Krótka uwaga Marka o kobiecie chorej od dwunastu lat czytana jest zwykle jako zdanie o pieniądzach. Jest to jednak także zdanie o medycynie — i to takie, którego ciężar widać dopiero po obejrzeniu narzędzi.
I wiele wycierpiała od licznych lekarzy, i wydała wszystko, co miała, a nic jej nie pomogło, przeciwnie, pogarszało jej się;
Mk 5,26
Komplet z zasypanego miasta
Miasta u stóp Wezuwiusza zachowały zestawy instrumentów medycznych w stanie, jakiego nie daje żadne inne stanowisko: kompletne, poukładane, w miejscu pracy. Znane są też pojedyncze narzędzia i całe skrzynki z innych części imperium. Zestaw obejmuje skalpele z brązową rękojeścią i wymiennym ostrzem żelaznym, sondy i szpatułki o różnych końcówkach, pincety, kleszczyki, haczyki do odciągania tkanki, dźwignie i piły do kości, bańki do stawiania, cewniki oraz wzierniki o wyrafinowanej konstrukcji z przekładnią śrubową.
Uderza jedna rzecz: kształty. Znaczna część tych narzędzi jest w zarysie identyczna z dzisiejszymi. Pinceta, haczyk i skalpel osiągnęły postać, od której nie ma sensu odchodzić, i osiągnęły ją bardzo wcześnie. Różnica leży gdzie indziej — w tym, czego w tym zestawie nie ma.
Widać w nim także rozdział materiałów, przemyślany na tyle, że łatwo go przeoczyć. Rękojeści i korpusy wykonywano z brązu, który nie rdzewieje i daje się odlać w skomplikowanym kształcie; ostrza z żelaza, bo tylko ono trzyma krawędź. Ostrze było przy tym częścią wymienną, osadzaną w gnieździe rękojeści. Dla archeologa oznacza to rzecz przykrą: żelazne ostrza zwykle skorodowały do końca i z narzędzia zostaje sam uchwyt.
Czego brakowało
Nie było znieczulenia w naszym rozumieniu. Sięgano po wywary z maku i mandragory oraz po wino, co przytępia ból, ale nie znosi go i nie unieruchamia chorego. Nie było też pojęcia zakażenia. Narzędzia myto i przecierano, bo tak wypadało, a nie dlatego, że rozumiano, przed czym to chroni; ten sam instrument wracał do skrzynki po zabiegu u kolejnego pacjenta. Zabieg chirurgiczny był więc krótką i brutalną koniecznością, a największym zagrożeniem nie było samo cięcie, lecz to, co działo się później.
W tym świetle zdanie o kobiecie, która wiele wycierpiała od lekarzy, przestaje być przenośnią. Opisuje serię prób leczenia w medycynie, która dysponowała ostrymi narzędziami, rozbudowaną teorią i bardzo ograniczoną skutecznością.
Lekarz w otoczeniu Pawła
Pozdrawia was Łukasz, umiłowany lekarz, i Demas.
Kol 4,14
Łukasz jest w Nowym Testamencie nazwany lekarzem i to jedyna informacja, jaką na ten temat mamy. Zawód medyczny nie był wtedy regulowany: nie istniał egzamin ani licencja, a wykształcenie zdobywano przy praktykującym mistrzu albo w jednej ze szkół lekarskich świata greckiego. Tytuł mówi więc, czym ktoś się zajmował, i nic nie mówi o poziomie jego przygotowania.
Kto naprawdę leczył
Trzeba dodać rzecz, którą narzędzia z bogatych miast łatwo przesłaniają. W galilejskiej wiosce lekarz z pełnym zestawem instrumentów był zjawiskiem rzadkim albo nieobecnym. Leczono w domu: ziołami, okładami, oliwą i winem na rany, postem, a przede wszystkim czekaniem. Położne odbierały porody, a wiedza krążyła w rodzinie, nie w traktatach. Medycyna narzędziowa była zjawiskiem miejskim i kosztownym.
Czego to nie dowodzi
Z Judei i Galilei nie znamy zestawu narzędzi porównywalnego z tymi z Italii, więc obraz opieramy na analogii z innego regionu imperium — i nie wiemy, jak dalece medycyna prowincji za nim nadążała. Narzędzia pokazują, co można było zrobić, a nie co robiono najczęściej ani z jakim skutkiem; wskaźników wyleczeń nie da się z instrumentów odczytać. Nie wynika z nich też nic o chorobie kobiety z Ewangelii ani o metodach, którymi ją leczono — tekst nie podaje ani jednego, ani drugiego.







