W egipskiej miejscowości Achmim otwarto grób mnicha, a wśród przedmiotów złożonych przy zmarłym znalazł się niewielki kodeks. Zawierał kilka tekstów, w tym opowieść o męce i zmartwychwstaniu, której nie zna żadna z Ewangelii kanonicznych. Utwór ten wiąże się dziś z imieniem Piotra, bo narrator mówi w tym tekście w pierwszej osobie i tak się przedstawia.
Co jest w tej opowieści
Opis zmartwychwstania idzie w tym tekście znacznie dalej niż relacje kanoniczne. Strażnicy przy grobie nie zastają pustego wnętrza — widzą sam moment. Z grobu wychodzą postacie, których wzrost sięga nieba, a wśród nich krzyż, który odzywa się i odpowiada na pytanie zadane z góry. Scena jest rozpisana jako widowisko z udziałem świadków.
Warto zestawić to z tym, co robią Ewangelie kanoniczne. One konsekwentnie nie opisują samego zmartwychwstania. Relacjonują, co zastano rano i kogo spotkano potem, ale moment wyjścia z grobu pozostaje poza opowiadaniem. Ta powściągliwość jest w nich wspólna wszystkim czterem, mimo że różnią się w innych szczegółach.
Jak rośnie opowieść
Zestawienie obu wersji pokazuje kierunek, w którym rozwijała się tradycja. Tekst kanoniczny zostawia lukę: mówi o straży przy grobie, o naradzie przełożonych, o zapieczętowaniu kamienia.
Następnego dnia, pierwszego po dniu przygotowania, naczelni kapłani i faryzeusze zebrali się u Piłata;
Mt 27,62
Skoro przy grobie byli świadkowie, naturalne staje się pytanie, co widzieli. Opowieść z Achmim odpowiada na nie wprost — i właśnie ta odpowiedź jest znakiem rozpoznawczym późniejszego etapu. Materiał narracyjny rozrasta się w miejscach, w których wcześniejsza relacja milczy, a nie tam, gdzie mówi.
Ten sam mechanizm widać w innych utworach powstałych wokół Ewangelii: dopisuje się dzieciństwo, wypełnia lata, o których nic nie wiadomo, nadaje imiona osobom bezimiennym. Luka przyciąga uzupełnienie. Rozpoznanie tej prawidłowości jest jednym z użytecznych narzędzi przy ocenie, co jest wcześniejsze, a co późniejsze.
Warto dodać, że kierunek ten działa niemal wyłącznie w jedną stronę. Opowieści rzadko ubożeją przy przepisywaniu, za to regularnie się rozrastają — bo kopista albo kaznodzieja rzadko usuwa szczegół, a chętnie dopowiada. Dlatego przy porównywaniu dwóch wersji tej samej sceny wersja obszerniejsza jest z reguły późniejsza, nawet jeśli brzmi bardziej przekonująco jako opowieść.
Jak taki tekst wygląda w porównaniu
Różnica dotyczy nie tylko liczby szczegółów, ale i sposobu opowiadania. Relacje kanoniczne prowadzą narrację od strony ludzi, którzy przychodzą do grobu i czegoś nie rozumieją; niepewność i zaskoczenie są w nich częścią opisu. Tekst z Achmim prowadzi ją od strony wszechwiedzącego obserwatora, któremu nic nie umyka i który nie ma wątpliwości. To dwie odmienne konwencje, a nie dwa opisy tego samego zdarzenia z różnych miejsc.
Wartość znaleziska
Tekst ma wartość jako świadectwo obiegu opowieści o Jeszui poza czterema Ewangeliami. Pokazuje, co w tych opowieściach rozbudowywano, a co pozostawiano bez zmian, i pozwala zobaczyć różnicę stylu na konkretnym przykładzie, zamiast zapewniać o niej ogólnie.
Jest też cenny jako świadectwo obyczaju. Kodeks złożono w grobie, a więc traktowano go jako coś, co ma zmarłemu towarzyszyć. Mówi to o miejscu księgi w pobożności ludzi, którzy jej używali, niezależnie od tego, jak oceniamy jej treść.
Czego to nie dowodzi
Znalezisko nie dowodzi, że tekst pochodzi od Piotra. Przypisanie utworu apostołowi było w tym piśmiennictwie zabiegiem powszechnym i służyło nadaniu powagi; sam fakt, że narrator się tak przedstawia, jest częścią utworu, a nie informacją o autorze.
Nie dowodzi także, że opowieść jest wczesna. Kodeks z grobu jest znacznie późniejszy niż tekst, który przekazuje, a między jednym a drugim rozciąga się okres, o którym nic nie wiadomo. Datowanie samego utworu opiera się na przesłankach pośrednich i pozostaje szacunkiem.
Wreszcie rozbudowany opis nie jest dowodem, że relacje kanoniczne coś przemilczały. Bardziej prawdopodobne jest odwrotne wytłumaczenie — że jedne opowiadają mniej, bo mówią tylko to, co przekazali świadkowie, a drugie więcej, bo wypełniają lukę wyobraźnią. Sama obszerność opisu nie świadczy na korzyść niczego poza tym, że ktoś chciał opowiedzieć więcej.







