Na północnym końcu placu modlitewnego przy Ścianie Zachodniej rozpięty jest kamienny łuk, po którego górnej powierzchni prowadziła kiedyś droga na wzgórze świątynne. Nosi nazwę Łuku Wilsona. Przez dziesięciolecia spierano się, czy zbudował go Herod, czy raczej Rzymianie po zburzeniu miasta. W 2020 roku ogłoszono wyniki wykopalisk, które to rozstrzygnęły.
Na czym polegał problem
Łuk jest ostatnim zachowanym przęsłem konstrukcji prowadzącej z Górnego Miasta na wschód, ponad doliną, wprost na plac świątynny. Sama budowla nie ma inskrypcji fundacyjnej ani żadnego napisu, a jej kamienie obrobiono w sposób, który występuje zarówno w budownictwie herodiańskim, jak i w późniejszych naśladownictwach. Datowanie po samym wyglądzie ciosów nie wystarczało — stąd rozrzut opinii sięgający dwustu lat.
Rozrzut ten nie był teoretyczny. Poważnie proponowano, że łuk wzniesiono dopiero w okresie muzułmańskim, przy odbudowie dostępu na wzgórze, i że z herodiańskiego założenia zachował tylko formę. Skoro budowla nie mówi o sobie sama, rozstrzygnąć mogło tylko to, co leży pod spodem. Wykop poprowadzono więc pod łukiem, przez kilka metrów późniejszych warstw i zasypisk, aż do skały macierzystej.
Dwie niezależne metody
Zastosowano dwa sposoby datowania i to ich zgodność decyduje o wartości wyniku. Pierwszy to monety znajdowane w warstwach: moneta wskazuje, że warstwa powstała nie wcześniej niż data jej wybicia. Sam w sobie ten wskaźnik daje tylko granicę dolną — moneta mogła leżeć w obiegu latami.
Drugi to datowanie radiowęglowe drobin materiału organicznego zamkniętych w zaprawach i wypełniskach. Metoda ta daje przedział, nie punkt, ale przedział niezależny od tego, co mówią monety.
Wyniki obu metod zeszły się. Łuk powstał w czasach Heroda, a więc jako część tego samego przedsięwzięcia co przebudowa placu świątynnego. Nie jest budowlą rzymską ani późniejszą. Co więcej, warstwy pokazały drugą fazę: łuk został po kilku dekadach rozbudowany, podwyższony i poszerzony — czyli prace przy kompleksie świątynnym trwały jeszcze na krótko przed zburzeniem miasta.
W tym samym wykopie natrafiono na niewielką budowlę o układzie widowni, wciśniętą pod łuk. Nie została ukończona: przerwano prace, zostawiając kamienie w trakcie obróbki. Dlaczego — nie wiadomo.
Co to zmienia w czytaniu Ewangelii
Najważniejsza konsekwencja jest chronologiczna. Twarde dane pokazują, że wzgórze świątynne było w pierwszym wieku placem budowy, a nie skończonym zabytkiem. Zdanie o świątyni budowanej czterdzieści sześć lat, zapisane u Jana, przestaje być zagadką lub retoryką — opisuje sytuację, którą archeologia widzi w warstwach.
Do tego dochodzi obraz miejsca: dla przybysza wchodzącego do Jerozolimy góra była nie tylko sanktuarium, ale też placem robót, z rusztowaniami, transportem kamienia i hałasem.
Gdy wychodził ze świątyni, jeden z jego uczniów powiedział do niego: Nauczycielu, patrz, jakie kamienie i jakie budowle!
Mk 13,1
Czego to nie dowodzi
Datowanie radiowęglowe nie wskazuje roku. Daje przedział z określonym prawdopodobieństwem, a przy próbkach z tej epoki przedział ten liczy dziesięciolecia. Sformułowanie o budowie za Heroda oznacza zgodność z jego panowaniem, nie datę dzienną.
Monety również nie datują budowy wprost. Mówią jedynie, że warstwa nie mogła powstać wcześniej niż moneta — i tylko w połączeniu z drugą metodą stają się mocnym argumentem.
Wynik nie potwierdza wreszcie żadnego zdarzenia z Ewangelii. Pokazuje, że opisywane w nich realia budowlane zgadzają się z tym, co jest w ziemi. To wiele, ale to nie to samo co potwierdzenie relacji — i mieszanie obu rzeczy szkodzi zarówno archeologii, jak i tekstowi.







