Łacińskie chrześcijaństwo czytało Stary Testament w przekładzie z greki. Hieronim uznał, że to o jeden przekład za dużo, i postanowił tłumaczyć z hebrajskiego. Osiadł w Betlejem, uczył się języka od żydowskich nauczycieli i przez lata pracował nad tekstem, który miał sięgać do źródła. Zasadę, którą się kierował, streszczał zwrotem o prawdzie hebrajskiej.
Dlaczego to była decyzja, a nie oczywistość
Dziś tłumaczenie z języka oryginalnego wydaje się rzeczą naturalną. Wtedy nie było. Grecki przekład miał w oczach ówczesnych ogromny autorytet, wsparty opowieścią o cudownym powstaniu i długim użyciem w zborach. Sięgnięcie ponad niego, do zwoju czytanego w synagodze, oznaczało uznanie, że tekst przechowywany przez Żydów jest w tej sprawie miarodajny.
To właśnie budziło opór. Zarzucano Hieronimowi, że podważa Biblię, którą wspólnoty znają, i że zbyt ufa tym, z którymi Kościół prowadzi spór. Odpowiadał ostro, nie oszczędzając przeciwników.
Spór z Augustynem
Najbardziej znany z tych sporów toczył się z Augustynem. Jego obawa była duszpasterska, nie filologiczna: jeśli w kościołach zabrzmi tekst inny niż ten, do którego ludzie przywykli, powstanie zamęt, a wspólnoty łacińskie oddalą się od greckich. Znana anegdota mówi o zamieszaniu w jednym ze zborów, gdy przy czytaniu Księgi Jonasza padła nazwa innej rośliny niż ta, którą słuchacze znali z dotychczasowego przekładu.
Spór ten nie jest muzealny. Powtarza się przy każdej rewizji przekładu, w każdym języku, do dziś. Po jednej stronie stoi wierność źródłu, po drugiej — więź wspólnoty z tekstem, który zna na pamięć. Obie racje są prawdziwe i obie nie dają się w pełni pogodzić.
Które księgi
Przy okazji pracy nad Starym Testamentem Hieronim zajął stanowisko w sprawie zakresu ksiąg. Odróżniał te, które wchodzą w skład zbioru hebrajskiego, od pozostałych, krążących w tradycji greckiej. Te drugie uważał za pożyteczne do czytania, lecz nie za podstawę do rozstrzygania spraw wiary. Rozróżnienie to zostało później w praktyce zatarte, ale samo w sobie jest świadectwem, jak widział rzecz człowiek, który znał oba zbiory z pierwszej ręki i pracował na nich zawodowo.
Co się z tego stało
Przekład Hieronima nie zwyciężył od razu. Przez długi czas krążył obok wersji starszych, a rękopisy mieszały jedne z drugimi. Z czasem jednak wyparł konkurencję i na stulecia stał się Biblią Zachodu — tekstem, z którego uczono, kazano i cytowano, i przez który słownictwo łacińskie weszło na trwałe do języka wiary także w polszczyźnie.
Najstarszy zachowany kompletny egzemplarz tego przekładu, Kodeks Amiatinus, jest osobnym tematem: tam chodzi o księgę jako przedmiot, o warsztat, w którym powstała, i o drogę, jaką przebyła. Tutaj chodzi o sam przekład i o człowieka, który go zrobił.
Czego to nie dowodzi
Praca Hieronima nie dowodzi, że tekst hebrajski jest wolny od problemów ani że przekład z oryginału automatycznie rozstrzyga wątpliwości. Sam Hieronim w wielu miejscach szedł za rozumieniem, które zastał, a jego wybory bywają dyskusyjne — jak wybory każdego tłumacza.
Nie dowodzi też, że wcześniejsze przekłady łacińskie były bezwartościowe. Zachowały odczytania greckie, które gdzie indziej zaginęły, i pozostają ważnym świadkiem tekstu. Wniosek, jaki wolno wyciągnąć, jest inny i dotyczy nas: dostęp do tekstu w językach oryginalnych bywa kwestionowany nie dlatego, że jest niepotrzebny, lecz dlatego, że burzy przyzwyczajenia. Warto o tym pamiętać, sięgając po przekład inny niż ten, w którym się wyrosło.







