Byblos jest jednym z lepiej opisanych miast fenickich. Znamy stamtąd inskrypcje królewskie, sarkofag władcy z długim napisem i stele wotywne — teksty czytelne, przetłumaczone i wykorzystywane w badaniach nad historią Lewantu. A jednak najbardziej zagadkowe pismo tego miasta pozostaje nieodczytane.
Czym jest to pismo
Chodzi o niewielki zbiór, liczący kilkanaście inskrypcji, zapisanych systemem znaków, którego nie da się przypisać do żadnego znanego pisma. Znaki wyglądają jak uproszczone rysunki i częściowo przypominają egipskie hieroglify, ale nie są nimi — nie odpowiadają egipskim wartościom i nie układają się w egipskie formuły. Stąd nazwa pseudohieroglificzne: wygląda jak, ale nie jest.
Kluczowa obserwacja dotyczy liczby znaków. Jest ich wyraźnie więcej niż w alfabecie, ale wyraźnie mniej niż w piśmie hieroglificznym czy klinowym. Taki rozmiar zestawu zwykle wskazuje na system sylabiczny: znak odpowiada nie pojedynczemu dźwiękowi i nie całemu słowu, lecz sylabie. Byblos leżało dokładnie na styku świata egipskiego i kananejskiego, więc powstanie tam własnego, pośredniego rozwiązania jest zupełnie prawdopodobne.
Dlaczego odczytanie się nie udaje
Powodów jest kilka i wszystkie sprowadzają się do braku materiału.
Po pierwsze, korpus jest mały. Odczytanie nieznanego pisma wymaga statystyki — trzeba widzieć, które znaki powtarzają się często, które stoją na początku wyrazów, które kończą formuły. Przy kilkunastu tekstach takich prawidłowości prawie nie widać.
Po drugie, nie ma bilingwy. Pismo fenickie odczytano dzięki zabytkom z równoległym tekstem greckim; egipskie hieroglify dzięki kamieniowi z trzema wersjami tego samego dekretu. Dla pisma z Byblos żaden taki punkt zaczepienia nie istnieje.
Po trzecie, nie wiemy na pewno, jaki język zapisano. Zwykle zakłada się, że kananejski — bo takim mówiono w Byblos — ale to założenie, a nie ustalenie. Jeśli jest błędne, każda próba dopasowania znaków do kananejskich słów musi zawieść.
Ogłoszenia odczytania
Co pewien czas pojawiają się doniesienia, że pismo z Byblos zostało rozszyfrowane. Propozycje bywają rozbudowane, opatrzone tabelami wartości znaków i tłumaczeniami całych inskrypcji. Żadna z nich nie została przyjęta przez badaczy jako rozstrzygnięcie.
Powód odrzucenia jest zwykle ten sam i wart zapamiętania, bo dotyczy nie tylko tego pisma. Przy małym korpusie i nieznanym języku prawie zawsze da się skonstruować przypisanie znaków, które da tekst brzmiący sensownie. Liczba stopni swobody jest tak duża, że sensowny wynik nie jest dowodem poprawności — mógł powstać przypadkiem. Sprawdzianem odczytania jest przewidywalność: czy zaproponowany klucz działa na tekstach, których nie użyto przy jego budowaniu, i czy inni badacze, stosując go niezależnie, otrzymują to samo. Tego sprawdzianu dotąd nic nie przeszło.
Dlatego status tego hasła trzeba opisać uczciwie jako niejednoznaczny. Nie jest tak, że nikt nie próbował ani że nikt nie ogłosił sukcesu. Jest tak, że żaden z ogłoszonych sukcesów nie przekonał środowiska, a kolejne propozycje wzajemnie się wykluczają.
Po co o tym pisać
Bo studzi. Doniesienia o odczytaniu starożytnego pisma trafiają do mediów w formie gotowego wyniku, bez informacji o tym, czy wynik został sprawdzony. Znajomość jednego przypadku, w którym takie ogłoszenia powtarzają się od dawna i za każdym razem upadają, pozwala czytać kolejne z właściwą ostrożnością — również te, które dotyczą inskrypcji związanych z Pismem.
Czego nie wiemy
Nie wiemy, co jest napisane w inskrypcjach z Byblos. Nie wiemy, jaki język zapisano. Nie wiemy na pewno, czy system jest sylabiczny, choć liczba znaków to sugeruje. Nie wiemy, kiedy powstał ani jak długo był w użyciu, bo datowanie opiera się na kontekście części zabytków i na porównaniach stylistycznych.
Nie wiemy wreszcie rzeczy najciekawszej: czy pismo z Byblos jest ogniwem prowadzącym do alfabetu, czy odrębną, zakończoną ślepo próbą. Jedno i drugie jest możliwe, a rozstrzygnąć mógłby dopiero dłuższy tekst albo bilingwa. Na razie ich nie ma.







