Scena, w której specjaliści faraona rzucają laski zamieniające się w węże, brzmi jak bajkowy ozdobnik. Kiedy jednak zna się wyposażenie egipskiego fachowca od rzeczy nadprzyrodzonych, okazuje się, że tekst opisuje realną instytucję z realnym sprzętem.
Skrzynia spod świątyni
Pod magazynami przy świątyni grobowej Ramzesa II w zachodnich Tebach odkryto szyb, a w nim pochówek wraz z drewnianą skrzynią. W skrzyni leżał zestaw, jakiego nie znaleziono nigdzie indziej w takim komplecie: około sześćdziesięciu papirusów oraz przedmioty służące do praktyk uchodzących za skuteczne wobec sił niewidzialnych.
Papirusy okazały się mieszaniną gatunków. Są wśród nich teksty literackie, są zapisy rytualne, są recepty i zabiegi medyczne, są zaklęcia ochronne — zwłaszcza przeciw ukąszeniom i przeciw zagrożeniom czyhającym na matkę i dziecko. Ten zestaw dobrze pokazuje, czym w Egipcie była magia: nie okultystyczną ciekawostką, lecz działem wiedzy stykającym się z medycyną i z kultem świątynnym.
Obok papirusów leżały przedmioty. Zakrzywione płytki z kła hipopotama, pokryte wizerunkami istot ochronnych — używano ich do zakreślania granicy chroniącej śpiących. Figurki. Paciorki. I przedmiot, który przy tej scenie biblijnej przyciąga uwagę najbardziej: metalowa laska wygięta w kształt węża z rozszerzonym kapturem, czyli kobry.
Kobra jako narzędzie
Wąż z uniesionym kapturem był w Egipcie znakiem królewskim — wieńczył czoło faraona jako uraeus, obrońca władcy. Jednocześnie wąż był realnym zagrożeniem, a zaklinanie węży osobną specjalnością. Zachowały się egipskie teksty poświęcone rozpoznawaniu gatunków i postępowaniu po ukąszeniu, co pokazuje, jak poważnie traktowano tę dziedzinę.
Znany jest też chwyt, który do dziś stosują zaklinacze na Bliskim Wschodzie: silny ucisk karku kobry wywołuje u niej stan zesztywnienia, w którym zwierzę przypomina prosty kij. Zwolnienie ucisku przywraca ruch. Nie da się dowieść, że w epoce brązu posługiwano się dokładnie tym chwytem, bo egipskie źródła go nie opisują. Można natomiast powiedzieć bez ryzyka: wąż, laska i kapłan-specjalista należeli w Egipcie do jednego kręgu wyobrażeń i jednego zestawu narzędzi.
Co to zmienia w lekturze Wj 7
Wtedy faraon wezwał mędrców i czarowników. I ci egipscy czarownicy uczynili to samo swoimi czarami.
Wj 7,11
Wezwani ludzie nie są w tekście anonimowymi czarnoksiężnikami. Nazwa użyta w oryginale odpowiada egipskiemu tytułowi kapłana odpowiedzialnego za recytację formuł — a więc urzędnikowi świątynnemu z wykształceniem, biblioteką i wyposażeniem. Skrzynia spod Ramesseum jest materialnym śladem takiego właśnie warsztatu.
Każdy z nich rzucił swoją laskę, a zamieniły się w węże. Lecz laska Aarona pożarła ich laski.
Wj 7,12
Warto zauważyć, jak tekst rozkłada akcenty. Nie twierdzi, że specjaliści faraona nic nie potrafili — przeciwnie, przyznaje, że zrobili to samo. Rozstrzygnięcie nie następuje na poziomie efektu, tylko na poziomie tego, czyja laska pochłania czyją. To ważne dla rozumienia dalszego ciągu: opór faraona nie bierze się z braku znaku, lecz z tego, że znak został zrównoważony przez jego własnych ludzi — do momentu, w którym przestali nadążać.
Czego to nie dowodzi
Znalezisko spod Ramesseum nie ma nic wspólnego z Mojżeszem ani z Aaronem. Nie jest to laska z Księgi Wyjścia ani wyposażenie kogokolwiek z tej opowieści. Pochodzi z innej epoki niż ta, w której zwykle umieszcza się Wyjście, i z innego miejsca niż Delta.
Nie dowodzi też, że opisane wydarzenie miało miejsce. Pokazuje wyłącznie, że kategoria zawodowa, którą tekst wymienia, istniała realnie i miała określone wyposażenie. To tło, nie potwierdzenie.
Nie należy wreszcie przechodzić do wniosku odwrotnego — że skoro istniał chwyt usztywniający kobrę, to znak Aarona da się wytłumaczyć sztuczką. Tekst sam odróżnia jedno od drugiego, przypisując Egipcjanom działanie ich własnymi sposobami, a wynik konfrontacji umieszczając poza zasięgiem obu. Archeologia opisuje w tej sprawie warsztat i rekwizyty. Na pytanie, co się na tym dworze wydarzyło, nie odpowiada i odpowiedzieć nie może.







