Między rękopisami przechowywanymi w klasztorach a Biblią, którą ktoś trzyma dziś w ręku, stoi wynalazek druku i konkretna decyzja wydawnicza. Pierwsze drukowane wydanie greckiego Nowego Testamentu przygotował Erazm z Rotterdamu, a tekst, który z tego wyrósł, przyjęło się nazywać Tekstem Przyjętym. To on stoi u podstaw Biblii Gdańskiej, a przez nią jej uwspółcześnionej wersji.
Pośpiech i kilka rękopisów
Erazm nie miał do dyspozycji tego, czym dysponują dzisiejsi wydawcy. Pracował na rękopisach, do których mógł sięgnąć na miejscu — było ich niewiele i pochodziły z późnej fazy przekazu. Nie były to kopie złe, ale też nie były to świadkowie najstarsi ani najliczniej porównani.
Do tego doszła presja czasu. Prace nad wydaniem prowadzono szybko, żeby zdążyć przed konkurencją, a druk postępował równolegle z przygotowaniem tekstu. Skutki widać w pierwszym wydaniu: literówki, miejsca poprawione dopiero w kolejnych nakładach, decyzje podjęte pod terminem. Erazm sam zresztą wracał do tekstu i zmieniał go w następnych wydaniach.
Koniec Apokalipsy przetłumaczony wstecz
Najbardziej znany kłopot dotyczy końcówki Objawienia. W rękopisie, którym Erazm dysponował, brakowało ostatniego fragmentu. Zamiast szukać innego egzemplarza, wydawca sięgnął po tekst łaciński i przełożył brakujące zdania z powrotem na grekę.
Skutek jest taki, że w tym miejscu drukowany tekst grecki zawiera sformułowania, których nie ma w żadnym greckim rękopisie. Najczęściej przywoływanym przykładem jest końcowe ostrzeżenie, w którym mowa o księdze życia, podczas gdy grecka tradycja rękopiśmienna ma w tym miejscu drzewo życia.
A jeśli ktoś odejmie coś ze słów księgi tego proroctwa, odejmie też Bóg jego dział z księgi życia i ze świętego miasta, i z rzeczy, które są opisane w tej księdze.
Ap 22,19
Jest w tym gorzka ironia: zdanie ostrzegające przed odejmowaniem czegokolwiek ze słów proroctwa samo trafiło do druku w wersji zrekonstruowanej przez tłumacza. Nie było to działanie ukrywane — Erazm swoje postępowanie opisał. Było natomiast decyzją, która przeszła do setek późniejszych wydań.
Jak z wydania powstał standard
Kolejni drukarze przedrukowywali tekst Erazma z poprawkami, a każdy następny przedruk umacniał go jako oczywistą podstawę. Nazwa, która się przyjęła, pochodzi z reklamowej formuły jednego z wydawców i mówi dokładnie tyle: że tekst jest przez wszystkich przyjęty. Nie mówi, że jest najstarszy ani najlepiej poświadczony.
Na tym tekście oparto przekłady reformacyjne w wielu językach, w tym polską Biblię Gdańską. Dlatego właśnie w naszych rodzimych wydaniach z tej linii znajdują się miejsca sporne, o których osobno się dziś dyskutuje.
Grecki to była połowa sprawy
Warto pamiętać, po co Erazm wydał grecki tekst. Nie chodziło mu wyłącznie o udostępnienie oryginału. Obok kolumny greckiej wydrukował własne łacińskie tłumaczenie, odbiegające w wielu miejscach od tego, które w kościołach czytano od stuleci. To ono wywołało największy sprzeciw: zarzucano mu, że poprawia tekst uświęcony użyciem.
Odpowiedź, jakiej udzielał, jest do dziś aktualna. Przekład nie jest oryginałem, a skoro nie jest, to wolno go sprawdzać wobec tego, z czego powstał. Sprzeciw wobec tej zasady bierze się zwykle nie z troski o wierność, lecz z przywiązania do brzmienia, które się zna.
Dlaczego przekłady się różnią
Kiedy dwa polskie przekłady różnią się w konkretnym wersecie, przyczyna zwykle nie leży w tym, że jeden tłumacz zna grekę lepiej. Leży w tym, że pracowali na różnych wydaniach tekstu greckiego. Świadomość tej różnicy jest dla czytelnika ważniejsza niż spór o to, który przekład jest lepszy, bo pozwala zadać właściwe pytanie: na czym oparto to wydanie i dlaczego.
Czego to nie dowodzi
Z opisanych okoliczności nie wynika, że Tekst Przyjęty jest zepsuty ani że Biblie na nim oparte są niewiarygodne. Różnice między głównymi wydaniami greckimi dotyczą ułamka tekstu i w większości nie zmieniają sensu zdania.
Nie wynika też odwrotność: pierwszeństwo w druku i długi czas używania nie czynią z tego tekstu wersji nienaruszalnej. Rozsądne stanowisko jest takie — Tekst Przyjęty to konkretne dzieło wydawnicze o dającej się opisać historii, z zaletami i z paroma miejscami słabymi. Traktowanie go jako dzieła ludzkiego, którym jest, nie odbiera niczego samemu Pismu; przeciwnie, pozwala czytać je uważniej.







