W latach trzydziestych XX wieku amerykański badacz Nelson Glueck przeszedł pieszo ogromne obszary dzisiejszej Jordanii, zbierając z powierzchni skorupy naczyń i notując położenie stanowisk. Metoda była wtedy nowa i bardzo wydajna: zamiast kopać jedno wzgórze przez dekadę, można było w kilka sezonów zarejestrować setki miejsc i na podstawie typów ceramiki określić, kiedy każde z nich było zamieszkane. Wyniki tej pracy przez pokolenie kształtowały dyskusję o Wyjściu.
Wniosek, który zdawał się rozstrzygać
Glueck ustalił, że na terenach późniejszego Edomu, Moabu i Ammonu osadnictwo zamiera na kilka stuleci i wraca dopiero około XIII wieku przed Chrystusem. Wniosek nasuwał się natychmiast: skoro wcześniej nie było tam zorganizowanych królestw, to opisane w Księdze Liczb pertraktacje z władcami nie mogły się odbyć przed tą datą.
Potem Mojżesz wysłał z Kadesz posłańców do króla Edomu, mówiąc: Tak mówi twój brat Izrael: Ty znasz całą udrękę, która nas spotkała;
Lb 20,14
Prośba o przejście zakłada istnienie państwa, które może jej odmówić, granic, które można przekroczyć, i drogi, którą ktoś kontroluje.
Pozwól nam, proszę, przejść przez twoją ziemię; nie pójdziemy przez pola ani przez winnice i nie będziemy pić wód ze studni. Pójdziemy drogą królewską, nie zboczymy ani w prawo, ani w lewo, dopóki nie przejdziemy twoich granic.
Lb 20,17
Ta sama prośba powtarza się nieco dalej, skierowana do innego władcy.
Pozwól nam przejść przez twoją ziemię; nie pójdziemy ani przez pola, ani przez winnice; nie będziemy pić wód ze studni. Pójdziemy drogą królewską, dopóki nie przejdziemy twoich granic.
Lb 21,22
Argument działał w dwie strony naraz i to zapewniło mu popularność. Zwolennikom późnego datowania Wyjścia dawał twarde oparcie: skoro królestwa powstają w XIII wieku, to wtedy właśnie musiało dojść do przejścia. Zwolennikom datowania wcześniejszego odbierał grunt. Przez lata cytowano to jako przykład archeologii rozstrzygającej spór egzegetyczny.
Co się okazało później
Późniejsze wykopaliska — prowadzone tam, gdzie Glueck chodził po powierzchni — znalazły materiał ze środkowej i późnej epoki brązu w miejscach, które według badań powierzchniowych miały być wtedy puste. Model pustej Transjordanii został porzucony.
Powód okazał się prozaiczny i pouczający. Badanie powierzchniowe mierzy nie to, czy ludzie tam byli, lecz to, czy zostawili na wierzchu rozpoznawalne skorupy. Ludność pasterska, mieszkająca w namiotach i przemieszczająca się sezonowo, nie zostawia prawie niczego. Warstwy starsze bywają przykryte młodszą zabudową i na powierzchnię nie wychodzą. Ceramika niektórych okresów jest mniej charakterystyczna albo gorzej przetrwała. Wreszcie erozja i uprawa przemieszczają materiał w sposób, którego z góry nie widać.
Innymi słowy: Glueck zmierzył widoczność, a odczytał to jako istnienie. Nie był to błąd niedbalstwa — była to granica narzędzia, której wtedy jeszcze nie znano.
Dlaczego to ważniejsze niż sam Edom
Ten sam badacz bywa dziś przywoływany za twierdzenie, że żadne odkrycie archeologiczne nigdy nie zaprzeczyło żadnej wzmiance biblijnej. Zdanie to zrobiło ogromną karierę w literaturze popularnej i jest — niezależnie od sympatii — nie do obrony jako reguła, bo z góry przesądza wynik badania. Los jego własnego, najgłośniejszego ustalenia pokazuje zresztą, jak niebezpieczne są zdania tego rodzaju: to samo pole materiałowe raz obalało narrację, raz ją potwierdzało, w zależności od zastosowanej techniki.
Wniosek praktyczny dla czytelnika jest prosty. Kiedy słyszy, że archeologia coś rozstrzygnęła, warto zapytać najpierw, jaką metodą — bo od metody zależy, czego w ogóle mogła nie zobaczyć.
Czego to nie dowodzi
Korekta ustaleń Gluecka nie dowodzi, że królestwa Edomu i Moabu istniały w czasie wędrówki. Dowodzi tylko, że wcześniejsze twierdzenie o ich nieistnieniu było oparte na metodzie niezdolnej do wykrycia osadnictwa pasterskiego. Brak dowodu przestał być dowodem braku — to wszystko, i nic ponadto.
Nie dowodzi też, że badania powierzchniowe są bezwartościowe; przeciwnie, zbudowały mapę stanowisk, z której korzysta się do dziś. Datowanie Wyjścia pozostaje nierozstrzygnięte i ta historia niczego w tej sprawie nie przesądza — usuwa tylko jeden z argumentów, którymi próbowano ją przesądzić. Największa wartość tego przypadku jest metodologiczna: pokazuje, że w archeologii wynik ujemny bywa cechą narzędzia, a nie cechą przeszłości.







