Obcy bogowie w egipskich świątyniach
Egipt Nowego Państwa nie był religijnie szczelny. Wraz z ludźmi z Lewantu — jeńcami, najemnikami, kupcami i osadnikami — przyszły do niego ich bóstwa, i nie zostały zepchnięte na margines. Baal, bóg burzy, Anat i Astarte, boginie związane z wojną i płodnością, oraz Reszef, patron zarazy i pola bitwy, mieli w Egipcie własne świątynie, własnych kapłanów i własne przedstawienia wykonane w egipskiej konwencji. Ich imiona pojawiają się w imionach osobowych, w formułach przysięgi, w tekstach magicznych i w tytulaturze władców, którzy porównywali swoją siłę do Baala w burzy.
Nie było to bynajmniej zjawisko peryferyjne. Kult tych bóstw był najsilniejszy w Delcie i w portach — czyli tam, gdzie ludność semicka mieszkała najgęściej — ale sięgał także dworu. Egipcjanie w takich sytuacjach zwykle nie zwalczali obcego boga, lecz przypisywali mu odpowiednik wśród własnych. Dlatego Baala utożsamiono z Setem, a Set z Awaris przedstawiany bywał w stroju azjatyckim.
Baal Północy
Warto dodać, że przenikanie działało w obie strony. Egipcjanie osiedleni w Kanaanie czcili miejscowe bóstwa, a mieszkańcy Delty składali ofiary zarówno Setowi, jak i Baalowi, nie widząc w tym sprzeczności. Świat, w którym rozgrywają się pierwsze rozdziały Księgi Wyjścia, nie znał podziału na religię egipską i religię semicką jako dwa zamknięte systemy. Znał jeden krajobraz kultowy, w którym imiona bogów tłumaczono z języka na język, a ich wizerunki dopasowywano do lokalnej konwencji. To jest tło, na którym trzeba czytać zakaz oddawania czci komukolwiek poza Jahwe: był on w tym otoczeniu żądaniem czegoś bezprecedensowego.
Baal-Sefon to jedna z lokalnych postaci tego kultu. Drugi człon nazwy odsyła do góry na północy Syrii uchodzącej za siedzibę boga burzy, a samo słowo w hebrajskim znaczy północ. Ten Baal był patronem żeglarzy: opiekunem tych, którzy wypływali na morze i którzy przy sztormie mieli się do kogo zwrócić. Jego kult jest poświadczony w portach śródziemnomorskich, a przez ludzi morza rozniósł się wzdłuż wybrzeża, także do Egiptu. Świątynie i kaplice pod tym wezwaniem stawiano tam, gdzie stały statki.
Nazwa z trasy Wyjścia
To wyjaśnia coś, co przy pierwszym czytaniu wygląda dziwnie: opis obozowiska w Księdze Wyjścia posługuje się semicką nazwą religijną jako punktem orientacyjnym w Egipcie.
Powiedz synom Izraela, aby zawrócili i rozbili obóz przed Pi-Hachirot, pomiędzy Migdol a morzem, naprzeciw Baal-Sefon. Rozbijcie obóz naprzeciw niego nad morzem.
Wj 14,2
Baal-Sefon nie jest tu wtrętem ani pomyłką. To normalna nazwa miejsca w regionie, w którym mieszkali ludzie mówiący po zachodniosemicku i czczący własnych bogów. Tekst nie musi tego tłumaczyć, bo dla jego pierwszych odbiorców było to oczywiste. Delta była dwujęzyczna i dwureligijna, a nazwy miejsc odzwierciedlały ten stan.
Dla czytelnika Tory jest w tym jeszcze jedna informacja. Zakazy dotyczące obcych kultów, które lud otrzyma później, nie były wymierzone w coś, co miał dopiero poznać w Kanaanie. Baal, Astarte i Reszef byli obecni już tam, skąd wychodził — mieli świątynie po drodze i patronowali miejscom, których nazwy zapamiętano.
Czego to nie dowodzi
Nie da się na tej podstawie zlokalizować Baal-Sefon z Księgi Wyjścia. Kult był rozpowszechniony, a miejsc noszących imię bóstwa mogło być w Delcie i wzdłuż wybrzeża kilka. Wskazywano różne punkty przy jeziorach przybrzeżnych i przy dawnych portach, ale żadna z tych propozycji nie opiera się na inskrypcji znalezionej na miejscu, tylko na ogólnych przesłankach geograficznych.
To, że nazwa jest wiarygodna, nie znaczy więc, że mamy współrzędne. Zgodność realiów jest argumentem za tym, że opis powstał w środowisku znającym Egipt — i to jest wniosek uczciwy. Wniosek, że dzięki temu wiemy, gdzie stanął obóz, byłby już nadużyciem. Podobnie nie należy z obecności semickich bóstw w Egipcie wyprowadzać żadnych wniosków o dacie Wyjścia: kult ten trwał przez stulecia i pasuje do każdej z konkurencyjnych propozycji chronologicznych.







