Amenhotep IV, który przyjął imię Echnaton, w piątym roku panowania wyznaczył granice nowej stolicy na pustym odcinku wschodniego brzegu Nilu w Środkowym Egipcie. Achetaton — dziś Tell el-Amarna — powstał na surowym gruncie, działał niewiele dłużej niż jedno pokolenie i został porzucony. Dla archeologii to sytuacja rzadka: wielkie miasto z jedną, krótką warstwą osadniczą, którego nie przykryły późniejsze budowy.
Co odsłoniły wykopaliska
Badania prowadzone w Amarnie z przerwami od XIX wieku, a w ostatnich dekadach kierowane przez Barry’ego Kempa, dały obraz nie tylko rezydencji królewskiej i świątyń Atona, lecz także całego zaplecza, bez którego miasto nie mogłoby istnieć. Odkopano dzielnice mieszkalne, w których wielkie domy urzędników sąsiadowały z ciasną zabudową uboższych, warsztaty rzeźbiarzy, piekarnie pracujące na skalę zbiorowego wyżywienia, magazyny, a na pustyni za miastem osobną osadę dla robotników zatrudnionych przy grobowcach. Sam układ zdradza przedsięwzięcie zaplanowane odgórnie i zrealizowane w tempie narzuconym przez dwór.
Cmentarze, które nie miały nikogo reklamować
Najwięcej mówią jednak nie budynki, lecz cmentarzyska zwykłych mieszkańców, przebadane dopiero w ostatnich latach. Groby są ubogie: płytkie jamy, proste maty, niewiele wyposażenia. Analiza szczątków dała obraz populacji obciążonej ponad przeciętną swojej epoki. Powszechne są ślady niedożywienia i przebytych w dzieciństwie chorób, częste zmiany zwyrodnieniowe i urazy kręgosłupa u ludzi bardzo młodych, złamania oraz uszkodzenia stawów typowe dla dźwigania ciężarów. Na jednym z cmentarzy uderza udział nastolatków i młodych dorosłych — pochowanych w wieku, w którym dopiero wchodzi się w dorosłe życie.
To nie jest obraz uprzywilejowanych mieszkańców stolicy. To obraz ludzi, na których barkach spoczęła realizacja królewskiego pomysłu: wydobycie i transport kamienia, formowanie i noszenie cegieł, obsługa budowy oraz jej zaplecza. Egipskie malowidła grobowe pokazują taką pracę od strony nadzorcy — uporządkowane rzędy robotników i skrupulatna rachuba. Kości pokazują ją od drugiej strony.
Dlaczego to ważne przy lekturze Księgi Wyjścia
Opis niewoli egipskiej jest w Torze zwięzły do granic:
I uprzykrzali im życie uciążliwą pracą przy glinie i przy cegłach, i przy każdej robocie na polu. Do wszelkiej pracy zmuszali ich bez litości.
Wj 1,14
Zdanie brzmi ogólnie, dopóki nie ma się przed oczami tego, czym w Egipcie była praca przy glinie i cegłach. Amarna dostarcza materialnej miary — nie do konkretnego wydarzenia, lecz do samego pojęcia. Wielka budowa państwowa w epoce brązu zużywała ludzi, także wtedy, gdy pracowali przy niej poddani faraona, a nie obca grupa zmuszona do robót. Tekst biblijny nie potrzebuje tu potwierdzenia; potrzebuje kontekstu, w którym jego lakoniczność przestaje być abstrakcją.
Warto zauważyć też, czego w tym opisie nie ma. Tora nie mówi o egzotycznym okrucieństwie wymyślonym specjalnie przeciwko Izraelowi, lecz o systemie pracy przymusowej, jaki Egipt stosował powszechnie. Różnicę, którą podkreśla narracja, umieszczono gdzie indziej: w tym, że Jahwe usłyszał wołanie i wyprowadził — a nie w tym, że warunki pracy były niespotykane.
Czego to nie dowodzi
Amarna nie ma udokumentowanego związku z Izraelitami. Wśród pochowanych nie wyodrębniono żadnej grupy, którą dałoby się powiązać z opisem biblijnym, a nawet gdyby taka grupa istniała, samo pokrewieństwo warunków pracy niczego by nie rozstrzygało. Miasto Echnatona powstało i upadło w XIV wieku przed naszą erą, między dwiema głównymi propozycjami datowania Wyjścia — i nie wspiera żadnej z nich.
Bioarcheologia z Amarny nie dowodzi także, że Egipcjanie traktowali robotników gorzej niż inne państwa epoki, ani że niewola opisana w Torze przebiegała identycznie. Mówi tyle: wielkie budowy w tamtym świecie kosztowały zdrowie i życie ludzi, a to odpowiada skali problemu zakładanej przez tekst biblijny. Jest to kontekst, nie dowód — i tylko tak wolno go czytać.







