Kto zajrzy do wczesnego chrześcijańskiego rękopisu, natknie się na coś, czego nie ma w papirusach niechrześcijańskich tej samej epoki. W miejscach, gdzie spodziewamy się imienia Boga, Mesjasza albo słowa Duch, stoi skrót: dwie lub trzy litery przekreślone u góry poziomą kreską. Praktykę tę nazywa się dziś nomina sacra, czyli imiona święte.
Na czym polega zabieg
Skrót powstaje przez pozostawienie pierwszej i ostatniej litery wyrazu, czasem z jedną dodatkową w środku, a wszystko zostaje spięte kreską nad literami. Kreska jest tu istotna: w piśmie greckim oznaczała między innymi liczbę, więc czytelnik od razu wiedział, że ma przed sobą zapis szczególny, a nie zwykłe słowo. Skrót nie miał zaoszczędzić miejsca — na tym samym wersie kopista rozpisuje w całości wyrazy dłuższe i częstsze.
Zestaw skracanych słów jest niewielki i zaskakująco stały. Obejmuje przede wszystkim imię Boże, imię Mesjasza, tytuł Pan, słowo Duch — a w dalszej kolejności kilka innych, przy których praktyka bywa już mniej konsekwentna. To nie jest ogólny system skrótów, tylko wyróżnienie wąskiej grupy wyrazów.
Skąd się to wzięło
Najbardziej prawdopodobne tło jest żydowskie. W tradycji hebrajskiej imię własne Boga, zapisywane czterema spółgłoskami, traktowano odrębnie: bywało wypisywane innym krojem pisma, dawnym alfabetem albo zastępowane w wymowie innym słowem. Zapisujący nie skracał go, ale wyodrębniał wzrokowo. Chrześcijańscy kopiści piszący po grecku zrobili to samo innym środkiem — nie zmianą kroju, lecz skrótem z kreską.
Znaczące jest, które słowa do tego zestawu weszły. Imię Jeszui traktowano dokładnie tak samo jak imię Boże. Nie jest to rozstrzygnięcie doktrynalne wyłożone w zdaniu, tylko odruch ręki kopisty — i właśnie dlatego jest wymowne. Odruch pokazuje, co uznawano za oczywiste, zanim ktokolwiek zaczął to formułować w sporach.
Do czego to służy dzisiaj
Praktyka ma zastosowanie całkowicie praktyczne. Fragment papirusu wielkości znaczka pocztowego, na którym nie widać żadnego rozpoznawalnego zdania, bywa mimo to identyfikowalny — jeśli zawiera choćby jeden taki skrót, prawie na pewno pochodzi z rękopisu chrześcijańskiego. Kreska nad dwiema literami rozstrzyga sprawę, której nie rozstrzygnęłaby sama treść.
Sposób skracania bywa też wskazówką co do czasu powstania. Zestaw słów objętych zwyczajem rozszerzał się stopniowo, a forma skrótów ulegała ustaleniu, więc rękopis stosujący wersję rozbudowaną trudno umieścić w najwcześniejszym okresie. Jest to przesłanka pomocnicza, nie metoda samodzielna, ale w papirologii liczy się każda niezależna wskazówka.
Czego to nie dowodzi
Obecność takich skrótów nie mówi nic o tym, że dany rękopis przekazuje dobry tekst. Kopista mógł skracać imiona zgodnie ze zwyczajem i przy tym mylić się w każdej innej linijce. To znak przynależności do tradycji, nie świadectwo staranności.
Nie da się też z tego zwyczaju wyprowadzić rozstrzygnięcia sporu o to, jak brzmiało imię Boże i jak je wymawiano. Skrót zasłania litery, więc zapis nie przekazuje pełnej formy słowa — a zwyczaj mówi o czci wobec imienia, nie o jego brzmieniu. Kto chce dochodzić wymowy, musi sięgać do innych świadectw, i tam odpowiedzi bywają niepewne.
Wreszcie zrównanie traktowania imion, choć wymowne, jest przesłanką, a nie dowodem. Kopista nie zostawił wyjaśnienia, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. Wolno powiedzieć, że imię Jeszui otaczano od bardzo wczesnego czasu takim samym szacunkiem jak imię Boże — i tu należy się zatrzymać. Cała teologia wyprowadzana z jednej kreski nad literami byłaby budowana na materiale, który jej nie udźwignie.







