Upadek Samarii bywa opowiadany jako zakończenie. Dla mieszkańców tej ziemi był początkiem: państwo zniknęło, a na jego miejscu powstała jednostka administracyjna imperium, którą teksty asyryjskie nazywają Samerina.
Deportacja w obie strony
Sargon II opisuje w swoich inskrypcjach, że uprowadził mieszkańców miasta, wcielił część ich wojowników do własnej armii, odbudował ośrodek i osadził w nim ludzi z krajów, które sam podbił, a na czele postawił namiestnika i nałożył podatek taki jak na Asyryjczyków. Liczba uprowadzonych, podawana jako nieco ponad dwadzieścia siedem tysięcy, różni się o kilkanaście osób między kopiami tekstu — drobiazg, ale pouczający, bo pokazuje, że skryba przepisywał, a nie liczył.
Tekst hebrajski opisuje drugą stronę tej samej operacji.
Potem król Asyrii sprowadził ludzi z Babilonu, z Kuta, z Awwa i z Chamat, i z Sefarwaim i osiedlił ich w miastach Samarii zamiast synów Izraela. Oni zaś posiedli Samarię i mieszkali w jej miastach.
2 Krl 17,24
Zestawienie jest zgodne co do mechanizmu. Asyria stosowała przesiedlenia dwukierunkowe jako narzędzie polityczne: wywożono elitę i rzemieślników, sprowadzano obcych, a zmieszana ludność nie miała wspólnej pamięci, wokół której mogłaby zorganizować bunt. Ta praktyka jest udokumentowana w wielu tekstach imperium, niezależnie od Biblii.
Gdzie kończy się archeologia
Teraz część, którą popularne opracowania zwykle omijają. Praktyka deportacji jest potwierdzona tekstowo, ale wskazanie w konkretnej warstwie ludzi z Kuta albo z Sefarwaim jest w praktyce niewykonalne. Osadnicy przywożeni na nowe miejsce w ciągu jednego czy dwóch pokoleń używali miejscowych naczyń, budowali miejscowymi technikami i zostawiali po sobie materiał nie do odróżnienia od tła.
W Samarii i okolicy widać po 722 roku kontynuację osadnictwa, obecność ceramiki w typie asyryjskim oraz przedmioty świadczące o działaniu administracji imperium. Nie widać natomiast wyraźnych enklaw obcej ludności. To nie jest argument przeciw relacji biblijnej — po prostu archeologia nie ma tu narzędzia, które by tę relację potwierdziło lub obaliło.
Kto właściwie zdobył Samarię
Przy okazji wychodzi tu drugi problem, o którym rzadko się wspomina. Księgi Królewskie przypisują oblężenie Salmanasarowi, a Sargon II w swoich tekstach chwali się zdobyciem miasta jako własnym czynem. Rozwiązania proponuje się dwa: albo miasto padło jeszcze za Salmanasara, a Sargon przypisał sobie cudzy sukces zaraz po objęciu tronu, albo oblężenie zaczął jeden władca, a dokończył drugi. Sporu nie da się dziś rozstrzygnąć, bo obie strony miały powód, by opowiadać po swojemu.
Skutek długofalowy
Z tej operacji wyrosło środowisko, które Księgi Królewskie opisują jako czczące Jahwe i jednocześnie zachowujące dawne kulty przywiezione z rodzinnych stron.
Te narody więc bały się Pana i służyły swoim rytym bożkom, zarówno ich dzieci, jak i dzieci ich dzieci. Jak czynili ich ojcowie, tak i oni czynią aż do dziś.
2 Krl 17,41
Spór między mieszkańcami tego terenu a Judejczykami ciągnie się przez wieki i jest wciąż żywy w czasach Ewangelii — Jeszua rozmawia z Samarytanką przy studni i mówi wprost, że jej wspólnota czci to, czego nie zna. Warto jednak pamiętać, że droga od asyryjskich osadników do wspólnoty samarytańskiej z jej świątynią na Garizim była długa, a jej kolejne etapy są przedmiotem osobnych badań.
Czego to nie dowodzi
Teksty Sargona nie dowodzą, że Samarytanie pochodzą wyłącznie od sprowadzonych osadników. Taki obraz jest uproszczeniem, którym posługiwała się także późniejsza polemika: na tej ziemi została ludność miejscowa, a deportacja objęła elitę i część mieszkańców miasta, nie cały kraj.
Nie dowodzą też, że wyliczenie pięciu miast pochodzenia w Księgach Królewskich jest kompletne albo dosłowne. Asyryjskie źródła mówią ogólnie o ludach z podbitych krajów i nie podają tej listy. Zgodność dotyczy więc praktyki, nie szczegółów — i tylko w takim zakresie wolno o niej mówić.







