Większość wielkich rękopisów Ewangelii powstała w ośrodkach, które stać było na zawodowych kopistów: w Aleksandrii, Cezarei, Konstantynopolu. Kodeks Koridethi jest wyjątkiem od tej reguły. Przechowywano go w klasztorze na Kaukazie, w Gruzji, z dala od głównych centrów greckiej kultury piśmienniczej — i widać to po samym piśmie.
Ręka, która nie należała do zawodowca
Litery w tym kodeksie są nierówne, prowadzone ciężko, bez wprawy właściwej warsztatom skryptoryjnym. Wygląda to na pracę kogoś, kto grekę raczej odrysowywał, niż nią pisał — kopisty, dla którego język oryginału nie był językiem własnym. Taka obserwacja nie jest złośliwością wobec dawnego rzemieślnika. Ma konsekwencje.
Kopista nieswobodny w języku rzadziej poprawia to, co przepisuje. Nie wygładza składni, nie ujednolica równoległych miejsc w Ewangeliach, nie podmienia rzadkiego słowa na częstsze, bo nie odróżnia rzadkiego od częstego. Efektem jest tekst mniej wypolerowany, ale wierniejszy egzemplarzowi, z którego go przepisywano. Paradoksalnie im gorszy grecysta siedział nad kartą, tym cenniejsze bywa jego świadectwo.
Odrębny tekst Marka
Kiedy przyjrzano się temu rękopisowi uważnie, okazało się, że w Ewangelii Marka nie idzie on za żadną z form tekstu najlepiej wtedy opisanych. Nie należy ani do tradycji, którą reprezentują najstarsze rękopisy egipskie, ani do rozpowszechnionej formy bizantyjskiej, ani do tekstu tak zwanego zachodniego. Ma czytania własne, a przy tym powtarzalnie zgadza się z pewną grupą innych rękopisów.
To odkrycie miało wagę większą niż sam kodeks. Zgodność kilku rękopisów pochodzących z różnych stron świata w tych samych miejscach oznacza bowiem, że przepisywano je z pokrewnych wzorców — że istniała jeszcze jedna, wcześniej niewyodrębniona tradycja tekstu Marka. Rękopis z gruzińskiego klasztoru okazał się więc nie ciekawostką z peryferii, lecz punktem, wokół którego dało się zebrać rozproszone dotąd świadectwa.
Dlaczego akurat Marek
Warto zauważyć, że odrębność ujawnia się przede wszystkim w drugiej Ewangelii. W pozostałych rękopis trzyma się bliżej form powszechnych. Nie jest to niczym niezwykłym: kodeks ewangeliczny bywał składany z kart przepisywanych z różnych źródeł, a Ewangelie krążyły również pojedynczo, zanim zaczęto je regularnie łączyć w jeden tom. Jeden rękopis potrafi więc nieść cztery księgi o czterech różnych rodowodach tekstowych.
Dla czytelnika Pisma wniosek jest prosty i mało efektowny: przekaz nie biegł jednym korytem. Rozmaite kopie wędrowały różnymi drogami, mieszały się, docierały na obrzeża świata greckiego i tam trwały nietknięte przez późniejsze ujednolicenia. Właśnie dlatego rękopisy z miejsc odległych bywają dla badania tekstu cenniejsze niż te z metropolii.
Skromna wartość, konkretna funkcja
Trzeba powiedzieć uczciwie: to temat techniczny. Kodeks nie zawiera żadnej nieznanej opowieści, nie przynosi rewelacji doktrynalnej, nie zmienia niczego w treści Ewangelii. Jego znaczenie polega na tym, że pozwala uporządkować mapę świadków tekstu — a mapa jest potrzebna wtedy, gdy chce się zrozumieć, dlaczego współczesne przekłady różnią się w drobiazgach.
Czego to nie dowodzi
Odrębność tekstowa nie oznacza pierwszeństwa. To, że rękopis niesie czytania inne niż większość, nie czyni ich starszymi ani lepszymi — bywa i odwrotnie, że osobna droga przekazu utrwaliła lokalną pomyłkę. O tym, które czytanie jest pierwotne, rozstrzyga się osobno dla każdego miejsca, biorąc pod uwagę wszystkich świadków, a nie autorytet jednej księgi.
Nie wiadomo też, skąd wzorzec tego kodeksu pochodził ani jaką drogą trafił na Kaukaz. Klasztor był miejscem przechowywania, niekoniecznie miejscem powstania. Historia rękopisu przed jego pojawieniem się w gruzińskich zbiorach pozostaje nieznana i nie należy jej dopowiadać.
Wreszcie kodeks niczego nie potwierdza ani nie podważa w treści Ewangelii jako całości. Pokazuje wyłącznie, że tekst Marka krążył w więcej niż jednej formie i że ślad tego krążenia zachował się w miejscu, którego nikt by o to nie podejrzewał. To informacja o drodze przekazu, nie o wiarygodności przekazywanego.







