Świat, w którym powstawał Nowy Testament, czytał ze zwojów. Tekst zapisywano na długim pasie papirusu nawiniętym na drążek, a lektura polegała na przewijaniu go z jednej ręki do drugiej. Tak wyglądały księgi w synagodze, w bibliotece i w kancelarii. Chrześcijanie niemal od początku robili inaczej: składali karty jedna na drugiej, zszywali je przy grzbiecie i pisali po obu stronach. To właśnie kodeks — forma, którą znamy dziś jako książkę.
Jak wygląda różnica w praktyce
Zwój ma jedną stronę użytkową; druga jest przy nawinięciu niedostępna i zwykle zostaje pusta. Kodeks wykorzystuje obie, więc na tej samej ilości materiału mieści około dwa razy więcej tekstu. Zwój przewija się od początku, żeby dojść do dowolnego miejsca; w kodeksie kartkuje się wprost do potrzebnej strony. Zwój ma ograniczoną długość, bo powyżej pewnego rozmiaru staje się nieporęczny; kodeks można rozbudowywać, dokładając składki.
Każda z tych różnic ma konsekwencje. Tańszy nośnik oznacza, że kopię stać sobie sprawić wspólnotę bez majątku. Szybki dostęp do konkretnego miejsca oznacza, że tekstu można używać do porównywania i dowodzenia, a nie tylko do czytania ciągiem. Nieograniczona pojemność oznacza, że kilka pism da się zamknąć w jednym tomie — a to z kolei sprawia, że zaczynają być postrzegane jako zbiór.
Ślady obu form w samym Piśmie
Nowy Testament powstawał w momencie przejściowym i widać to w jego własnych zdaniach. W jednym z listów pojawia się prośba o przyniesienie ksiąg i osobno pergaminów, jakby chodziło o dwa różne rodzaje materiału piśmiennego:
Płaszcz, który zostawiłem w Troadzie u Karposa, przynieś ze sobą, gdy przyjdziesz, a także księgi, zwłaszcza pergaminy.
2 Tm 4,13
Rozróżnienie jest tu wyraźne, choć nie wiadomo dokładnie, co miało oznaczać w praktyce. Z kolei obraz z Apokalipsy zakłada nośnik zwijany, zamknięty pieczęciami, których kolejne zdejmowanie odsłania dalsze partie:
I zobaczyłem w prawej ręce zasiadającego na tronie księgę zapisaną wewnątrz i na zewnątrz, opieczętowaną siedmioma pieczęciami.
Ap 5,1
Zapisanie po obu stronach jest w tym opisie sygnałem, że treści jest wyjątkowo dużo — właśnie dlatego, że przy zwoju była to rzecz niecodzienna. Obraz działa tylko wtedy, gdy czytelnik wie, jak zwykle wygląda zwój.
Dlaczego akurat chrześcijanie
Przyczyny tego wyboru nie znamy i warto to powiedzieć od razu. Wysuwano rozmaite wyjaśnienia: że kodeks był tańszy i lepiej odpowiadał wspólnotom ubogim; że łatwiej się go przenosiło, co miało znaczenie przy piśmie krążącym między miastami; że pozwalał szybko odnaleźć cytat w sporze; że forma zapisków i notatek nadawała się do tekstu traktowanego użytkowo. Możliwe też, że pierwsza kopia jakiegoś ważnego pisma przypadkiem powstała w tej formie i wzorzec się utrwalił.
Żadnego z tych wyjaśnień nie da się wykazać. Pewne jest natomiast samo zjawisko: wśród zachowanych wczesnych rękopisów chrześcijańskich kodeksy przeważają zdecydowanie, podczas gdy w piśmiennictwie niechrześcijańskim tego samego czasu wciąż dominuje zwój. Odstępstwo jest na tyle konsekwentne, że wygląda na wybór, a nie na przypadek.
Skutek długoterminowy
Ta decyzja przesądziła o kształcie książki na następne dwa tysiące lat. Kodeks wygrał ostatecznie w całym świecie śródziemnomorskim, a druk tylko utrwalił jego formę. Wszystko, co dziś wydaje się w książce naturalne — numeracja stron, spis treści, możliwość zajrzenia na koniec, oprawa, grzbiet — jest konsekwencją tego, że tekst przestano nawijać, a zaczęto składać.
Czego to nie dowodzi
Wybór kodeksu nie dowodzi niczego o treści przekazywanych pism ani o ich prawdziwości. To fakt z historii techniki i obyczaju, nie argument teologiczny. Nośnik nie uwierzytelnia tego, co na nim zapisano.
Nie dowodzi też, że chrześcijanie wynaleźli kodeks. Forma ta istniała wcześniej i była używana do zapisków, rachunków i tekstów użytkowych. Nowe było to, że sięgnięto po nią do pism uznawanych za święte, a więc tam, gdzie obyczaj nakazywał zwój.
Nie da się wreszcie z formy nośnika wnioskować o dacie ustalenia kanonu. To, że kilka pism zmieściło się w jednym tomie, ułatwiało traktowanie ich jako zbioru, ale nie było decyzją o tym, co do zbioru należy. Kodeks stworzył możliwość; rozstrzygnięcia zapadały osobno i później.







