Przy omawianiu starożytnych przekładów Pisma wymienia się zwykle Peszittę, staro-syryjskie Ewangelie i gocką Biblię Wulfili. Brakuje w tym zestawieniu trzeciej wielkiej rodziny — koptyjskiej. Brakuje niesłusznie, bo niemal wszystkie zachowane papirusy Nowego Testamentu pochodzą właśnie z Egiptu, czyli z obszaru, gdzie te przekłady powstawały.
Dwa dialekty, dwie historie
Koptyjski to późna postać języka egipskiego, zapisywana alfabetem opartym na greckim. Nowy Testament przełożono na kilka jego odmian, z których dwie mają dla badań nad tekstem znaczenie zasadnicze: sahidycką i bohairską.
Przekład sahidycki uchodzi za wcześniejszy i to on wnosi najwięcej do dyskusji o kształcie tekstu greckiego. Bohairski związał się z późniejszą praktyką kościelną i to on utrwalił się w użyciu liturgicznym. Każdy z nich ma własną historię przepisywania, a to znaczy, że są dwoma odrębnymi świadkami, a nie dwiema wersjami tego samego.
Do czego służy przekład w badaniach nad tekstem
Tłumaczenie ma dla krytyki tekstu jedną własność nie do zastąpienia: unieruchamia stan tekstu w konkretnym miejscu i czasie. Tłumacz miał przed sobą jakiś grecki egzemplarz i musiał zdecydować, co w nim stoi. Jeśli więc przekład ma określone brzmienie, znaczy to, że taki wariant grecki był wtedy w obiegu tam, gdzie pracował.
Właśnie dlatego zgodność przekładów koptyjskich z najstarszymi papirusami jest obserwacją wartą odnotowania. Nie chodzi o to, że przekład rozstrzyga spory — chodzi o to, że niezależnie potwierdza obecność pewnych odczytów w Egipcie, i to w materiale innego rodzaju niż papirus.
Granice tego świadectwa są jednak wyraźne i trzeba je znać. Koptyjski nie oddaje wszystkich rozróżnień greckich: inaczej obchodzi się z rodzajnikiem, inaczej z partykułami i szykiem. Przy wariantach dotyczących takich drobiazgów przekład po prostu milczy, bo różnica ginie w tłumaczeniu. Świadczy pewnie tam, gdzie chodzi o obecność lub brak słowa czy zdania — i nie świadczy tam, gdzie chodzi o niuans gramatyczny.
Dochodzi do tego druga warstwa niepewności: same rękopisy koptyjskie są kopiami. Między przekładem a zachowanym egzemplarzem leży własna historia przepisywania, z własnymi błędami i poprawkami. Świadectwo przekładu trzeba więc najpierw zrekonstruować, zanim się je przytoczy.
Koptyjski ma przy tym cechę wygodną dla badacza: przejął z greki nie tylko alfabet, lecz i sporo słownictwa. Tam, gdzie tłumacz zostawił grecki wyraz bez zmiany, widać go w tekście wprost, co bywa pomocne przy ustalaniu, co stało w podstawie przekładu.
Nie mniej ważny jest argument geograficzny. Skoro większość zachowanych papirusów Nowego Testamentu pochodzi z Egiptu, to przekłady powstałe na tym samym obszarze pozwalają sprawdzić, czy obraz wyłaniający się z papirusów jest obrazem tekstu tam używanego, czy tylko przypadkiem kilku ocalałych kart. Świadectwo innego rodzaju, z tego samego terenu, ma wartość kontrolną.
Czego to nie dowodzi
Zgodność przekładu z papirusami nie dowodzi, że dany odczyt jest pierwotny. Dowodzi, że był rozpowszechniony w Egipcie — a Egipt jest jednym z regionów, nie całym światem starożytnym.
Nie pozwala też datować podstawy greckiej z dokładnością, jakiej czasem się oczekuje. Wiek przekładu ustala się pośrednio, a wiek zachowanych kopii nie jest wiekiem tłumaczenia.
Nie zastępuje wreszcie rękopisów greckich. Przekład jest świadkiem cennym i niezależnym, ale zawsze pośrednim: mówi, co tłumacz zrozumiał ze swojego egzemplarza, a nie co dokładnie w tym egzemplarzu było napisane.







