Marisa leżała w Idumei, na południe od Judei, na wzgórzu znanym dziś jako Tell Sandahanna. W III i II wieku p.n.e. było to zamożne miasto z regularną siatką ulic, rozbudowanym podziemiem gospodarczym i mieszaną ludnością. Pod miastem, w miękkiej skale, wykuto komory grobowe — i to one, a nie zabudowa, dają dziś najlepszy wgląd w to, jak w tym regionie wyglądała hellenizacja od strony pojedynczej rodziny.
Grobowce pod miastem
Odkryte na początku XX wieku podziemne grobowce Mareszy mają układ typowy dla epoki: długi korytarz, po bokach wnęki na ciała, wykuta ława i miejsce na naczynia. Nietypowe jest wykończenie. Ściany pokryto malowidłami, a wśród nich fryzem ze zwierząt — realnych i wziętych z wyobraźni — z greckimi podpisami przy każdym z nich. Nad wnękami wypisano epitafia, również po grecku. W jednym z grobowców zachował się napis wspominający Apollofanesa, człowieka stojącego na czele wspólnoty Sydończyków mieszkających w Marisie.
Zestaw imion z tych napisów jest tym, co najbardziej mówi o mieście. Obok imion czysto greckich stoją imiona idumejskie, zbudowane wokół imienia miejscowego bóstwa, oraz imiona fenickie. Zdarza się, że ojciec nosi imię semickie, a syn greckie — pod jednym epitafium, w jednej rodzinie, w odstępie pokolenia. Nikt tu nie wybierał raz na zawsze między jedną kulturą a drugą.
Samo miasto potwierdza ten obraz z drugiej strony. Pod domami Mareszy wykuto rozległe podziemia gospodarcze: składy, gołębniki i tłocznie oliwy. To osada żyjąca z produkcji i handlu, otwarta na przyjezdnych i na obce towary — a więc dokładnie takie miejsce, w którym kultury mieszają się szybciej niż gdzie indziej.
Co to znaczy dla obrazu epoki
Hellenizację przywykliśmy oglądać przez pryzmat konfliktu w Jerozolimie — dekretów, oporu, walki o świątynię. Marisa pokazuje jej drugie oblicze: proces powolny, oddolny i w dużej mierze bezkonfliktowy, przebiegający przez sposób grzebania zmarłych, przez język nagrobka, przez wybór imienia dla dziecka. Ludzie, których pochowano w tych komorach, nie toczyli sporu o tożsamość. Oni ją po prostu mieszali.
Miasto ma też koniec. W warstwach z schyłku II wieku p.n.e. czytelne jest zniszczenie, wiązane z podbojem Idumei przez Jana Hirkana i przymusowym włączeniem jej mieszkańców do wspólnoty żydowskiej. Grobowce, których nikt już potem nie używał, są końcem pewnego świata — a zarazem początkiem drogi, która pokolenia później wyprowadzi z Idumei ród Heroda.
Idumea w Piśmie
Idumea to późniejsza nazwa terenów zamieszkanych przez potomków Ezawa. Malachiasz mówi o nich językiem sądu:
A Ezawa znienawidziłem i wydałem jego góry na spustoszenie, a jego dziedzictwo – smokom na pustkowiu.
Ml 1,3
Warto mieć świadomość, że słowa proroka dotyczą wyboru Jahwe wobec dwóch braci i losu ich dziedzictwa, a nie oceny kultury materialnej mieszkańców Marisy w III wieku p.n.e. Między jednym a drugim leży kilka stuleci i zupełnie inny kontekst.
Czego to nie dowodzi
Malowane grobowce nie ilustrują żadnego wersetu i nie zostały wykute, by cokolwiek potwierdzać. Nie mówią nic o Jerozolimie ani o świątyni. Pokazują jedno miasto w jednym regionie.
Nie dowodzą też, że hellenizacja była zjawiskiem łagodnym. To, że w Marisie przebiegała bez śladów przymusu, nie znaczy, że tak samo wyglądała gdzie indziej — a warstwa zniszczenia z końca II wieku pokazuje, że i tu skończyła się przemocą, tyle że z przeciwnego kierunku.
I nie pozwalają orzec, w co ci ludzie wierzyli. Epitafium mówi, kto kogo pochował i w jakim języku o tym napisał. Fryz ze zwierzętami mówi o guście i o dostępnych wzorcach. Życie wewnętrzne rodziny Apollofanesa pozostaje poza zasięgiem tego materiału — i lepiej to przyznać, niż dopisywać zmarłym poglądy, których nie zostawili na ścianie.







