Bywają w historii badań nad tekstem sytuacje, w których odpowiedź pojawia się pół wieku po pytaniu. Tak było z pismem, które dziś nazywamy Dokumentem Damasceńskim. Odnaleziono je dwa razy, w dwóch krajach, w odstępie pięćdziesięciu lat — i dopiero to drugie znalezisko pozwoliło zrozumieć, czym właściwie było pierwsze.
Znalezisko w Kairze
W 1896 roku z genizy kairskiej — składu zużytych rękopisów przy synagodze, do którego przez stulecia odkładano zapisane karty — wydobyto między innymi dwa średniowieczne rękopisy nieznanego wcześniej dzieła. Nie był to tekst biblijny ani znany utwór rabiniczny. Był to tekst wspólnoty religijnej, która mówiła o sobie w liczbie mnogiej, powoływała się na przymierze zawarte w ziemi Damaszku, wspominała postać zwaną Nauczycielem Sprawiedliwości i przeciwstawiała się przeciwnikom określanym własnymi, zaszyfrowanymi nazwami.
Dzieło ma dwie części. Pierwsza to napomnienie: przegląd dziejów Izraela jako historii niewierności i zachowanej reszty, z ostrzeżeniem dla słuchacza. Druga to zbiór przepisów — o szabacie, o czystości, o przysięgach, o świadkach, o stosunkach majątkowych — spisanych bardzo szczegółowo i miejscami surowszych niż to, co znamy z późniejszej tradycji rabinicznej.
Przez pół wieku nie wiadomo było, co z tym zrobić. Rękopisy są średniowieczne. Czy dzieło również? A jeśli starsze, to o ile?
Potwierdzenie z pustyni
Odpowiedź przyniosły groty qumrańskie. Wśród tysięcy fragmentów rozpoznano kopie tego samego dzieła — w grocie czwartej kilka, a ponadto pojedyncze fragmenty w grotach piątej i szóstej. Są to rękopisy starożytne, o wiele stuleci starsze od kairskich. Zgodność brzmienia z rękopisami z genizy okazała się na tyle wysoka, że o niezależnym powstaniu obu tekstów nie ma mowy: średniowieczne kopie przekazują starożytne dzieło.
Fragmenty qumrańskie dołożyły przy tym coś, czego rękopisy kairskie nie zawierały — początek i zakończenie utworu oraz partie przepisów, w tym rozbudowany katalog kar wspólnotowych. Późna kopia okazała się wierna, ale niekompletna, i dopiero zestawienie obu znalezisk dało obraz całości.
Szabat, o który wtedy spierano
Przepisy szabatowe z tego dokumentu są znakomitym tłem dla sporów opisanych w Ewangeliach. Zabraniają między innymi wydobywania zwierzęcia, które wpadło do dołu lub cysterny, w dniu szabatu. Jeszua stawia dokładnie to pytanie:
A on im odpowiedział: Któż z was, mając jedną owcę, która w szabat wpadłaby do dołu, nie chwyci jej i nie wyciągnie?
Mt 12,11
Jego rozmówcy nie byli członkami wspólnoty, z której pochodzi Dokument Damasceński, i nie ma podstaw, by ich utożsamiać. Ale sam przedmiot sporu okazuje się rzeczywisty i rozstrzygany w tamtym czasie różnie. Pytanie z Ewangelii przestaje być retorycznym wyostrzeniem, a staje się głosem w debacie, w której istniało stanowisko przeciwne — i to spisane.
Czego to nie dowodzi
Zgodność rękopisów kairskich z qumrańskimi nie dowodzi, że każda średniowieczna kopia starożytnego tekstu jest wierna. Dowodzi tego w jednym wypadku, w partiach, które da się porównać. Uogólnianie tego wyniku na cały przekaz rękopiśmienny jest skrótem.
Nie dowodzi też, że Jeszua albo Jego uczniowie znali ten dokument. Zbieżność tematu wynika z tego, że obie strony czytają tę samą Torę i muszą rozstrzygnąć te same przypadki graniczne. Do wykazania zależności potrzeba czegoś więcej niż wspólnego zagadnienia.
I nie rozstrzyga, kim była wspólnota stojąca za tym pismem ani co znaczy w nim ziemia Damaszku — czy chodzi o rzeczywistą wędrówkę, o wygnanie, czy o określenie symboliczne. Datowanie poszczególnych warstw tekstu pozostaje sporne, podobnie jak w wypadku innych rękopisów z tych grot. Pewne jest to, co da się porównać: dwa znaleziska, pół wieku odstępu, jeden tekst.







