Wioska, która zostawiła swoje papiery
Deir el-Medina leży w zachodnich Tebach, w suchej dolince tuż za grzbietem oddzielającym ją od Doliny Królów. Mieszkali tam ludzie drążący i zdobiący grobowce władców: kamieniarze, tynkarze, rysownicy, malarze, wraz z rodzinami. Osada była zamknięta, utrzymywana przez państwo i funkcjonowała przez kilkaset lat.
To, co czyni ją wyjątkową, to sucha ziemia i zwyczaj pisania na czym popadnie. Zamiast drogiego papirusu robotnicy używali ostrakonów — odłamków wapienia i skorup naczyń. Zapisywali na nich wszystko: listy obecności, wydania racji, rachunki, skargi, listy prywatne, umowy, wyroki sądu wioskowego, ćwiczenia szkolne. Zachowały się ich tysiące. Dzięki temu Deir el-Medina jest najlepiej udokumentowaną społecznością robotniczą całej starożytności — znamy tam ludzi z imienia, wiemy, kto komu pożyczył osła i kto się z kim procesował.
Jak działała praca
Załoga była podzielona na dwie części pracujące po dwóch stronach grobowca, każda ze swoim brygadzistą i skrybą. Pracowano w cyklu z ustalonymi dniami wolnymi, a nocowano w obozie przy miejscu pracy, żeby nie tracić czasu na drogę. Zapłatą nie były pieniądze, których wtedy nie używano, lecz racje — przede wszystkim zboże, a do tego ryby, warzywa, oliwa, odzież i drewno na opał. Dostawy szły z państwowych magazynów i miały ustalony rytm.
Listy obecności podają powody nieobecności i są w nich rzeczy bardzo ludzkie: choroba własna albo w rodzinie, pogrzeb, warzenie piwa, budowa własnego domu. Nikt tego nie ukrywał, bo nieobecność była rozliczana, a nie karana biciem. To ważny szczegół dla oceny charakteru tej pracy.
Strajk
W dwudziestym dziewiątym roku panowania Ramzesa III dostawy racji zaczęły się spóźniać, a potem ustały. Robotnicy zrobili wtedy coś, co zapisano, i dzięki temu mamy najstarszą znaną relację ze strajku. Porzucili pracę, przeszli poza mury i zasiedli przy świątyniach grobowych, czyli przy magazynach i przy urzędnikach odpowiedzialnych za wypłaty. Odmawiali powrotu, dopóki nie dostaną zaległych racji. Protest powtarzał się kilkakrotnie, a jego przebieg spisano tak samo skrupulatnie jak wydania zboża.
Tło dla piątego rozdziału Księgi Wyjścia
Ta dokumentacja daje realia dla konfliktu opisanego w Księdze Wyjścia, gdzie sedno sporu dotyczy normy i surowca.
Już więcej nie będziecie dawać ludowi słomy do wyrobu cegły, jak dotychczas. Niech sami idą i zbierają sobie słomę.
Wj 5,7
Nadzorcy odpowiadają na skargę żądaniem utrzymania wyniku mimo zmiany warunków.
Teraz więc idźcie i pracujcie. Słomy wam nie dadzą, ale macie dostarczać taką samą ilość cegieł.
Wj 5,18
Deir el-Medina pokazuje, że egipska praca zorganizowana rzeczywiście działała w kategoriach normy, przydziału i rozliczenia, że robotnicy potrafili te kategorie odczytać i że umieli się na nie powołać. Scena z Księgi Wyjścia rozgrywa się w języku, którym ten świat faktycznie mówił.
Czego to nie dowodzi
Robotnicy z Deir el-Medina nie byli niewolnikami. Byli wykwalifikowanymi rzemieślnikami na państwowym utrzymaniu, z własnymi domami, własnymi grobowcami, dostępem do sądu i możliwością protestu bez śmiertelnych konsekwencji. Ich sytuacja jest przeciwieństwem tej, którą opisuje Księga Wyjścia, i zestawianie ich z Izraelitami byłoby pomyłką.
Nic w tej wiosce nie odnosi się do Izraela ani do wydarzeń z Biblii. Nie ma tam obcej ludności, którą dałoby się z nimi powiązać, ani zapisu przypominającego konflikt z piątego rozdziału. Nie da się też z tego materiału wyprowadzić żadnego argumentu chronologicznego. Wartość Deir el-Medina jest wyłącznie porównawcza: dzięki niej wiemy, jak wyglądał egipski system pracy i nadzoru, i możemy ocenić, czy biblijny opis jest w tym systemie osadzony. Jest — i to jest cały wniosek, jaki wolno wyciągnąć.







