Wokół tellu Gezer, na skraju Szefeli, wykuto w skalnym podłożu kilkanaście krótkich napisów. Każdy składa się z dwóch części zwróconych w przeciwne strony: po jednej stronie hebrajskie słowa wyznaczające granicę Gezer, po drugiej greckie imię w formie dzierżawczej, najczęściej odsyłające do człowieka o imieniu Alkios. Napisy leżą w terenie, na wychodniach skalnych, nierzadko kilkaset metrów od samego wzgórza.
Dwa języki na jednym kamieniu
Układ tych inskrypcji jest ich najciekawszą cechą. Hebrajska formuła patrzy w stronę miasta, grecka na zewnątrz. Ktokolwiek je wykuwał, zakładał dwóch różnych odbiorców i uznał, że każdemu trzeba powiedzieć to samo w jego języku. Hebrajski był tu językiem wspólnoty i jej prawa; greka — językiem administracji, własności i kontaktu ze światem zewnętrznym. Znaleziska tego rodzaju są rzadkie, bo dwujęzyczność zwykle zostawia ślad w papirusach i inskrypcjach nagrobnych, a nie w oznakowaniu pól.
Wykonanie jest przy tym skromne. To nie są starannie ciosane stele ani tablice fundacyjne, tylko litery wykute płytko wprost w naturalnej skale, w miejscu, gdzie akurat wychodziła ona na powierzchnię. Napis miał służyć temu, kto szedł miedzą, a nie robić wrażenie na przyjezdnym. Ta zwyczajność jest zaletą źródła: pokazuje praktykę codzienną, a nie oficjalny komunikat władzy.
Sam fakt istnienia tych napisów miał zresztą znaczenie dla całej archeologii Palestyny: to one w XIX wieku pozwoliły powiązać niewielki tell z biblijnym Gezer, czyli ustalić, gdzie leżało miasto znane z Księgi Jozuego i z ksiąg królewskich.
Czego nie wiemy
Dwie podstawowe sprawy pozostają nierozstrzygnięte i to one czynią temat wartym opowiedzenia.
Pierwsza to datowanie. Kształt liter dopuszcza zarówno okres hasmonejski, jak i herodiański, a różnica jest tu istotna — dzieli epokę żydowskiej niepodległości od epoki rzymskiego protektoratu. Inskrypcje nie zawierają daty, więc rozstrzygnięcia nie ma.
Druga to funkcja. Proponowano co najmniej trzy odczytania. Że wyznaczały granicę, poza którą w szabat nie wolno było wychodzić. Że oznaczały zasięg terytorium miejskiego wobec sąsiadów. Że były zwykłymi znakami własności, dzielącymi majątek żydowskiej wspólnoty od gruntów należących do właściciela o greckim imieniu. Każda z tych możliwości daje inny obraz miejscowych stosunków, a materiał nie pozwala wybrać.
Gezer w Piśmie
Gezer pojawia się w kanonie jako miasto, którego nie zdobyto do końca:
I nie wygnali Kananejczyków, mieszkających w Gezer. I mieszkają Kananejczycy pośród Efraimitów aż do dziś, i stali się sługami składającymi daninę.
Joz 16,10
Sytuacja zmienia się dopiero za Salomona, i to nie dzięki wojnie Izraela:
Faraon bowiem, król Egiptu, wyruszył i zdobył Gezer, i spalił je ogniem, a Kananejczyków, którzy mieszkali w tym mieście, wymordował, i dał je w posagu swojej córce, żonie Salomona.
1 Krl 9,16
Miasto ma więc w Piśmie status graniczny w sensie dosłownym — leży tam, gdzie kończy się skuteczna kontrola i zaczyna obcy świat. Kilkaset lat później ktoś wykuwa wokół niego kamienne znaki, na których jedna strona jest hebrajska, a druga grecka. Ciągłość jest tu geograficzna, a nie tekstowa, ale trudno przejść obok niej obojętnie.
Czego to nie dowodzi
Nie dowodzi, że w Gezer obowiązywała granica szabatowa. To jedna z hipotez i akurat ta wymaga najwięcej założeń, bo zakłada praktykę poświadczoną dobrze dopiero w źródłach późniejszych. Kto podaje ją jako ustalenie, przeskakuje nad sporem.
Nie dowodzi też, że mieszkańcy okolicy byli zhellenizowani albo że przeciwnie — bronili odrębności. Napis w dwóch językach świadczy o współistnieniu dwóch środowisk, a nie o tym, które z nich brało górę. Można go czytać jako znak ustępstwa i jako znak asertywnego zaznaczenia własnego terenu; materiał na to nie odpowiada.
I nie ma związku z opowieściami o zdobyciu Gezer z czasów Jozuego czy Salomona. Dzieli je blisko tysiąc lat. To, co te kamienie pokazują naprawdę, jest skromniejsze i konkretne: w Judei epoki hellenistycznej granicę wyznaczało się dwukrotnie, po hebrajsku i po grecku, bo inaczej połowa zainteresowanych by jej nie odczytała.







