Deportacja jest w Księgach Królewskich zdaniem podrzędnym. Lud uprowadzono, osiedlono, i tyle. Za tym zdaniem stoją jednak tygodnie marszu całych rodzin i to akurat da się zobaczyć, bo Asyryjczycy kazali sobie te sceny wyrzeźbić na ścianach.
Gdzie te obrazy stały
Płyty z takimi przedstawieniami pochodzą z pałaców w Nimrud i w Niniwie. Wykładano nimi ściany sal reprezentacyjnych, korytarzy i przejść, którymi prowadzono gości. Kompozycje układały się w ciągi opowiadające kolejne etapy wyprawy: marsz wojska, oblężenie, zdobycie miasta, liczenie łupu, wreszcie kolumny ludzi wyprowadzanych z bramy.
Sceny przesiedleń są w tym cyklu stałym elementem. Widać na nich wozy zaprzężone w woły, na wozach kobiety i małe dzieci, obok mężczyzn niosących zawiniątka, prowadzone zwierzęta, żołnierzy idących wzdłuż kolumny. Bywa, że rzeźbiarz pokazuje pojedynczy gest: kogoś podającego dziecku bukłak, kogoś oglądającego się za siebie.
Co z tego wynika dla czytelnika Biblii
Tekst hebrajski opisuje ten sam mechanizm dwukrotnie, w odstępie stu kilkudziesięciu lat. Najpierw wobec północnego królestwa.
A w dziewiątym roku Ozeasza król Asyrii zdobył Samarię, uprowadził Izraela do Asyrii i osiedlił ich w Chalach i Chaborze, nad rzeką Gozan, oraz w miastach Medów.
2 Krl 17,6
Potem wobec Judy, gdy praktykę przejęli Babilończycy, którzy odziedziczyli po Asyrii cały aparat imperialny wraz z metodami.
I przesiedlił całą Jerozolimę: wszystkich książąt, wszystkich dzielnych wojowników – dziesięć tysięcy jeńców, oraz wszystkich rzemieślników i kowali. Nie pozostał nikt oprócz ubogiego ludu tej ziemi.
2 Krl 24,14
Izajasz posługuje się obrazem tego samego rodzaju, mówiąc o losie Egiptu i Kusz.
Tak król Asyrii uprowadzi więźniów Egiptu i jeńców Etiopii, młodych i starych, nagich i bosych, z obnażonymi pośladkami, na pohańbienie Egiptu.
Iz 20,4
Reliefy pozwalają zobaczyć, o czym mowa. Nie chodziło o wypędzenie ani o rzeź, lecz o przeniesienie ludności wraz z dobytkiem na wyznaczone miejsce, pod eskortą i w zorganizowanej kolumnie. Imperium potrzebowało rąk do pracy i żołnierzy, więc opłacało mu się doprowadzić przesiedlanych żywych.
Dlaczego to nie jest reportaż
Tu trzeba postawić zastrzeżenie, bez którego cały ten materiał zostaje źle odczytany. Reliefy są dekoracją pałacową zamówioną przez króla, dla widzów, których miały przekonać. Ich funkcją nie było dokumentowanie, tylko pokazywanie porządku: wróg pokonany, poddani prowadzeni tam, gdzie władca chce, wszystko pod kontrolą.
Dobór scen jest więc celowy. Kolumny wyglądają na zorganizowane, bo zorganizowanie było przesłaniem. Na tych samych ścianach pojawiają się jednak także sceny okrucieństwa wobec przywódców buntu — i one również miały cel, tyle że odwrotny: odstraszać. Obrazu życia zwykłego deportowanego nie ma w żadnej z tych wersji, bo nikogo z zamawiających nie interesował.
Badacze spierają się, na ile uporządkowany marsz z reliefów odpowiadał rzeczywistości. Jedni widzą w nim świadectwo racjonalnej polityki przesiedleńczej, inni retusz zakrywający śmiertelność w drodze. Materiał ikonograficzny nie rozstrzyga tego sporu, bo jest stroną w sprawie.
Po co imperium przesiedlało ludzi
Rachunek był prosty i całkowicie świecki. Pokonana ludność zostawiona na miejscu miała pamięć własnego państwa, własne świątynie i własnych przywódców, więc prędzej czy później wracała do buntu. Przeniesiona kilkaset kilometrów dalej, między obcych, traciła oparcie i stawała się siłą roboczą dla nowych ośrodków, które imperium właśnie budowało.
Przesiedlenia szły więc w obie strony i obejmowały przede wszystkim tych, którzy byli coś warci: rzemieślników, pisarzy, wojskowych, ludzi dworu. Ubogich rolników zwykle zostawiano, bo ziemia musiała rodzić, a podatek wpływać. Ten sam podział widać w opisie wywózki z Jerozolimy, gdzie tekst hebrajski wprost wymienia zabranych fachowców i zaznacza, kto pozostał.
Czego to nie dowodzi
Reliefy nie potwierdzają żadnego wersetu. Nie przedstawiają deportacji z Samarii ani z Jerozolimy, nie podpisują żadnej ze scen nazwą hebrajskiego miasta i nie wnoszą nic do sporu o liczby wygnańców. To rekonstrukcja realiów, nie dowód w jakiejkolwiek sprawie.
Nie dowodzą też, że wygnańcy z Izraela i Judy szli dokładnie tak, jak pokazano. Sceny powstawały w warsztacie na zamówienie i powtarzały wypracowane schematy, niezależnie od tego, o którą kampanię chodziło. Ich wartość jest inna i warto ją nazwać wprost: dzięki nim jedno zdanie z Ksiąg Królewskich przestaje być abstrakcją i staje się kolumną ludzi z dziećmi na wozach. Do zrozumienia tekstu to dużo. Do jego udowodnienia — nic.







