, Rimmon-Perec, Libna, Rissa, Kehelata i dalsze — nie ma żadnego zaczepienia poza tą listą. Kilkanaście z nich nie pojawia się w Piśmie nigdzie indziej.
Dlaczego tak mało
Powodów jest kilka i żaden nie jest osobliwy. Po pierwsze, nazwy postojów na pustyni to zwykle nazwy źródeł, dolin i formacji terenu, a takie nazwy zmieniają się przy każdej zmianie ludności. Po drugie, obóz nomadów nie zostawia stanowiska archeologicznego: nie ma murów, nie ma warstw, nie ma śmietniska, które przetrwałoby tysiąclecia w erozyjnym klimacie pustyni. Po trzecie, samo pustynne pogranicze przez większość czasu było zaludnione znikomo, więc nie ma tam gęstej sieci miejsc, do której można by nazwy przypisać.
Dochodzi problem metody. Identyfikacja przez podobieństwo brzmienia jest kusząca i zawodna — pustynne toponimy arabskie bywają młode, a podobieństwo dwóch spółgłosek nie wystarcza. Wiele dawnych identyfikacji, przyjmowanych w XIX wieku z przekonaniem, dziś się nie utrzymuje.
Co ta lista jednak pokazuje
Sam kształt rozdziału mówi coś o jego pochodzeniu. Jest to zapis suchy, powtarzalny, pozbawiony komentarza teologicznego i pozbawiony opowieści, które w innych rozdziałach są do tych miejsc doczepione. Teksty egipskie znają analogiczne wykazy etapów wypraw wojskowych i handlowych — gatunek jest więc autentyczny dla epoki, niezależnie od tego, co sądzi się o poszczególnych nazwach. To obserwacja o formie, nie o prawdziwości treści, ale warto ją odnotować, bo pokazuje, że lista nie wygląda na późną konstrukcję literacką dopisaną dla porządku.
Czego to nie dowodzi
Zlokalizowanie kilku nazw nie dowodzi trasy. Ramses, Kadesz i Punon leżą tak daleko od siebie, że dają się połączyć na wiele sposobów, a bez punktów pośrednich każdy z nich pozostaje domysłem. Nierozstrzygnięte pozostaje też datowanie Wyjścia, więc nawet dobrze zidentyfikowanego stanowiska nie wolno wiązać z konkretnym wydarzeniem jako pewnika.
Odwrotnie również. To, że trzydziestu kilku nazw nie umiemy wskazać, nie dowodzi, że są zmyślone. Byłby to argument z milczenia, a milczenie jest tu spodziewane: obozowisko w drodze z natury nie zostawia po sobie niczego, co archeolog mógłby znaleźć po trzech tysiącach lat. Uczciwa mapa do tego rozdziału ma kilka punktów i bardzo dużo pustego miejsca — i lepiej, żeby tak wyglądała, niż żeby wypełniono ją domysłami.







