Wyobrażenie złotego cielca ukształtowało w kulturze malarstwo i film: wielki, lśniący posąg na cokole, wokół którego tańczy tłum. Znalezisko z Aszkelonu, dokonane w 1990 roku przez ekspedycję kierowaną przez Lawrence’a Stagera, pozwala to wyobrażenie skonfrontować z rzeczywistością archeologiczną — i skala okazuje się zupełnie inna.
Co znaleziono
Przedmiot ma około jedenastu centymetrów długości. Jest to figurka byczka odlana z brązu i pokryta srebrną blachą, wykonana ze starannością, która nie pozostawia wątpliwości co do jej przeznaczenia. Znaleziono ją wraz z ceramicznym modelem kapliczki — niewielkim glinianym domkiem z wejściem, w którym figurka była przechowywana. Całość pochodzi z okresu środkowego brązu i wiąże się z rejonem sanktuarium przy wale obronnym miasta.
Trzy rzeczy w tym znalezisku są pouczające. Po pierwsze, rozmiar: nie kolos, lecz przedmiot mieszczący się w dłoniach, przenośny, dający się schować. Po drugie, technika: rdzeń z metalu pospolitego pokryty warstwą metalu szlachetnego. Wizerunek nie musiał być z litego złota, żeby być złotym w potocznym rozumieniu — i tak właśnie wykonywano wtedy większość kosztownych figur. Po trzecie, kontekst: figurkę trzymano w modelu świątyni, czyli traktowano jako mieszkańca kapliczki, a nie jako ozdobę.
Jak to zmienia lekturę Księgi Wyjścia
Opis wykonania cielca staje się przy takim tle znacznie bardziej konkretny.
Gdy on przyjął je z ich rąk, ukształtował je rylcem i uczynił z nich odlanego cielca. I powiedzieli: Oto są twoi bogowie, Izraelu, którzy cię wyprowadzili z ziemi Egiptu.
Wj 32,4
Ilość kruszcu potrzebna do pokrycia niewielkiego rdzenia jest niewielka i mieści się w tym, co grupa ludzi mogła mieć przy sobie w postaci kolczyków. Czas wykonania też przestaje być problemem: to praca na godziny, nie na miesiące. Opis, czytany przez pryzmat kolosa z obrazu olejnego, wydaje się nieprawdopodobny; czytany przez pryzmat figurki z Aszkelonu, przestaje nim być.
Osobno warto wspomnieć o innym znalezisku — otwartym miejscu kultu w górach Samarii, gdzie odsłonięto figurkę byka z brązu z epoki żelaza. Pokazuje ono, że motyw ten był w tym kraju obecny również później, poza kontekstem miejskim, na wzgórzach.
Co byk oznaczał
W ikonografii lewantyńskiej byk najczęściej nie był samym bóstwem, lecz jego podstawą: bóstwo przedstawiano stojące na grzbiecie zwierzęcia albo byk zastępował je jako znak siły i burzy. Ma to znaczenie dla odczytania sceny z Księgi Wyjścia. Możliwe, że wykonany przedmiot miał być nie rywalem, lecz podstawą — widzialnym oparciem dla Tego, który wyprowadził lud z Egiptu, co tłumaczyłoby, dlaczego zaraz potem ogłoszono święto ku czci Jahwe.
Jest to jednak odczytanie, a nie ustalenie, i tak trzeba je podawać. Dla oceny czynu w samym tekście nie zmienia ono zresztą wiele: zakaz z Dekalogu dotyczy sporządzania podobizny, a nie tylko oddawania czci obcemu bogu. Sprzeniewierzenie polegało na sposobie, nie wyłącznie na adresacie.
Czego to nie dowodzi
Figurka z Aszkelonu nie ma nic wspólnego z wydarzeniem opisanym w Księdze Wyjścia i nie należy sugerować, że je potwierdza. Pochodzi z kananejskiego miasta, z okresu wcześniejszego, i została wykonana dla zupełnie innego kultu. Powiązanie jest typologiczne: pokazuje, jak takie przedmioty wyglądały i jak je robiono, a nie że akurat ten opisany istniał.
Nie dowodzi też niczego w drugą stronę. Brak znaleziska dającego się połączyć ze sceną spod góry jest dokładnie tym, czego należałoby oczekiwać — przedmiot został według tekstu zniszczony, a metal odzyskany, więc nie ma czego szukać. Argument z milczenia nie ma tu zastosowania w żadnym kierunku. Realna wartość tego znaleziska polega na czymś skromniejszym i pewniejszym: odbiera opisowi z Księgi Wyjścia nierealną skalę, którą dołożyła mu późniejsza wyobraźnia.







