W dziejach przekazu Pisma jest jeden przypadek osobliwy: tradycja, która ten tekst przechowywała, sama przekazuje listę miejsc, gdzie dawni skrybowie mieli w niego ingerować. Nazywa się je tikune soferim, czyli poprawkami skrybów. Powód miał być jeden — usunięcie sformułowań uznanych za uwłaczające Bogu.
Na czym miały polegać
Mechanizm opisywany w tradycji jest prosty. W tekście stało zdanie, w którym Bóg występował w roli uznanej za niestosowną — zbyt biernej, zbyt zależnej, zbyt bliskiej ludzkiej. Skryba miał zamienić szyk albo podmiot, tak by cześć została zachowana, a treść zasadniczo ta sama.
Najczęściej przywoływanym przykładem jest scena rozmowy przed zniszczeniem Sodomy.
Wtedy ci mężczyźni odwrócili wzrok i poszli stamtąd do Sodomy, ale Abraham jeszcze stał przed Panem.
Rdz 18,22
Według przekazywanej tradycji zdanie brzmiało pierwotnie odwrotnie: to nie Abraham stał przed Panem, lecz Pan przed Abrahamem. Stanie przed kimś kojarzono z oczekiwaniem na wysłuchanie, a więc z pozycją niższą, i uznano, że nie wypada tak mówić o Bogu. Podobny wzorzec powtarza się w pozostałych miejscach z listy — chodzi o zwroty, w których zmiana szyku odsuwa skojarzenie uznane za niewłaściwe.
Dlaczego sprawa jest sporna
Trzeba to powiedzieć wprost: same wykazy nie są zgodne. Różnią się liczbą miejsc i ich składem, a liczba osiemnaście, która przylgnęła do całego zjawiska, jest jedną z podawanych, nie jedyną. Już to każe traktować listę jak tradycję, a nie jak protokół.
Drugi kłopot jest poważniejszy. Dla większości tych miejsc nie mamy rękopisu, który zawierałby wersję rzekomo pierwotną. Tekst hebrajski, dawne przekłady i znaleziska sprzed epoki masoretów zwykle zgadzają się z brzmieniem, które znamy. Odtworzenie tego, co miało stać przedtem, jest więc rekonstrukcją opartą na samej tradycji, nie na świadkach.
Trzeci kłopot tkwi w samym sposobie mówienia o tych miejscach. Część dawnych przekazów formułuje rzecz jako ingerencję skrybów, ale część mówi ostrożniej — że to Pismo wyraziło się w danym miejscu oględnie ze względu na cześć należną Bogu. Różnica jest zasadnicza: pierwsze sformułowanie opisuje czyjąś rękę zmieniającą tekst, drugie opisuje sam tekst. Ta sama tradycja przekazuje więc dwie różne wersje tego, co się właściwie stało, i nie da się ich pogodzić.
Stąd trzecia możliwość, którą wielu badaczy uważa za najbardziej prawdopodobną. Listy mogły powstać nie jako zapis rzeczywistych ingerencji, lecz jako komentarz do trudnych miejsc — sposób powiedzenia, że tekst mógłby zabrzmieć niestosownie, gdyby ułożyć go inaczej. Byłaby to więc uwaga o czci należnej Bogu, przedstawiona w formie opowieści o poprawce, a nie relacja o wydarzeniu.
Dlaczego warto o tym wiedzieć
Niezależnie od rozstrzygnięcia mamy tu sytuację godną uwagi: strażnicy tekstu przekazali dalej informację, która ich własne dzieło stawia w niewygodnym świetle. Nie wyciszyli jej, choć mogli. Ta uczciwość jest sama w sobie świadectwem, jak podchodzono do przekazu.
Dla czytelnika płynie stąd praktyczny wniosek. Ostrożność wobec tekstu i szacunek do niego nie stoją w sprzeczności. Ci sami ludzie, którzy liczyli litery w księgach, potrafili zapisać uwagę, że w kilku miejscach coś mogło zostać zmienione.
Czego to nie dowodzi
Lista poprawek nie dowodzi, że tekst hebrajski był przerabiany dla wygody. Nie ma na to potwierdzenia w rękopisach, a nawet gdyby przyjąć wszystkie przekazywane przypadki, mówimy o kilkunastu miejscach w całym Starym Testamencie, w których zmiana dotyczy szyku, nie treści.
Nie dowodzi też czegoś odwrotnego — że nic takiego się nie zdarzyło. Sama tradycja mówi, że zdarzyć się mogło, i nie jest to głos, który wolno zbyć milczeniem. Uczciwa odpowiedź brzmi: mamy przekazaną listę, mamy poważne wątpliwości co do jej dosłownego rozumienia i nie mamy narzędzi, by tę sprawę zamknąć. Kto podaje te osiemnaście miejsc jako ustalony fakt, przekracza to, co da się wykazać.







