Przejdź do treści
Za darmo, bez reklam i opłat.Poznaj misję
Odkryjbiblie.pl
Odkrycia archeologiczne

Naos z el-Arisz — jak z mitu o Szu i Gebie zrobiono relację z Wyjścia

Granitowy naos z el-Arisz krąży po internecie jako egipski dowód Wyjścia. Jego tekst jest mitem o panowaniu bogów — pokazujemy, na czym polega ta manipulacja.

Kamil Sasuła
1 sierpnia 2026 · 3 min czytania
Naos z el-Arisz — jak z mitu o Szu i Gebie zrobiono relację z Wyjścia
Wielkość pisma
Wielkość pisma: 100%

W polskim internecie od lat krąży twierdzenie, że istnieje egipski kamień opisujący ciemność nad krajem i utonięcie faraona ścigającego uciekinierów. Chodzi o naos z el-Arisz. Obiekt jest prawdziwy, jego tekst zachowany, a twierdzenie o jego treści — fałszywe.

Czym jest ten obiekt

Naos to kamienna szafa kultowa ustawiana w świątyni, we wnętrzu której przechowywano wizerunek bóstwa. Ten konkretny, wykonany z granitu, znaleziono pod koniec XIX wieku w miejscowości el-Arisz na północnym Synaju, gdzie służył jako zwykły kamień gospodarczy. Dziś przechowuje się go w muzeum w Ismailii. Jego powierzchnię pokrywa długa inskrypcja hieroglificzna.

Sam zabytek pochodzi z epoki bardzo późnej — z ostatniej rdzennie egipskiej dynastii, czyli z IV wieku przed naszą erą. To ponad tysiąc lat po najpóźniejszej z rozważanych dat Wyjścia. Już ta okoliczność powinna gasić entuzjazm: nawet gdyby tekst opisywał opuszczenie Egiptu, byłby świadectwem odległym o kilkadziesiąt pokoleń.

Co naprawdę jest na nim napisane

Inskrypcja należy do gatunku mitologicznego. Opowiada o czasach, w których Egiptem rządzili bogowie — o panowaniu Szu, boga powietrza, i jego syna Geba, boga ziemi. Jest w niej walka z siłami wrogimi porządkowi, są dni zamętu, w których nikt nie widział twarzy sąsiada, jest burza i ciemność, jest przemieszczanie się bóstw po kraju i są nazwy miejsc we wschodniej Delcie oraz na pograniczu synajskim. Całość jest opowieścią o boskiej dynastii i o przywróceniu ładu, zapisaną w konwencji znanej z innych późnych tekstów świątynnych.

Nie ma w niej faraona ścigającego niewolników. Nie ma ludu wychodzącego z Egiptu. Nie ma Mojżesza, Hebrajczyków ani rozstąpionego morza. Postacie działające są bogami, a scena rozgrywa się w mitycznym czasie przed dynastiami ludzkimi — dokładnie tak, jak zapowiada początek tekstu.

Na czym polegał zabieg

Immanuel Velikovsky, autor koncepcji przestawiającej całą chronologię starożytną, wykorzystał ten napis w latach pięćdziesiątych XX wieku jako egipskie potwierdzenie Wyjścia. Metoda była następująca. Z długiego tekstu wybrał kilka zdań: te o ciemności, te o zamęcie, te o wodzie i te zawierające nazwy geograficzne. Resztę pominął. Wybrane fragmenty ustawił w nowej kolejności, budując z nich ciąg wydarzeń, którego w oryginale nie ma. Imiona bogów potraktował jako imiona królów, przyjmując, że Egipcjanie zapisali historię pod postacią mitu. Nazwy miejsc uznał za punkty na trasie ucieczki Izraelitów.

Efekt jest spójny — i całkowicie oderwany od źródła. Ta sama procedura zastosowana do dowolnego dłuższego tekstu pozwoli wyprodukować dowolną opowieść. Rozstrzygające jest to, że w oryginale nie ma ani jednego elementu, którego nie dałoby się wyjaśnić w ramach egipskiej mitologii, i ani jednego, który wskazywałby poza nią.

Wtedy wody wróciły i okryły rydwany i jeźdźców, i całe wojsko faraona, które weszło za nimi w morze. Nie pozostał ani jeden z nich.

Wj 14,28

Warto też zauważyć, że biblijny opis nie potrzebuje egipskiego potwierdzenia w tej formie i nigdzie go nie obiecuje. Egipskie inskrypcje królewskie nie relacjonowały klęsk — to reguła, a nie wyjątek. Oczekiwanie, że gdzieś istnieje kamień z egipskim przyznaniem się do porażki, jest oczekiwaniem wbrew naturze tego gatunku źródeł.

Czego to nie dowodzi

Naos z el-Arisz nie jest egipskim zapisem plagi ciemności ani utonięcia faraona. Nie potwierdza Księgi Wyjścia w żadnym punkcie i nie należy się na niego powoływać. Kto to robi, powtarza cudzą przeróbkę, a nie treść zabytku.

Nie dowodzi jednak także niczego przeciwnego. Z tego, że pewien tekst został źle użyty, nie wynika, że opisane w Biblii wydarzenia się nie odbyły. Fałszywy argument obala się sam, a sprawa, której miał służyć, pozostaje tam, gdzie była — do rozstrzygnięcia na podstawie innych danych.

Zostaje z tego lekcja metodologiczna, cenniejsza niż sam obiekt. Jeśli ktoś przedstawia starożytny tekst jako potwierdzenie Pisma, warto zapytać o trzy rzeczy: z jakiej epoki pochodzi zabytek, jaki jest jego gatunek i czy cytowane zdania stoją w oryginale w tej samej kolejności. Przy naosie z el-Arisz każda z tych odpowiedzi rozbraja całą konstrukcję.

AUTOR

Kamil Sasuła

Kamil Sasuła — badacz i pasjonat Pisma Świętego, twórca serwisu Odkryjbiblie.pl. Od lat zgłębia Biblię u samego źródła: hebrajskie i greckie znaczenia słów, kontekst historyczny oraz odkrycia archeologiczne potwierdzające karty Pisma.

Wszystkie wpisy autora