Do relacji o nocnej klęsce armii asyryjskiej pod Jerozolimą od dwóch stuleci dołącza się fragment z Herodota. Zestawienie bywa przedstawiane jako niezależne potwierdzenie. Nie jest nim — i warto dokładnie zobaczyć dlaczego.
Co mówi tekst biblijny
Księgi Królewskie opisują wydarzenie krótko i bez żadnego wyjaśnienia naturalnego.
Tej samej nocy Anioł Pana wyszedł i zabił w obozie Asyryjczyków sto osiemdziesiąt pięć tysięcy ludzi. A gdy wstali wcześnie rano, oto wszędzie było pełno trupów.
2 Krl 19,35
Izajasz podaje to samo, niemal identycznymi słowami.
Wtedy wyszedł Anioł Pana i zabił w obozie Asyrii sto osiemdziesiąt pięć tysięcy osób. A gdy wstali wcześnie rano, oto wszędzie było pełno trupów.
Iz 37,36
Co mówi Herodot
W drugiej księdze swoich Dziejów Herodot opowiada egipską historię o kapłanie, który został królem i któremu zagroził najazd władcy Asyryjczyków. Wojsko egipskie odmówiło mu posłuszeństwa, więc wyruszył z ochotnikami pod Peluzjum, na wschodniej granicy Delty. Tam w nocy na obóz najeźdźców miały wpaść polne myszy i przegryźć cięciwy, rzemienie kołczanów i uchwyty tarcz. Nazajutrz bezbronni Asyryjczycy rzucili się do ucieczki i wielu zginęło.
Cztery różnice, których nie wolno zamazać
Po pierwsze miejsce. Herodot umieszcza wydarzenie pod Peluzjum, na granicy Egiptu, a nie pod Jerozolimą. To są dwa różne kierunki kampanii i kilkaset kilometrów odległości.
Po drugie bohater. W wersji greckiej ratunek przychodzi dzięki modlitwie egipskiego kapłana do egipskiego bóstwa, a cała opowieść służy wytłumaczeniu posągu, który Herodot widział w świątyni. To jest lokalna legenda etiologiczna, spisana ku chwale konkretnego kultu.
Po trzecie czas. Herodot pisał około dwustu pięćdziesięciu lat po wydarzeniach i przekazywał to, co usłyszał od egipskich informatorów. Nie jest świadkiem ani nie korzysta z dokumentu.
Po czwarte treść. U Herodota nie ma żadnej liczby poległych, nie ma nocnej zagłady w obozie i nie ma nikogo, kto by budził się rano wśród trupów. Jest panika i ucieczka po utracie sprzętu. Zestawianie tego z liczbą stu osiemdziesięciu pięciu tysięcy jest dopisywaniem do źródła czegoś, czego w nim nie ma.
Co więc z tego zostaje
Zostaje rzecz skromniejsza, ale nie bez wartości. W Egipcie krążyła po wiekach opowieść o tym, że wyprawa Sennacheryba skończyła się nagłą katastrofą, której przyczyna nie była militarna. Niezależnie od tego, co naprawdę zaszło, w regionie pamiętano, że asyryjski król poniósł wtedy porażkę — mimo że jego własne teksty żadnej porażki nie odnotowują, bo odnotowywać nie mogły.
Część badaczy zwraca też uwagę, że myszy i szczury bywały w starożytności kojarzone z zarazą, co pozwala widzieć w tej opowieści zniekształcone wspomnienie epidemii w obozie. To interpretacja możliwa i rozsądna, ale pozostaje interpretacją — Herodot o zarazie nie pisze.
Co mówi strona asyryjska
Warto sprawdzić trzeciego uczestnika sprawy. Annały Sennacheryba opisują wyprawę na Judę obszernie: wyliczają zdobyte miasta, trybut, jeńców. O zdobyciu Jerozolimy nie mówią ani słowa — król chwali się jedynie tym, że zamknął w niej Ezechiasza. Jak na tekst, którego celem jest ogłoszenie pełnego sukcesu, jest to zakończenie zaskakująco skromne.
To milczenie bywa przedstawiane jako pośrednie potwierdzenie relacji biblijnej i w pewnym stopniu nim jest: gdyby Jerozolima padła, annały by o tym napisały. Nie jest natomiast potwierdzeniem tego, co według Ksiąg Królewskich zdarzyło się w obozie. Klęski własnego wojska annały po prostu nie odnotowują, więc ich milczenie w tej sprawie nie niesie żadnej informacji — ani na tak, ani na nie.
Czego to nie dowodzi
Herodot nie potwierdza liczby stu osiemdziesięciu pięciu tysięcy. Nie potwierdza też, że katastrofa dotknęła wojsko oblegające Jerozolimę, ani że wydarzyła się w noc opisaną w Księgach Królewskich. Kto powołuje się na ten fragment jako na niezależne świadectwo, przemilcza wszystkie cztery różnice naraz.
Nie jest to jednak powód, by fragment odrzucić. Jest to powód, by nazwać go tym, czym jest: śladem tradycji o klęsce Sennacheryba, zachowanej w obcym i późnym przekazie. Taki ślad ma swoją wagę w rekonstrukcji tego, co pamiętano w regionie. Wagi dowodowej wobec tekstu biblijnego nie ma żadnej i lepiej powiedzieć to wprost, niż budować na tym argument, który przy pierwszym sprawdzeniu się rozpada.







