Litery, którymi zapisano to zdanie, mają rodowód w Kanaanie. Nie jest to gra słów ani skrót myślowy — to wniosek z porównania kształtów, kolejności i nazw znaków, wielokrotnie sprawdzony i nie budzący sporu wśród badaczy pisma.
Dowód ukryty w nazwach liter
Najmocniejszy argument nie leży w kształtach, choć i one są zbieżne. Leży w nazwach.
Grecka alfa i grecka beta nic po grecku nie znaczą. To puste dźwięki, etykiety znaków. Ich semickie odpowiedniki, alef i bet, znaczą wół i dom. Podobnie jest dalej: gimel, dalet i kolejne nazwy mają w językach kananejskich sens rzeczownikowy, a w grece żadnego. Nazwa przeszła razem ze znakiem i po drodze utraciła znaczenie, bo w nowym języku nie miała do czego się odnieść.
Do tego dochodzi kolejność. Grecki porządek liter odpowiada porządkowi semickiemu, znanemu z abecedariuszy szkolnych Lewantu, w tym z tabliczek z Ugarit. Zapożyczenie objęło więc cały system: kształty, nazwy i sekwencję — a nie tylko pomysł.
Co Grecy dodali
Pismo fenickie zapisywało wyłącznie spółgłoski. W językach semickich to działa, bo rdzeń wyrazu tworzą spółgłoski, a samogłoski pełnią funkcję gramatyczną, którą czytelnik odtwarza z kontekstu. W grece taki zapis byłby nieczytelny — samogłoski są tam nośnikiem znaczenia na równi ze spółgłoskami.
Rozwiązanie okazało się proste i pomysłowe. Kilka fenickich liter oznaczało spółgłoski, których greka nie miała — dźwięki gardłowe i krtaniowe. Grecy przypisali te znaki samogłoskom. Litera, która u Fenicjan oznaczała zwarcie krtaniowe, stała się alfą. W ten sposób powstał pierwszy system zapisujący pełny zestaw dźwięków mowy.
Zmieniono także kierunek pisania. Fenicki biegł od prawej do lewej, greka ustabilizowała się ostatecznie w kierunku odwrotnym, przechodząc po drodze przez etap pisania naprzemiennego, wiersz w jedną, wiersz w drugą stronę.
Dalej na zachód
Z Grecji alfabet powędrował do Italii. Przejęli go Etruskowie, a od nich Rzymianie, dostosowując kształty i porzucając litery zbędne dla własnego języka. Alfabet łaciński rozszedł się następnie z rzymską administracją, a później z chrześcijaństwem zachodnim po całej Europie. Osobną gałęzią jest cyrylica, która wyrosła z greckiego pnia.
Znaczy to, że pisma, którymi zapisano dziś większość książek świata, są potomkami jednego wynalazku dokonanego na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego — tam, gdzie Pismo umieszcza Tyr, Sydon i miasta kananejskie.
Dlaczego to ma znaczenie dla czytelnika Biblii
Tanach zapisano alfabetem hebrajskim, Nowy Testament grecką odmianą tego samego wynalazku. Dwie części Pisma, dzielone przez wieki i przez języki, korzystają z pisma o wspólnym pniu. Rozejście się gałęzi nastąpiło wcześniej niż powstanie któregokolwiek z zachowanych rękopisów.
Jest też druga rzecz, mniej oczywista. Alfabet jest technologią demokratyzującą. Systemy z setkami znaków — hieroglify, pismo klinowe — wymagały lat nauki i utrzymywały pismo w rękach zawodowej warstwy skrybów. Kilkadziesiąt znaków można opanować w krótkim czasie. Nakaz z Tory, by słowa Prawa zapisywać na odrzwiach domów i na bramach, zakłada, że pisanie jest czynnością dostępną zwykłej rodzinie, a nie tylko urzędowi. Taki nakaz ma sens dopiero w świecie alfabetu.
Czego nie wiemy
Nie wiemy, kiedy dokładnie doszło do przekazania alfabetu Grekom, i propozycje badaczy rozchodzą się o kilka stuleci. Nie wiemy, gdzie to nastąpiło — wskazywano różne punkty kontaktu, od wysp Morza Egejskiego po ośrodki handlowe na wybrzeżu Lewantu. Nie wiemy, czy przekaz był jednorazowy, czy dokonywał się stopniowo w wielu miejscach.
Nie mamy też żadnego zapisu opisującego to wydarzenie od środka. Greckie podania przypisywały wynalazek pisma przybyszom z Fenicji, ale to relacja późna i legendarna. Cały wniosek opiera się na porównaniu samych liter — i akurat ten argument jest wystarczająco mocny, żeby nie potrzebować podpory w opowieści.







